środa, 6 września 2017

Pomaratonowe zwiedzanie

Maraton w Lwówku Śląskim był krótki i bardzo szybki, mimo że prowadził pogórzem. Przed 15 byłam więc już po obiedzie i przebrana w sukienkę. Postanowiliśmy więc z Krzysiem przejść się po Lwówku Śląskim, który dotychczas odwiedzałam przede zwiedzaniu. Tym razem było trochę inaczej. Wprawdzie przeszliśmy się tylko po rynku i najbliższych okolicach, ale udało nam się zajrzeć do Kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, który już od dawna zwracał moją uwagę. Miasteczko ze sporą ilością zabytkowych zabudowań z jasnego kamienia niezmiennie kojarzy mi się z francuskim gotykiem (chyba trochę stereotypowo i skojarzeniowo, bo francuskiego gotyku nie widziałam nigdy na żywo). Wrażenie to potęguje jeszcze fasada wyżej wspomnianego kościoła - ma dwie wieże i wygląda jak skromniejsza siostra katedry Notre Dame. Obejrzeliśmy także fragmenty murów miejskich, które zachowały się w doskonałym stanie, Ratusz ze strzelistą wierzą i lwem na ścianie, kilka ciekawych zakamarków i restaurację w budynku kuźni z połowy XVIII w.  - bardzo dobra pizza :)


Następnego dnia w planach mieliśmy zwiedzanie Jeleniej Góry, co też się udało. Zależało mi przede wszystkim na jednym kościele, ale ten...okazał się zamknięty, zajrzeć do przebogatego barokowego wnętrza można było tylko przez zakratowane drzwi, a ze względu na układ architektoniczny bogaty ołtarz pozostawał niewidoczny - byłam tym faktem mocno zawiedziona. Nie żałuję jednak spaceru do Kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego, gdyż na przylegającym do niego terenie stworzono niesamowite lapidarium z dużą ilością kaplic grobowych bogatych rodów mieszkańców. Niesamowite detale, historie całych rodów zaklęte w kamieniu, kilka ciekawostek - było warto. Tylko zamkniętego kościoła bardzo mi żal.

Przeszliśmy się z Krzysiem także arkadowymi podcieniami wokół rynku, pogłaskaliśmy wszędobylskie wizerunki jeleni i jelonków, natrafiliśmy na elementy nawiązującego do festiwalu teatrów ulicznych (kiedyś się  w końcu na niego wybiorę!).

Oba popołudnia spędziliśmy miło w swoim towarzystwie - na żartach, rozmowach, zwiedzaniu i jedzeniu dobrych rzeczy. ;) 

2 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Czesława taka radosna, że miło popatrzeć. :-)
Anno, po raz kolejny uświadomiłaś mi, jak wielkie mam braki w znajomości naszego kraju. Przecież podobają mi się małe i wiekowe miasteczka, ich ryneczki, wąziutkie uliczki i zaułki, stare kamienice, a tak mało mam okazji do zwiedzania. Dobrze, że wykorzystujesz każdą okazję; dobrze, że masz okazje.

Krzysztof Gdula pisze...

Ojej, Czesławo, znowu bez sprawdzania założyłem, że tekst napisała mama, i do niej skierowałem słowa komentarza. Dopiero później zobaczyłem, ślepota ze mnie. Przepraszam. A skoro już piszę do Ciebie, to napiszę, że cieszą mnie przemiany, jakie zaszły w Twoim życiu.