Czasem gdy jestem zmęczona psychicznie i gonie resztkami sił, lubię posiedzieć w kuchni. Od kilku dni "chodziła za mną" pizza. Wymyśliłam więc, że zrobię pizzerinki. Z szybkiego przeglądu lodówki wynikało, że brakuje mi tylko ananasów. I tylko je musiałam dokupić.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pizza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pizza. Pokaż wszystkie posty
środa, 1 lutego 2017
środa, 18 września 2013
Piątek trzynastego, czyli jedziemy do Świnoujścia
Gui od miesiąca pomieszkuje we Wrocławiu. Ciągle mam
nadzieję, że wreszcie o swoim nowym mieście napisze. Póki co, aby się z nią
spotkać trzeba się nieźle nagimnastykować, czyli np. wybrać się na maraton.
Umówiłyśmy się w… piątek 13 . W Świnoujściu. Gdy wybiła 14.00 razem z Chudą
wsiadłyśmy do samochodu , mając nadzieję spotkać się z Gui za jakieś 2 godziny.
Zapomniałyśmy jednak, że przecież mamy piątek, trzynastego… Najpierw utknęłyśmy
na światłach (jedynych w naszym mieście), potem okazało się, że na stacji paliw
akurat jest dostawa gazu i trzeba było jechać na następną. Tam zaś pracownik
wziął taczki pojechał do innej piaskownicy. Nim wrócił minęły kolejne minuty.
Sama droga do Świnoujścia przebiegła bezproblemowo, gadałyśmy sobie z Chudą o
wszystkim i niczym, coraz bardziej podniecone zbliżającą się imprezą. Na
przeprawie promowej stałyśmy godzinę, czekając na rozładowanie kolejki, a Gui w
tym czasie zdążyła dojechać do campingu i się w nim rozlokować. Niestety była
coraz bardziej głodna, bo to my wiozłyśmy jej cieplutki domowy obiad.
Wreszcie po 17.00 zameldowałyśmy się na campingu „Relaks”.
Nie był to jednak koniec naszego pecha- okazało się, że w naszej łazience coś
wylało i było brudno, a żarówka się przepaliła. Zgłoszenie problemu na recepcji
na niewiele się zdało: dostałam nową żarówkę i…. bawełniany podkoszulek zamiast
szmaty, żeby sobie posprzątać. Zachwycona nie byłam i zastanawiam się , czy w
przyszłym roku zanocujemy w tym samym miejscu. Na tym nasz pech się wyczerpał i
mogłyśmy cieszyć się zbliżającą się przygodą.
Po odebraniu pakietów startowych w domu kultury, poszłyśmy w
poszukiwaniu kolacji. Nasz wybór padł na … „Krewetkę”. Taka nazwę nosił bar
kuszący dużym napisem pizza z pieca. Weszłyśmy do środka. Wyglądało
sympatycznie i schludnie. Zamówiłyśmy herbatę i pizzę hawajską z podwójnym
serem. Oczekując na posiłek zrobiłyśmy sobie kilka fotek. Wtedy tez okazało
się, że przez okno przygląda nam się ciekawie wyglądający gość: przyprowadził
go … rower, bo trudno powiedzieć, że tym rowerem przyjechał- tak się chwiał. Na
rowerze przywieszone miał torby, siatki i różne takie. Strój gościa i ogólny
look wskazywał na gatunek menelski, ale z kulturą. Menel przez szybę nam
pomachał, cieszył się, że robimy sobie zdjęcia i coś tam pod nosem mamrotał.
Potem zadzwonił telefon. Mój. Usłyszałam męski głos
informujący mnie, że rozmowa będzie nagrywana a on dzwoni z propozycją.
- Znaczy, chce mi pan coś sprzedać?- zapytałam lekko
rozbawiona, bo widziałam miny moich dziewczyn.
- Dzwonię z pewną propozycją- niezrażony kontynuował głos.-
Teraz ja musiałam zrobić głupią minę, bo dziewczyny wybuchnęły gromkim
śmiechem, którym zagłuszyły wywód męskiego głosu w telefonie. Nie dowiedziałam
się, na jakie spotkanie chce mnie zaprosić i co mi wcisnąć, bo krztusiłam się
ze śmiechu i dalsza rozmowa nie miała sensu.
Pizza okazała się wielka, pożywna i smaczna- na ziołowym
cieście. Objadłyśmy się jak bąki, a ostatni kawałek zapakowano nam do domu (Gui
zjadła na śniadanie) .
Po takiej radosnej kolacji wróciłyśmy do MDK na tzw. odprawę techniczną. Wysłuchałyśmy wszystkich ważnych informacji i przywitały się ze znajomymi, którzy gromadnie przybyli na imprezę.
A w sobotę ruszyłyśmy przed siebie, ale o tym w następnym poście:)
sobota, 10 marca 2012
Herbata z kapusty pekińskiej
Zachęcona pochlebnymi opiniami znajomych postanowiłam zorganizować babski wieczór w trzebiatowskiej pizzerii Agandi. Ponieważ cieszy się ona sporą popularnością, dzień wcześniej zarezerwowałam stolik w głębi niewielkiej sali.
Dzień kobiet w pizzerii
W Dzień Kobiet o ustalonej godzinie wkroczyłam do pizzernii i ... przy moim stoliku siedziała grupka dzieciaków, zajadając kebaby. Nic nie wskazywało na to, aby mieli się lada moment ewakuować. Na moje pytanie o rezerwację, barman zrobił stropioną minę- zapomniał. Niezrażone znalazłyśmy z koleżanką inny stolik. Już nie taki przyjemny, bo na wprost drzwi i trochę wiało. Czekając na resztę towarzystwa, zamówiłam herbatę. Za chwilę na stoliku pojawił się komplet: biała filiżanka, a na niej niewielki dzbanuszek, z którego wystawał sznureczek od herbaty. Możecie sobie wyobrazić, jak mocna była już owa herbata! Nadal pełna optymizmu wlałam napój do filiżanki i... zaniemówiłam (a to mi się rzadko zdarza) - w filiżance pływała...kapusta pekińska!
Dotarła reszta uczestniczek spotkania, więc złożyłyśmy zamówienie: pizza dla dzieci z dodatkowym ananasem, kebab zestaw , grillowana kanapka i sałatka amerykańska. Miałam dylemat, czy zamówić tę sałatkę i w końcu wybrałam pizzę. Był to trafiony wybór, gdyż za ok. pół godziny miałam przed sobą aromatyczną pizzę, z dużą ilością szynki i ananasa, natomiast sałatka okazała się nieporozumieniem- na górze straszyło kilka kawałków kurczaka, pomidora, parę ziarenek kukurydzy i trochę potartego żółtego sera, reszta była sałatą lodową z sosem vinegret. Właścicielka tego dania patrzyła przerażona na górę zielska. Nie tak wyobrażała sobie sałatkę amerykańską! Reszta potraw była smaczna, dobrze doprawiona i apetyczna. Pizza wypieczona w piecu miała ładnie zarumienione brzegi.
W sumie- jedzenie smaczne, ale więcej do tej knajpki nie zajrzę. Brak zamówionego stolika, kapusta w herbacie, okruszki po pizzy na wolnych stolikach, stosy brudnych naczyń nieodebranych na czas z "okienka" skutecznie mnie odstraszyły. Nie pomogą nawet piękne ryby w sporym akwarium, które są atrakcją lokalu.
Pizzę zamówię do domu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


