środa, 18 października 2017

Co zostało z dawnej świetności schroniska w Kotlinie?

Gdy byłam mała, o zachodzie słońca wchodziłyśmy z babcią Trudką na Kufel i obserwowałyśmy światła w pensjonatach na Kotlinie. Z roku na rok było ich coraz mniej i mniej, aż w końcu zgasły na zawsze. Przez jakiś czas straszyły jeszcze pustymi oknami, skrzypiącymi drzwiami. Potem posypały się dachy, część budynków strawił ogień. Po wielkim schronisku na osiem budynków pozostały zarastające zgliszcza.

Korzystając z pięknej pogody drugi raz w tym tygodniu pojechałam na Kotlinę. Tym razem wybrałam jednak dłużsżą trasę, od strony Krobicy. Po pół godzinie byłam u stóp Góry Zamkowej i mogłam obejrzeć ruiny schroniska Kesselschloss. O świetności tego miejsca w latach 20 i 30 XXw. świadczą stare pożółkłe widokówki, których mnóstwo można znaleźć na stronach internetowych. Ciekawym zbiorem może się poszczycić strona gminy Mirsk oraz portal dolny-slask. org Tam też znalazło się sporo ciekawostek  zwiazanych z schroniskiem. Warto tam zajrzeć, przeczytać, obejrzeć i porównać z moimi zdjęciami.
Przygnębiające, prawda? Wystarczyło 35 lat, by cuda niemieckiej architektury zniknęły z powierzchni ziemi. Przez jakiś czas kręcili się tam różni poszukiwacze skarbów, a miejscowi sporo mieli by o tym do powiedzenia. Teraz odbywają się tam już tylko rzadkie ogniska oraz ćwiczenia straży pożarnej ( chyba rok temu obserwowałam z Kufla takie niezwykłe poruszenie)
Pomijając posępność ruin, przyznać trzeba, że aleja prezentuje się pięknie w jesiennej szacie, a w ruinach znalazłam jeszcze sporo dorodnych i całkiem zdrowych liści podbiału, co niezmiernie mnie ucieszyło, bo po entuzjastycznej reklamie Śłubnego, jego zapasy "fajkowego ziela" , którego jednym ze składników są właśnie liście podbiału, zaczęły się niepokojąco kurczyć i do wiosny mogłoby go zabraknąć ( a i na ETSY ostatnio coś niecoś poszło)


zwróćcie uwagę na napis na dolnym zdjęciu 

Po zebraniu ziół ruszyłam do domu, zjeżdżając karkołomną trasą do Gierczyna. Po drodze zrobiłam jednak kilka fotek tej cudnej tegorocznej jesieni.Kilka dni później wróciłam na Kotlinę, by odkryć... no właśnie co? Zapraszam do lektury posta: Gdzie te skały?



10 komentarzy:

Niania w Paryzu pisze...

Fajne zdjecia... jest cos czego chyba nie zrozumialam, cos opuscilam... przenioslas sie w gory?pozdrowienia!

Krzysztof Gdula pisze...

Byłem tylko pod bramą, nie wiedziałem, że tak wiele i tak dużych było tam budynków. Ileż musiało tam ludzi bywać, skoro postawiono tak duże schronisko! A teraz jest pusto, mimo że ludzie są zamożniejsi. Chociaż można powiedzieć, że normalne są takie przemiany popularności na przestrzeni wielu lat. Widać to na przykład w Karpaczu.
Swoją drogą podobnie jest w Górach Kaczawskich: tu i tam smętne resztki dawnej turystycznej świetności.
Co prawda akurat ja się cieszę. Mniej ludzi, czyli mniej śmieci.

Anna Kruczkowska pisze...

Nianiu, jestem w trakcie przeprowadzki. Troche tu, trochę tam. Jeszcze nie wszystkie sprawy pozamykałam nad morzem i nie wszystko przeniosłam w góry.
Krzysiu, zarówno w "moich", jak i w "Twoich" górach cezusem jest wojna. Zauważ, że po czeskiej stronie o wiele bardziej dba się o tę niemiecką spóściznę (wystarczy porównać Izerkę po czeskiej stronie i Orle albo Gros Izer po polskiej.
Masz jednak rację, mnie ludzi, mniej śmieci.

Andrzej pisze...

Patrząc pozytywnie jest to piękne wolne miejsce na nowe polskie schronisko.
Gmina powinna poszukać inwestora reklamując tą lokalizację.
Sporo światowych firm turystycznych buduje nowe obiekty zwłaszcza, sieci hoteli.
To realne po stworzeniu przyjaznych warunków dla inwestora.
Odbudowa była by pewnie nieopłacalna.

Niania w Paryzu pisze...

Dziekuje za odpowiedz!

Aleksandra pisze...

Niestety długo pokutowało stwierdzenie, że co niemieckie trzeba zniszczyć. Nie ważne czy to chodzi o kulturę czy ciekawą architekturę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jakie cudowne sklepienia, kamienne mury, szkoda, że tak niszczeją, już chyba bez nadziei na ratunek.

Anna Kruczkowska pisze...

Andrzeju, tak dużego kompleksu w tym miejscu już nikt nie wybuduje. Za mały potencjał. Póki co Izery to góry niszowe, odwiedzane przez rowerzystów i Niemców na emeryturze.
Aleksandro, niestety tak właśnie było. Ileż to pałaców, kościołow i cmentarzy zniszczono, bo niemieckie.
Mario, cudne, ale na ratunek nie mają co liczyć.

Jan Łęcki pisze...

Lebensborn - niebezpieczne zakręty historii. Nie da się o nich zapomnieć.

Anna Kruczkowska pisze...

Janku, z jednej strony nie da się zapomnieć, z drugiej wciąż owiane tajemnicą.