Rowery elektryczne podbijają serca turystów w Górach Izerskich. Jest to zrozumiałe, bo dzięki temu turystyka rowerowa staje się dostępna dla osób o słabszej kondycji lub takich, które dotąd jeździły tylko po równinach. Do nie dawna byłam im przeciwna, ale coraz częściej łapałam się na myśli, że może warto sprawdzić, czy Ślubny nie chciałby jeździć ze mną na wycieczki, jeśli będzie miał do dyspozycji rower ze wspomaganiem elektrycznym.
Wypożyczalnia „Rowery na wypasie” w Krobicy
Okazja nadarzyła się sama. Pewnego dnia w Domku pod Orzechem pojawił się pracownik wypożyczalni z ulotkami reklamowymi. Od słowa do słowa, umówiliśmy się na testowanie. Podjechaliśmy do wypożyczalni, która położona jest tuż przy drodze między Gierczynem, a Krobicą, czyli zaledwie kilka kilometrów od nas. Czekały na nas rowery elektryczne marki TREK przygotowane pod nasze potrzeby. Ponieważ chciałam sportowe siodełko zamiast damskiego, chwilę czekałam na wymianę, rozmawiając przy tym z właścicielem.
Okazało się, że wypożyczalnia świadczy bardzo szerokie i niestandardowe usługi. Czynna jest od wczesnych godzin , więc można zaplanować wyjazd naprawdę o poranku. Do tego na najbliższym terenie ( gmina Mirsk i Świeradów Zdrój) rowery są dostarczane na konkretny adres, więc następnym razem będziemy ruszać spod domu. Wypożyczalnia działa też poza ścisłym sezonem, więc odwiedzając nas wczesną wiosną lub późną jesienią można wybrać się na wycieczkę rowerową.
Przed wypożyczalnią jest niewielki parking, na którym można
zostawić samochód. W ofercie jest też wypożyczanie kasków rowerowych, co
zalecam, jeśli nie ma się własnego kasku.
Wypożyczenie roweru na cały dzień to koszt 250 zł od roweru.
Rowerem elektrycznym po Pogórzu Izerskim
Moją pierwszą myślą było: pojedziemy na Palicznik w Czechach. Byłam tam kiedyś z bratem i wiem, ze trasa jest malownicza i oprócz pierwszego podjazdu nawet niezbyt wymagająca (jak na moje standardy) . Zobaczyłam jednak minę Ślubnego i zmieniłam plany. Zaproponowałam Pogórze Izerskie i Zaporę wodną w Pilchowicach, gdzie właśnie trwa remont, a woda z jeziora została spuszczona. Ten pomysł się Ślubnemu spodobał ( w sumie nie jestem pewna, czy suma podjazdów była jakoś znacząco mniejsza niż na Palicznik, ale to przemilczałam.
Trasa wiodła nas przez Grudzę, Janice, Pokrzywnik i nad zaporę.
Spojrzeliśmy, chwilę odpoczęli, ale to nie było miejsce, gdzie chce się wypić kawę. Ruszyliśmy więc na poszukiwanie punktu widokowego Kapitański Mostek. Według mapy ,,,prowadził tam zarówno szlak pieszy, jak i rowerowy, a nawet droga jakubowa. W praktyce nie wszystko się zgadzało, ale na punkt dotarliśmy i było to miejsce warte obejrzenia.
Wysokie skały piętrzące się nad głębokim wąwozem, Jezioro Pilchowickie w dole, po prawej ujście Kamienicy.
Urokliwie i pusto. Tylko dźwięki z pobliskiej cynkowni zakłócały ciszę.
Wracać chciałam przez Barcinek i tu pojawiły się komplikacje, bo mapa sugerowała ścieżkę, która nie nadawała się do przejazdu na ciężkich rowerach . a kolejny dukt, który miał nas prowadzić do Barcinka też nie wyglądał zachęcająco (zwłaszcza, ze fukanie Ślubnego wskazywało, że jego cierpliwość jest na wyczerpaniu) Nie próbowałam go przekonywać, tylko poprowadziłam nas do Pasiecznika, gdzie planowaliśmy obiad w Smażalni „U Andruszki”
Po smacznym posiłu drogą krajowa nr 30 dojechaliśmy do Barcinka, stamtąd do Starej Kamienicy i przez Nową Kamienicę, Grudzę, Rębiszów i Mlądz, Gierczyn wróciliśmy do Krobicy. Całą wycieczka zajęła nam 6 godzin ( razem z formalnościami w wypożyczalni) przejechaliśmy 60 kilometrów.
To było ciekawe doświadczenie. Ślubny zadowolony, bo nie zmęczył się na podjazdach, ja zadowolona, bo miałam towarzystwo na trasie.
Czy wrócimy do wypożyczalni „Rowery na wypasie”? Oczywiście, bo Ślubny nabrał ochoty na więcej. Ja się jednak zastanawiam, czy następnym razem nie zostanę jednak przy swoim rowerze, bo ja przecież lubię się zmęczyć…p













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz