Tego dnia wyszłam z pracy punktualnie - parę minut po 18. Słońce już zaszło, ale niebo na zachodzie wciąż jeszcze było poznaczone barwną łuną. Na wschodzie natomiast łuną roztaczało się oświetlenie niedalekich szklarni. Ruszyłam do domu drogą pomiędzy kolejnymi wsiami. Ptaki jeszcze nie dawały koncertów, ale od czasu do czasu rozbrzmiewały już pierwsze trele. Niebo było lekko przymglone, a księżyc świecił przez tę cienką warstwę chmur dość jasno. Powietrze pachniało...
