poniedziałek, 20 stycznia 2020

Blue Monday- przytul się do brzozy

Trzeci poniedziałek roku ma złą sławę bycia najbardziej depresyjnym dniem w roku. To właśnie wtedy dochodzi do największej ilości prób samobójczych oraz ujawniają się pesymistyczne myśli. Pogoda styczniowa bywa byle jaka, portfel zieje pustką, a na koncie widać niepokojący debet po nierozważnych świąteczno-noworocznych szaleństwach. Do tego trzy tygodnie to dosyć, by zapomnieć o postanowieniach noworocznych i uświadomienie sobie, że znów się nie uda. No masakra jakaś. Tyle teoria przypisywana blue monday.








Myśli samobójcze i depresja

W praktyce pewnie jest inaczej, choć to sprawdzę dopiero jutro, gdy google search control pokaże ilość wejść na post pt.: "Jak zabić się szybko i bezboleśnie". Popełniłyśmy go jakiś czas temu i okazuje się, że, mam nadzieję niedoszli samobójcy, ciągle po niego sięgają. Myśli samobójcze mogą dopaść człowieka o każdej porze roku, a depresja ujawnia się powoli i uświadomienie jej sobie akurat w blue monday jest mało prawdopodobne. Przyznam jednak, że gdy spojrzałam dziś na zasnute smogiem Pogórze Izerskie, pomyślałam, że mieszkając tam, miałabym dziś zły dzień. Szaro, buro, bez śniegu i do tego śmierdząco. Dla mnie byłby to koszmar.



Spacer w zimowej scenerii

Na szczęście u nas, na wysokości 600 m.npm. leży świeży, biały śnieg. Powietrze jest czyste i przejrzyste. Jeśli dodamy bezwietrzną pogodę i słońce, które wyjrzało zza chmur, to zły nastrój nie ma racji bytu. Aby uczcić tę piękną pogodę, wzięłam psy i poszłam na spacer. Nie planowałam nic długiego, wiedząc, że zaplanowałam jeszcze kilka innych rzeczy. Wspięłam się zatem ścieżką na Blizbor. Drzewa w lesie pyszniły się niewielkimi białymi czapami, a wokół ścielił się dziewiczy śnieg, tu i ówdzie upstrzony śladami leśnej zwierzyny. Obeszłam górę jej zachodnim stokiem. Znalazłam się na moim ulubionym skalnym rumowisku porośniętym rzadkimi brzozami. Spojrzałam na ośnieżone wierzchołki Kamienickiego Grzbietu.
Stąpając ostrożnie po zmrożonych głazach dotarłam do przecinki leśnej, którą czasem schodzę z Blizbora. Tym razem nią wchodziłam. Śnieg skrzypiał pod nogami, pachniało wilgocią i śniegiem. Psy szalały. Dotarłam na szczyt.

Przytulić się do brzozy

Na szczytowym rumowisku rośnie brzoza. Jest młodszą siostrą tej, którą kilka lat temu ktoś ściął bezsensownie. Nikomu i niczemu nie przeszkadzała. Nie zabrano nawet jej pnia, tylko zostawiono takie smutne powalone drzewo. Wiem, że nadal służy lasowi na pokarm i schronienie, ale miałam do tej brzozy ogromny sentyment, często się do niej przytulając. Jakiś czas mi jej naprawdę brakowało. Teraz jej siostra zmężniała i zajęła miejsce tamtej. Zgodnie z ideą drzewoterapii przytulanie do brzozy wycisza emocje, uspokaja i pozwala usłyszeć swoją intuicję. Dobrze jest więc przytulić się do brzozy, gdy coś idzie nie po naszej myśli albo potrzebujemy zebrać myśli.
Objęłam pień mojej brzozy, dłonią pogładziłam jej jedwabistą korę. Wymieniłam emocje. Czy coś poczułam? Tak. Zdecydowanie odczułam spokój tego pięknego i powabnego drzewa, a przy tym przyszedł mi do głowy wątek, który dopiszę jako scenę w swojej książce. Zatem drzewo oddało mi swoją dobrą energię. Czy coś dałam w zamian? Może mój podziw i wsparcie dla jej woli życia? Któż to wie.

