poniedziałek, 9 października 2017

Weekendowe radości

 -Zapłać za paliwo. - głos Ślubnego dotarł do mnie jak z zaświatów. Oderwana od pasjonującego reportażu na jednym z blogów podróżniczych wyskoczyłam z auta. Stojąc w kolejce do kasy, uświadomiłam sobie, że mam w ręce telefon, a torebka i leżący na jej dnie portfel z kartą kredytową spoczywa spokojnie a samochodzie. Przyjrzałam się kolejce: jedna osoba przede mną i kilka za mną. Nie zdążę wrócić po kartę. A stać w tej kolejce od nowa, żadna przyjemność. Kliknęłam w ikonkę IKO na ekranie komórki i za chwilę logowałam się do aplikacji. Przy kasie poinformowałam: płacę BLIKIEM. Wystukałam 6 cyfr na terminalu i mogłam wrócić do lektury. Ślubnemu oczywiście nie przyznałam się, że jestem gapą!

Dalsza podróż przebiegła bez zakłóceń i w południe stanęliśmy pod domem Gui, bo to tam nas w niedzielę zawiodło. W bagażniku mieliśmy wałówkę dla obu naszych dziewczyn ( ktoś w końcu musi zjeśc te wszystkie przetwory i gołąbki, które z takim zaangażowaniem przygotowuję!) Ślubny zabrał dodatkowo pł swojego warsztatu, bo Gui w amoku urzadzania mieszkania potrzebuje jego fachowego wsparcia. Mnóstwo rzeczy potrafi zrobić sama lub we współpracy z Maciejem ( odnoweiniem łazienki chwaliła się jakis czas temu na blogu). Czasem jednak obecność Ślubnego zda się nieodzowna. Tym razem instalował żyrandole i kinkiety. Troche było w tym naszego spisku... w internecie znalazłam informację, że w weekend Wrocław organizuje  Oktoberfest Alternative, imprezę skupiająca całe mnóstwo małych browarów z Dolnego Śląska. Uznałyśmy, że fajnie byłoby to zobaczyć i posmakowac dobrych piw, jednak wyrwanie Ślubnego z Fersztla jest wyjątkowo trudnym zadaniem- on najchętniej nie ruszałby się dalej niż wokół górki. Nawet perspektywa degustowania piw kraftowych mogła być za słabym argumentem. Ale już pomoc ukochanej córeczce była argumentem nie do obalenia!
I tak w niedzielę Ślubny szybko uporał się z elementami oświetleniowymi ( a trzeba przyznać, ze trochę pracy było, ale efekt jest tego wart!), by potem spokojnie degustować złociste trunki.
Sama impreza nas rozczarowała byliśmy stosunkowo wcześnie, padał deszcz i pod smętnie zwisającymi parasolami siedzieli nieliczni smakosze dobrego piwa. Szybko oceniliśmy sytuację i podjełi jedynie słuszną decyzję- na miejscu degustujemy wszystko, co się da , a te piwa, któe nas zaskoczą i nam zasmakują kupujemy w butelkach i wracamy do domu. Jak pomyśleli, tak zrobili. Przez prawie godzinę spacerowaliśmy od stoiska do stoiska, rozmawiając z browarnikami, słuchając opowieści o kolejnych piwach i smakując czasem zupełnie odlotowe trunki. Wybór był tak trudny, a pysznych piw tak dużo, że do domu Gui wróciliśmy obładowani butelkami!
Najwieksze wrażenie zrobiły na nas chyba piwa z Browaru Świdnica- ich owocowe smaki zaskakiwały niesamowicie! Ciekawie prezentuje się Browar Profesja z piwami o nazwach zawodów. Brokreacja ujęła etykietami i nazwami piw ( a ich ciemne piwo jest genialne!) Pozostałe browary także proponowały niesamowite smakowitości, w tym moje ulubione piwa ciemne, podpalane.
Popołudnie i wieczór spędziliśmy powoli sącząc kolejne napoje, zagryzając paluszkami i chlebem ze smalcem. Wieczorem dotarła jeszcze Chuda i zrobiło się tak cudownie rodzinnie.
W poniedziałkowy poranek ruszyliśmy do Domku pod Orzechem, po drodze zatrzymujac się jeszcze na nieduże zakupy. Będąc w dużym mieście, sprawdziłam jeszcze działanie BLIKA w markecie i znów nie musiałam wygrzebywać karty z dna torebki (jeżeli wiecie, jak wygląda kobieca torebka, to moja jest kwintesencją tejże) Muszę przyznać, że lubię ten sposób płatności nie tylko w sklepach stacjonarnych, ale i w internecie. Jest zdecydowanie szybszy od przelewów z koniecznością logowania się na stronie banku, czy z użyciem karty kredytowej.
A na Fersztlu zaświeciło słońce i zrobiło się cudnie!

2 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Piwo jest zacnym napojem, co do tego nie może być dwóch zdań, a dobre piwo bywa zaskakująco pyszne.
W moim telefonie nie da się wgrać programu obsługującego, ale gdyby można było, to kto wie? Pomysł ciekawy i wygodny.
Tego rodzaju płatności najfajniej kwituje pewien mój znajomy. Nie ma konta z dostępem przez internet, bo go okradną. W sklepie internetowym czy na allegro nie kupuje, bo… okradną.
Czasami myślę, że warto by zainteresować się jego siennikiem… :-)

Anna Kruczkowska pisze...

Wiesz, Krzysiu, BLIK przydaje się w wielu momentach, m.in gdy zapomnimy pieniędzy (mnie się to często zdarza, gdy jadę na wycieczkę). Coraz więcej sklepów, zwłaszcza sieciowych umożliwia płacenie w ten sposób.
Tak, dobre piwo potrafi być pyszne :) W odróżnieniu od Twojego znajomego, ja lubie nowinki techniczne i już nie wyobrażam sobie, że po każdą książkę, czy inną ciekawą rzecz musiałabym jechać do Jeleniej Góry albo Wrocławia. Ciekawe, jak gruby jest siennik znajomego ;)