piątek, 22 czerwca 2018

Ryż z kurkami i groszkiem


O pogodzie napisałam już w tym roku sporo. Śnieg w kwietniu, potem upały i susza ze sporadycznymi, prawie bezdeszczowymi burzami sprawiły, że przyroda zwariowała. Oberwałam już pierwszy groszek i późne czereśnie ( te same, które zazwyczaj serwuję na swoje imieniny!). Zdążyłam też przygotować pierogi z jagodami. Ba nawet fasolka szparagowa zaczyna pysznić się na grządce!

wtorek, 19 czerwca 2018

Spacerując z psem

Z każdym dniem Gringo czuje się w domu coraz pewniej. Dokazuje, domaga się pieszczot, sygnalizuje potrzeby. Ustalił własne granice obejścia i nie wychodzi po za ich obręb. Mnóstwo czasu spędzamy wędrując po okolicy. Chcę, by ją poznał, by zaznajomił się z terenem, zapachami i sąsiadami. Póki co, szczeka na każdego, kto tylko próbuje się zbliżyć do posesji. Jednak w chwili, gdy gość zbliża się, Gringo po prostu chowa się za nas.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Gdzie są wszystkie izerskie strumienie?


Nie spieszyć się, iść powoli przed siebie, bez celu. Dla samej przyjemności poruszania się, słuchania trzasku gałązek pod butami, śpiewu ptaków i szelestu liści. Nie myśleć o kilometrach, czasie, mapie. Po prostu iść.
Niedziela wstawała upalna. Już o dziewiątej miejscówka na hamaku okazała się złym lokum ze względu na palące słońce. Należało uciekać w cień. A gdzież znajdę go więcej niż w lesie, wśród drzew?

czwartek, 14 czerwca 2018

Zielony makaron z pokrzywami- z cyklu jemy chwasty

Wydawać by się mogło, że połowa czerwca nie sprzyja już zbiorowi pokrzyw, gdy się ma jednak własna "uprawę", to pokrzywy można zbierać do jesieni i cieszyć się ich niezwykłymi walorami zdrowotnymi.

wtorek, 12 czerwca 2018

Blondynce padło na głowę, czyli Ultramaraton Piękny Zachód w Niesulicach

Gdy wczesną wiosną zapisywałam się na Ultramaraton Piękny Zachód, myślałam, że to dobry pomysł. Im bliżej czerwca, tym bardziej zaczynałam w to jednak wątpić. Poprzedni tydzień spędziłam na zastanawianiu się, co też strzeliło mi do głowy...
W czwartkowe popołudnie wszystko było już niemal gotowe. Miałam sprawdzoną dokładnie trasę, wybrane pociągi, spakowane bagaże. Zostało mi przygotować naleśniki na drogę do Świebodzina i się wyspać. Ale do wieczora pozostawało jeszcze trochę czasu, zaczynałam go więc marnować denerwowaniem się, które przerwał niespodziewany przyjazd Krzysia. Ze względu na maraton w Łasku nie mógł towarzyszyć mi w weekend (nie do końca, ale o tym za chwilę), postanowił więc przyjechać w czwartek z torcikami bezowymi na uspokojenie - wiadomo, beza jest dobra na wszystko...