Po sobotniej wichurze i plusze nie zostało śladu. Niedziela budziła się pogodna i rześka, powietrze pachniało wiosennie, droga wołała mnie... Przygotowałam mapę ( na trasy drukuję sobie mniejsze fragmenty, żeby zajmowała mało miejsca), zainstalowałam kamerkę i licznik. Ruszyłam przed siebie. Cieszyłam się błękitnym niebem i wonią mokrej ziemi. Nim się obejrzałam minęłam Gryfice. Celem mojej wycieczki było Resko a potem powrót tak, by licznik pokazał ponad 100 km.