Obudziłam się o poranku. Niby nic dziwnego, zawsze wstaję
wcześnie. Ale dziś zaskoczyła mnie ciemność… z niedowierzaniem spojrzałam na
zegar- 6.00. O tej porze powinno już świecić słońce. Wyjrzałam przez okno- nad miastem
wisiały niskie, ciemne burzowe chmury. Po chwili usłyszałam pierwsze, dalekie jeszcze
pomruki. Wstałam i przygotowałam kawę. Powoli budzili się domownicy. Zapaliłam
słoneczną żarówkę w kuchni. Usiadłyśmy z Chudą przy kuchennym stole. Każda ze
swoim „dziubaniem”- ona szyła falbaniastą koszulę piratki, ja zdobiłam kolejną
butelkę.
Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się, omawiałyśmy najbliższe plany.
A za oknem błyskało i grzmiało… I tak zszedł nam poranek… a potem pojechałyśmy
do pracy.