Tam, gdzie mieszkają jelenie

Schodziłam na przełaj przez buczynę. Lubię tę trasę zwłaszcza jesienią, gdy młode buki mienią się ciepłymi barwami, ale i teraz część drzew pokryta jest rudymi liśćmi (taki zwyczaj młodych drzewek, że nie zrzucają liści, tylko szeleszczą nimi na wietrze) Poniżej swoje nocne leże ma niewielkie stano jeleni. Gdy leży świeży śnieg najlepiej widać miejsca, gdzie zwierzęta odpoczywały i łatwo policzyć, ile ich było. Poniżej udało mi się kilka razy znaleźć zrzucone poroże, ale teraz jest jeszcze za wcześnie na świeże łupy. Jeżeli jednak temperatura nadal będzie dosyć wysoka, to niedługo będzie można wybrać się w leśne ostępy w poszukiwaniu poroża.



Naturalne antydepresanty

Spacer na świeżym powietrzu to najlepszy antydepresant. Gdy leczyłam się z depresji, to kontakt z przyrodą był najważniejszym lekarskim zaleceniem. Godzinami włóczyłam się wokół Trzebiatowa, krążyłam łąkami, polami i nieużytkami, czasem wyciągając z domu przyjaciółkę. Bo drugim ważnym antydepresantem jest drugi człowiek. To kontakt z bliskimi i empatycznymi ludźmi, takimi, którzy zrozumieją problem i mają niewyczerpane pokłady cierpliwości potrafi zdziałać cuda.
Najważniejsze jednak, by się nie poddawać złym nastojom. Stawiać na pozytywne emocje, budować dobre relacje i może najważniejsze, nie wymagać od siebie więcej niż to możliwe.
P.S. O swojej depresji pisałam w tym poście:
Czy wy się przeprowadziliście?





39 komentarzy:

  1. No Widzisz masz chociaż ździebko namiastki zimy, a ja w tej Jelonce - nic. Wcale mnie to słońce i wysoka temperatura nie cieszy. Bronię się jak mogę przed marazmem. Doszłam do wniosku, że nie mogłabym mieszkać w klimacie gdzie zawsze jest ciepło i zielono. Lubię zmienny klimat. Też kocham brzozy, kiedy byłam młodsza, a właściwie zawsze marzyłam o domku wśród brzóz. Lubię przytulać się do nich. To takie delikatne w zwiewnych "sukienkach" drzewa, a mają swoją moc. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, a myślałam, że u Was też spadł 😂 Wiesz, też lubię tę naszą zmienną aurę. Domek wśród brzóz... niczym u Iwaszkiewicza w Brzezinie.

      Usuń
  2. Dziadek Andrzej20 stycznia 2020 19:40

    Cześć. Brzozy są super i przywałują dobre wspomnienia. Z depresją mam kontakt raczej u innych. Choć to trudne doświadczenie. Blue monday rozjaśnia mi kilka godzin słuchania Komedy, Mozelewskiego i Stańko. To prawdziwie miły wieczór spędzony w dobrym - własnym towarzystwie. Niewiele problemów, sprawy toczą się nieśpiesznie, swoim torem. Nawet tegoroczny urlop już zaplanowany a bilety i noclegi wykupione. To dobry początek roku. Tobie Anno też takiego życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że doceniasz te swoje małe przyjemności. Własne towarzystwo jest super, zwłaszcza gdy nie ma się problemów. U nas też spokojnie.

      Usuń
  3. Kiedyś wycięto moją ulubioną mirabelkę. Nadal ją czasami wspominam.
    Aniu, ja też przytulam się do brzóz. One mają… nie wiem co, ale mają.
    Odnoszę wrażenie, że to „coś” lepiej czuję, kiedy dosłownie przytulę się do pnia drzewa, obejmując je i przykładając całe wnętrza dłoni – jak Ty. Czytałem gdzieś, że lepiej to robić ustawiając dłonie palcami w dół, ale nie zauważyłem różnicy.
    Na paskudne dni styczniowe zastosowałem w tym roku swój sposób w potrójnej dawce: trzy dni łaziłem po górach. Co prawda dzisiaj ledwie się zwlokłem z łóżka do pracy, ale za to bez samobójczych myśli, a nawet wprost odwrotnie.
    Czyli dokładnie tak, jak napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Krzysiu, łażąc przez chwilę myślała, że dawno nie pisałeś, więc trzeba napisać sms, czy wszystko w porządku. Wywołałam Cię myślami 😃 Cieszę się, że byłeś w górach i czekam a Twoje opowieści blogowe! Brzozy są cudowne. Przytulić warto się też do dębów i jodeł.

