O weekendzie można rzec, że był ciepły (oczywiście w porównaniu z tym, co zaserwowała nam ostatnio wiosna) A że do tego obyło się BEZ DESZCZU, więc zdecydowałyśmy się z Chudą na dłuższe rowerowe kręcenie. Sobotni wypad należałoby nazwać kompromisem między tym, jak jeździ Chuda a tym, co ważne dla mnie. W efekcie ja wybrałam trasę, ale jechałyśmy na warunkach Chudej. Jak wyszło? Całkiem nieźle.
niedziela, 7 maja 2017
piątek, 5 maja 2017
Kotleciki ziemniaczano-pokrzywowe- z cyklu jemy chwasty
Chłodna i wilgotna wiosna sprawiła, że pokrzywy rosną bujne i mięsiste. Aż chce się je rwać i jeść! Zrywamy młode liście albo czubki roślin przed kwitnieniem i używamy do tego gumowych rękawiczek!
czwartek, 4 maja 2017
Motylarnia w Niechorzu
środa, 3 maja 2017
Początek maja z książką
Kolorowy plakat zachęcał do odwiedzenia Pałacu nad Młynówką. Pogoda choć słoneczna była jednoczesnie chłodną i wietrzną. Nie sprzyjała rowerowym eskapadom. Postnowiłam więc skorzystać z zaproszenia Trzebiatowskiego Ośrodka Kultury. Tym bardziej, że w czasie porządków w domowej biblioteczce okazało się, że kilka bibliotecznych książek zawieruszyło się w naszych zbiorach. Spakowałam je więc do sakwy i pojechałam nad Młynówkę. Przywitałam się z ulubionymi bibliotekarkami, a że do spotkania czytelniczego było jeszcze sporo czasu, zwiedziłam wystawę "Sztuka czterech kontynentów". Zajrzałam do czytelni, gdzie wyświetlano film o Trzebiatowie, przeszłam się pałacowymi korytarzami, które bardzo lubię. Tu i ówdzie można było spotkać zwiedzających, zachęconych szeroko otwartymi drzwiami Pałacu i wystawionymi na dziedzińcu stolikami. Goście rozsiedli się zarówno w wygodnych fotelach, jak i na ławkach wokół wielobarwnego klombu.poniedziałek, 1 maja 2017
Zaczynamy sezon maratonów szosowych!- Supermaraton Gryfland w Nowogardzie
Zgodnie z planami tegoroczny sezon maratonowy zaczęłyśmy w Nowogardzie. Odpuściłyśmy otwarcie sezonu w Obornikach, gdyż uznałyśmy, że zimno i daleko, ale w Nowogardzie nie mogło nas zabraknąć! Stęskniłyśmy się za znajomymi i atmosferą kolarskiego święta. Każda z nas pojechała jednak z różnymi aspiracjami i planami. Chuda zdecydowana była od początku na 220 km, ja wręcz przeciwnie. Choć zapisałam się optymistycznie jeszcze w marcu na dystans giga, to czym bliżej było do startu, tym bardziej wiedziałam, że moje przygotowanie kondycyjne i, co równie ważne psychiczne, uniemożliwia mi realizację ambitnego planu. Postawiłam więc na przejazd treningowy i spotkanie towarzyskie.
Czy nam się udało, o tym za chwilę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



