czwartek, 28 października 2021

Rowerem do Chatki Górzystów

 


Październikowe dni galopują niczym koniki polskie po łąkach na Kuflu. Ledwo żegnam jedną grupę jeźdźców, a już trzeba szykować smakołyki dla następnej. Nim się obejrzałam, odśpiewano mi sto lat przy okazji 53 urodzin i … październik się kończy. Na szczęście jeszcze nie  kończy się jesień i nadal można biegać po łąkach czy planować wycieczki w góry. Trzeba tylko pamiętać, że dni są coraz krótsze…

Plany sobie, życie sobie…


Pewnie zauważyliście, ze dla mnie Góry Izerskie to przede wszystkim Kamienicki Grzbiet, tym razem jednak stwierdziłam, że tłumy opuściły już Grzbiet Wysoki, a to oznacza, ze mogę ruszyć w kierunku Chatki Górzystów. Plan miała dosyć ambitny i szybko okazało się, że muszę go zweryfikować, bo kondycja rowerowa w tym roku taka sobie, a i wiatr wiał silniejszy niż zakładałam. Ale po kolei.

Rowerem po Górach Izerskich


Na wycieczkę wybrałam się stosunkowo późno jak na moje standardy. Nim obrządziłam, wyprałam kolejną partię prania i wywiesiłam je, przygotowałam ciepły posiłek na drogę i kawę do termosu było po jedenastej. Plan był prosty: wjechać na Pięć Dróg, dojechać do Rozdroża Izerskiego i dalej żółtym szlakiem na Rozdroże pod Kopą. A dalej się zobaczy… Początek wycieczki był przyjemny, bo pogoda dopisywała, a ja byłam spragniona gór. Do Rozdroża dojechałam zgodnie z planem, zachwycając się jesiennymi barwami. Droga panoramiczna nijak nie chciała być przyjemniejsza niż zwykle. Nie lubię jej i koniec. Jedyne co ją ratuje, to fakt, ze jest najszybszym i najwygodniejszym dojazdem do Rozdroża pod Kopą. Jechało mi się nudno i źle. Szutrowy dukt o stałym nachyleniu, bez spektakularnych widoków wlókł się w nieskończoność. Jedynie  świerkowy las z pojedynczymi zabarwionymi żółto modrzewiami i rudymi bukami sprawiał, że co jakiś czas wzdychałam z zachwytu. Wiatr wiał mi w twarz, co męczyło mnie bardziej niż sam podjazd. W końcu zdecydowałam się zatrzymać, by chwilę odpocząć. Zjechałam z drogi na plac do składowania drewna i wtedy usłyszałam dziwne buczenie. W pierwszej chwili myślałam, ze to nisko lecący helikopter. Buczenie wzmagało się i… zza zakrętu wyjechał na pełnym gazie … tir! Tak! Wielki ciągnik siodłowy z naczepą i przyczepą do przewozu drewna sunął po szlaku turystycznym! Nie chcę myśleć, co byłoby, gdyby na trasie była beztroska rodzinka z dziećmi…Ciężarówka jechała zdecydowanie zbyt szybko! Jej pojawienie się dodatkowo popsuło mi nie najlepszy już humor. Z ociąganiem i sporym wysiłkiem wjechałam na przełęcz. 


Nie zatrzymałam się, tylko od razu pojechałam ku kapliczce nad Jagnięcym Jarem. Tu zrobiłam sobie przerwę na obiad. Wyjęłam pyszne i ciepłe jeszcze placuszki bananowo- dyniowe z czekoladą oraz gorącą kawę. Zrobiło się tak zimno, że z przyjemnością korzystałam z dobrodziejstw termosu. 


Tu musiałam też podjąć decyzję o rezygnacji z ambitnego planu dotarcia do Orla . Zamiast tego skierowałam się dalej żółtym szlakiem w kierunku Chatki Górzystów. Po drodze wyjaśniłam jeszcze dziewczynom na elektrycznych rowerach, dokąd prowadzą poszczególne dukty. Z żółtego szlaku zjechałam jednak szybciej niż planowałam, gdyż na drodze stał znany mi już wielki samochód. Skręciłam w pierwszą drogę w prawo, jaka się nawinęła. Potem wiedziona już znajomością mapy i terenu dotarłam do szlaku z Drwali na  Halę Izerską. 


I jeśli wydawało Wam się, że pod koniec października, w środku tygodnia przy temperaturze 0 stopni przy Chatce będzie pusto, to… jesteście w błędzie! Po drodze minęłam cała szkolną wycieczkę i już wiedziałam, że tak jak zazwyczaj minę to miejsce bez zatrzymywania.


Jechałam szybko, by się nie wychłodzić, bo choć miałam rękawiczki, kurtkę, ciepłe skarpety i odpowiednie buty, to i tak było mi zimno w palce. Rozgrzałam się dopiero na niebieskim szlaku. 


Tu znów byłam całkiem sama. Las mienił się odcieniami brązów, żółci i zieleni. 


Na chwilę zatrzymałam się na mostku nad potoczkiem i tu naszła mnie refleksja, że oto patrzę na wodę, która nie wpłynie do Bałtyku. Potok niesie wodę do Izery, która wpływa do Łaby. Ta zaś kończy swój bieg w Morzu Północnym. 


Chwila oddechu i na zmianę jadąc i pchając rower (byłam przygotowana na to, że na pieszym szlaku będę musiała z roweru zsiąść, dając w ten sposób odpocząć pośladkom i rozgrzewając stopy. Gdy szlak niebieski połączył się z drogą do Rozdroża pod Cichą Równią, ja skręciłam w lewo i wróciłam na żółty szlak. Tym razem Droga Panoramiczna była tym, czego potrzebowałam: prostym nudnym i niewymagającym zjazdem, pozwalającym na swobodną jazdę bez nadmiernej adrenaliny.

Do domu wróciłam przez zmierzchem, Tym razem jeszcze nie potrzebowałam dodatkowego oświetlenia, ale lampki miałam zamontowane, bo wiadomo, że podstawą bezpieczeństwa na rowerze jest dobra widoczność.

20 komentarzy:

  1. Mimo, że było zimno, momentami nudno, czasami zbyt gwarno to i tak wycieczka była udana. Świeże jesienne powietrze dało dużo dobrego. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że był rower i góry. To gwarancja udanej wycieczki.

      Usuń
  2. O, znam góry Izerskie ciut, ciut. Moje gratulacje... Taka wycieczka ho ho. Pięknie tam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że kolejny raz wycieczka była udana i inni też wybrali się w tę trasę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak pogoda sprzyja, to całkiem przyjemnie jest wybrać się na taką rowerową wycieczkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, choć mnie pogoda nie przeszkadza, pod warunkiem, że jestem odpowiednio ubrana.

      Usuń
  5. Paulina Kwiatkowska1 listopada 2021 15:29

    Kontakt z naturą jest naprawdę niezastąpiony podczas takich wycieczek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Miło było zagłębić się w opis Twojej kolejnej wyprawy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chatka ma swoją renomę, a Hala jest znanym miejscem. Rok temu byłem tam w deszczowy zimny dzień, i też Chatka nie była pusta.
    Aniu, na ile kilometrów szacujesz przejechany dystans?
    Zaciekawiło mnie, czy kierowca tira znał drogę, bo przecież takim kolosem byle gdzie nie zawróci. Jesienią 2019 roku po raz ostatni jechałem tirem, i to do Czech. Nie tęsknię jednak za kierownicą ciężarówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne znał. Zawracał na takim dużym leśnym skrzyżowaniu. W Izerskich wiele dróg jest przecież tak prowadzonych, by manewrować ciężkim sprzętem. Mnie przeraziła prędkość z jaką jechał i fakt, że był z przyczepą. Przecież taki kolos nie zatrzyma się nagle.

      Usuń
  8. Jeszcze jest fajna pogoda na takie wycieczki rowerowe, a i uroki widoków są cudowne

    OdpowiedzUsuń
  9. Góry Izerskie fascynują mnie od wczesnej podstawówki, ale jeszcze nigdy tam nie byłam. Zazdroszczę tych rowerowych wycieczek.
    I życzę stówki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie trzeba je odwodzić. Są tajemnicze i fascynujące.

      Usuń
  10. Tirów w lesie nie lubimy 😡 Niestety kolorowe liście w większości już nie na gałęziach lecz na ziemi i zaraz będzie szaro, buro i ponuro... a do wiosenki daleko 🥺

    OdpowiedzUsuń