      Usuń
    2. Podobnie jak Ty Aniu, myślałam, że coś długo nie widać Krzysztofa z nowymi postami:-)
      Mam swoją "osobistą" brzózkę, kiedy jest mi źle, świat dokuczy i chce mi się płakać, syn przekazuje w moje ręce Tosię i mówi: Proszę babciu, brzózka do przytulenia ... i pomaga na wszystko:-)
      Przytulam się do pnia brzozy, kiedy boli mnie głowa, lubię gładzić jej pień, a mam te drzewa na podwórzu pogórzańskim tuż za chatką i w ogrodzie domu, więc używam do woli.
      Nie, blue monday mnie nie dotyczy, jak się ma zajęcia, pracę fizyczną, zdrowe zmęczenie, to i styczeń mija niepostrzeżenie:-) pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Mnie już też nie, ale uznałam, że to dobry czas, by poruszyć temat depresji.

      Usuń
    4. Mario, Aniu, dziękuję Wam za pamięć.

      Usuń
  4. dzis od rana, kiedy usłyszałam w radiu, że wszystko dzis i tak pójdzie źle, chyba za mocno trzymałam się tej myśli, bo faktycznie od rana jakiś pech za mną chodzi. Ale na szczęście daleko mi do depresji z tego powodu i oby w tym roku mimo takiego dnia, jak najwięcej osób było daleko od tego stanu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Styczeń i luty są depresyjne, ważne, by wspierać bliskich.

      Usuń
  5. A ja jestem w szoku, bo Blue Monday minął mi wyjątkowo spokojnie. Tylko w pracy zapierdziel jak dziki osioł, ale to akurat niezależnie od dnia jest. ;) Dlatego nie poddawajmy się takim mitom! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, jednak to dobry moment, bu mówić o depresji.

      Usuń
  6. Moim lekarstwem na złe samopoczucie są konie. Staram się jak najwięcej czasu spędzać z tymi zwierzakami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzisiejszy dzień a właściwie zachowanie pewnej osoby to było dla mnie zaskoczenie. Dobrze że dzień sie skończył. O przytulaniu do brzozy słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Spędziłam cały Blue Monday praktycznie w domu. Odwołany wykład. Wróciłam z powrotem. Później cały dzień oglądałam streamy z Ligi Legend na TwitchTV. :D Niestraszny mi ten dzień. Tak stwierdzam.

    Pozdrawiam,
    OK

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie zauważyłam, by w poniedziałek dopadło mnie jakieś złe samopoczucie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zazdroszczę tego śniegu, chociaż nie do końca, musimy sporo jeździć, a gdy jest śnieżnie, szosa staje się mniej bezpieczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja samochód odpalam raz na dwa tygodnie, gdy jadę na zakuoy.

      Usuń
  11. O mamo,śniegu nie widziałam już z kilka lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o czym mówisz. Gdy mieszkałam na Wybrzeżu też tak miałam.

      Usuń
  12. uwilbiam się przytulac do drzew , piękn krajobrazy

    OdpowiedzUsuń
  13. Blue monday w tym roku kompletnie mnie nie ruszył. Ba, nawet go specjalnie nie zauważałam;) Ale faktem jest, że coraz bardziej szaro buro i ponuro. Nie do końca to sprzyjające warunki...
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie znam lepszego antydepresantu niż... donra kawa 😂

      Usuń
  14. Z drzew to właśnie brzozy (i buki) lubię najbardziej. Chyba mnie przyciąga nie tylko ich biała kora, ale i te delikatnie kołyszące sie gałązki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ze mną poniedziałek obszedł się bardzo łagodnie. Również uwielbiam brzozy <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie na szczęście Blue Monday w tym roku nie dopadł.

    OdpowiedzUsuń
  17. Żebym to ja jakąś brzozę miała w okolicy... :(

    OdpowiedzUsuń
  18. 🤔 tulenie się do drzew jeszcze mnie nie pociąga 😉 ale przebywanie w ich towarzystwie jak najbardziej 😊 szczególnie wśród liściastych 😍 Zimy nie kocham... lecz gdyby nie zima nie mógłbym cieszyć się ukochana wiosenką 🤗

    OdpowiedzUsuń
  19. To my w ogóle mielismy taka zime w tym roku? Chyba przeoczyłam :P Ale scenerie piekne u Ciebie!

    OdpowiedzUsuń