wtorek, 14 kwietnia 2026

Była sobie Wielkanoc!

 


Ach! Cóż to była za Wielkanoc!

Tegoroczne święta trwały w Domku pod Orzechem prawie tydzień, bo pierwsi goście pojawili się w środę wieczorem, a odjechali we wtorek po południu. I powiedzmy sobie szczerze: TAKICH gości jeszcze nie mieliśmy!

Rodzinna Wielkanoc


O ile nie lubię Bożego Narodzenia, o tyle Wielkanoc uwielbiam. I chyba mojej rodzinie na miłość do Wielkanocy się udziela, bo już w lutym najbliżsi zaczęli zaklepywać sobie miejsca w Domku pod Orzechem. W efekcie pierwszy raz od naszej przeprowadzki w góry spotkaliśmy się w pełnym rodzinnym gronie. Przyjechały wszystkie nasze dzieci z rodzinami i jeszcze jedna z naszych przyszywanych córek ( to tez jakiś rodzaj tradycji, że w Wielkanoc któreś z naszych licznych dodatkowych dzieci spędza z nami święta)


W środę wieczorem przyjechała Gui z Małą M. i Julią (swoją przyjaciółką, a naszym przyszywanym dzieckiem) , w piątek w porze obiadowej nadjechał Piotr z rodzina i Chuda z Krzysiem. A w Lany Poniedziałek pojawił się jeszcze Maciej, mąż Gui. I tak mieliśmy najwspanialsza Wielkanoc, jaką sobie można wymarzyć. Było głośno, gwarno, radośnie i bardzo rodzinnie.

To właśnie z myślą o takich uroczystościach szykowaliśmy pokoje gościnne. Z jednej strony mogliśmy spędzać czas wspólnie, ale jeśli ktoś potrzebował chwili dla siebie, to nasze pokoje na poddaszu to gwarantują.

Aktywności świąteczne

Pierwsze dni spędziliśmy na dekorowaniu podwórka, spacerach i rozmowach. Od piątku zrobiło się intensywnie.


Razem z wnuczkami upiekłyśmy mazurki i ciastka ( jajek nie chciały już malować) , za to świetnie bawiły się na placu zabaw.


W sobotę niczym wielka włoska rodzina rozsiedliśmy się w gierczyńskiej kawiarni, którą wcześniej sobie zarezerwowaliśmy.  



Po południu skorzystaliśmy z ładnej pogody.

Były spacery w podgrupach, a wieczorem tradycyjne wielkosobotnie ognisko.

Niedziela była szalona. Najpierw śniadanie wielkanocne w naszej izbie, potem poszukiwania prezentów wśród kwiatów i krzewów naszego ogrodu. 


Wszyscy mieliśmy przy tym mnóstwo zabawy. 


Na kawę i ciasto pojechaliśmy … nad Kwisę. Tu każdy znalazł sobie wymarzoną aktywność: jedni wygrzewali się na słońcu, inni zajadali słodkościami. Gui z Julką oddawały się pasji fotograficznej, a Chuda, Agata i ja spełniałyśmy się w roli nimf i kąpałyśmy się w lodowatym nurcie rzeki.


 Obiad podaliśmy w naszej altanie. Ona też doskonale spełniała swoje zadanie. Po południu dziewczynki chciały iśc nad potok, więc zabraliśmy resztę mazurka, kawę, herbatęz koc i poszliśmy nad naszą kałużę. No powiem Wam, że czas upłynął nam szybko. Było grzebanie w błocie, obserwowanie żabiego skrzeku, budowanie tamy i mnóstwo śmiechu. 


A wieczorami graliśmy w planszówki i karcianki. No pięknie było!

Lany Poniedziałek był mokry. Nawet chwilami bardzo, za sprawą Krzysia i dziewczyn, które postanowiły się odegrać na moim zięciu za Śmigus dyngus. A potem nastąpiła „wymiana turnusu”  Piotr z Agatą i Panną M. wyjechali jako pierwsi, bo też mieli do pokonania najdłuższą trasę. Chudą, Krzysia i Julię zatrzymaliśmy na obiedzie i kawie, bo chcieliśmy, by i Maciej poczuł ten rodzinny świąteczny klimat.

I dopiero we wtorek zrobiło się cicho. Bardzo cicho.


Piękne to były święta…

I jeszcze kilka słów o gotowaniu. Bo powiedzmy sobie szczerze, przez kilka kolejnych dni karmiłam mnóstwo osób o bardzo różnych preferencjach żywieniowych.

Przed przyjazdem Gui miałam już usmażone schabowe i udka kurczaka, przygotowane rolady wołowe i pieczeń wieprzową. 

Przygotowane 3 rodzaje wegańskich kotlecików: z soplówki jeżowatej, warzywnych oraz z fasoli, grochu i wędzonych grzybów leśnych oraz pasztet wegański z mniszkiem lekarskim i wege białą kiełbasę do żurku.

Był też rosół, biała kapusta zasmażana i czerwona kapusta. Buraczki oraz warzywa w occie miałam zawekowane, posiłkowałam się też mrożonkami. 

W czasie świąt jedynie gotowaliśmy ziemniaki i makaron. 

Z tradycyjnych potraw wielkanocnych były jajka w kminku, śląski żur na zakwasie, jajka w burakach oraz jajka w curry. 

A Ślubny z Gui i Małą M. przygotowali miskę sałatki jarzynowej. 

Agata i Chuda przywiozły serniki.

Był też domowy chleb, wędzone szynki i sery. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz