czwartek, 30 listopada 2017

Pojechała baba do urzędu

Korzystając ze sprzyjającej aury (mgliście, ale bezwietrznie), zdecydowałam się pojechać rowerem do kilku urzędów, aby załatwić sprawy wymagające już załatwienia. Wydawało mi się, że:
a) umiem czytać ze zrozumieniem
b) w miarę biegle korzystam z internetu
c) wiem, gdzie i co mam o załatwienia.

No właśnie, WYDAWAŁO mi się. Co z tego, że dokłanie przeczytałam, jakie dokumenty mam przygotować i gdzie je zawieźć? Już na początku okazało się, że deklarację śmieciową to ja jednak mam zostawić w urzędzie miasta, a nie w PSZOK ( i niepotrzebnie pojechałam na opłotki Mirska) do urzędu jednak nie weszłam, bo pewnie wpadłabym na pomysł, żeby przy okazji jeszcze zajść to tu to tam, a mnie czekała przyjemna wycieczka rowerowa do Ubocza. Bo w Uboczu znajuje się ARiMR, a tam chciałam złożyć pewien dokument. Pojechałam sobie przez Karłowiec i Wieżę, bo droga tam malownicza i nie tak ruchliwa jak przez Krzewie. Do Gryfowa nadjeżdża się widząc przed sobą malowniczą dolinę Kwisy, która chwilę dalej zamienia się w dwa piękne jeziora (niestety w lekkiej mgle nie widać było całego uroku miejsca). Minęłam Gryfów i za mostem kolejowym znalazłam się pod urzędem (dobrze, że to na wjeździe do Ubocza, bo z mojej letniej eskapady pamiętam wieś jako długą i dosyć rozległą) Weszłam do budynku, no i się zaczęło.
- Żeby złożyć wniosek, należy najpierw uzupełnić inny wniosek. - tu przemiła urzęniczka wyjęła kilkustronicowy dokument i zaczęła pokazywać rubryczki.- a tu konieczny jest popis... męża.
 -Fajnie.- pomyślałam.- przecież Ślubny w domu koziarnię buduje, więc trzeba kartki do Gierczyna zabrać.
- I dopiero z tymi dwoma wnioskami przyjechać, a potem czekać, aż odpowiedź przyjdzie pocztą.- kontynuowała swoje wywody urzędniczka.-  A potem, jak już będzie pani miała młode kozy, to przyjedzie pani znowu.
 - O nie. - przerwałam z satysfakcją- na waszej stronie internetowej jest napisane, że mogę to wszystko zrobić przez internet, więc nie będę tu musiała przyjeżdżać.
- Będzie pani musiała. spokojnie stwierdziła moja rozmówczyni.- bo żeby móc komunikować się z nami przez internet, musi pani złożyć u nas wniosek, że pani tego chce.
- To ja go złożę od razu.- zadeklarowałam naiwnie, bo przecież nie mogę teraz złożyć tego wniosku, bo najpierw muszę dostać odpowiedź na moje poprzednie wnioski. Uff... dobrze, że ja mam tyle czasu... bo gdybym ja była prawdziwym rolnkiem, któremu krowy czy świnie w oborze płaczą, a ziemia czeka na zaoranie, to chyba by mnie w tym momencie krew zalała (ale o tym tylko pomyślałam, na głos wyraziłam radość, że mi panie zaplanowały przynajmniej dwie wycieczki rowerowe). Zaopatrzona w plik kartek pojechałam do Gryfowa. W tamtejszym urzędzie postanowiłam uwierzytelnić swój podpis, czego wymaga się przy zakładaniu profilu zaufanego. A tem potrzebny mi jest, żebym z każdym świstkiem nie musiała o Mirska jechać.

Trochę się martwiłam, jak odnajdę się w Urzędzie Miejskim w Gryfowie. Niepotrzebnie. Dobrze wyeksponowane logo Profilu Zaufanego pozwoliło mi od razu trafić do odpowiedniego biura. Tym razem bez zbędnych formalności złożyłam podpis pod dokumentem. Żadnego czekania, żadnych papierków pocztą polską. Powidomienie o weryfikacji podpisu od razu pojawiło się w skrzynce mailowej. Żegnajcie wizyty w urzędzie! Teraz to ja sobie deklarację przez e-urząd wyślę :) Niesamowicie zadowolona ruszyłam w drogę do domu. Nie mogłam jednak pojechać trasą, jaką sobie zaplanowałam, bo Ślubny przypomniał sobie, że mam w Krzewiu kupić ogromny worek do beczki. I tu w Krzewiu dopadły mnie... święta. Przez moim ulubionym sklepem ogrodniczym choinki i choineczki. w środku...
- Ło matulu, żeby tylko Last Christmas nie zagrali, bo przegram grę!  Nagle znalazłam się w fantasmagorycznym świecie świąt i świętego Mikołaja. Na wszystkich półkach i półeczkach bombki, świeczki, łańcuchy, dekaracje domu i ogrodu. Skrzaty, Mikołaje, sanki, lampki. Wszystko w tonacji srebrno-szaro- białej. No! To już wiem, jaki kolor świąteczny w tym roku jest modny. Chcesz mieć modny dom, udekoruj go na srebrno-biało! Żadnych czerwieni, zieleni czy błękitów! Zimna szarość z równie zimną bielą. Już wiem, że bedę miała kiczowato niemodny świąteczny dom. Oszołomiona wyszłam ze swoim plastikowym workiem. I jeśli myślicie, że to koniec przeżyć, jesteście w błędzie. Już kilkadziesiąt metrów dalej znów moje emocje zostały podgrzane- oto trasie między Krzewiem  a Proszówką wycięto wszystkie wielkie drzewa. Wiem, wiem... po dwóch kolejnych wichurach kilka drzew zwaliło się na drogę, ale żeby zaraz wyciąć wszystko w pień? Nieważne, że to topole, drzewne chwasty, ale topole o średnicy metra! Dziwnie jechało się przez ogołocony z drzew pejzaż.
W Mirsku zrobiłam tylko małe zakupy (bo ile zmieści się w plecaku?) i już bez przygód dojechałam do Gierczyna. Gdy podjeżdżałam na Fersztel, właśnie zaczął sypać śnieg. Do wieczora pokrył bielą całą górkę.

15 komentarzy:

Andrzej pisze...

W urzędach tak już bywa. Miłe Panie i procedury jak z innej bajki. Wszystko wymaga czasu i określonej drogi.
Wycieczka Ci się udała, tutaj śnieg pada od wczoraj a dzisiaj już źle się jeździ od rana bo chlapa i ślisko. Spędzam popołudnie w pracy - znaczy jak zwykle.
Ostatnio tak jakoś bywa.
Dobrze że koziarnia już gotowa bo świat otula się białym szalikiem a za chwilę grudzień. Tak za 3 godziny. Pewnie już z ciepłą herbatą czytasz w fotelu. Miłej lektury.

Anna Kruczkowska pisze...

U nas teraz już też biało, ale zdążyłam przed śniegiem do domu. Koziarnia wygląda całkiem nieźle. Jeszcze trochę pracy wewnątrz zostało, ale nie u kóz, tylko w kurniku.
Tak zaraz grudzień. od jutra zacznę dom jedliną stroić :) I faktycznie siedzę z kubkiem ciepłej ziołowej herbatki, bo tylko taką pijam i podjadam ciasteczka.
Mam nadzieję, że dobrze Ci się pracuje :) Tylko nie zapracowuj się, bo nie sama pracą człowiek żyje. Mówię to ja, człowiek wychodzący z depresji ;)

Krzysztof Gdula pisze...

Anno, a gdy jedziesz pod górę na Fersztel, stajesz na pedały, czy kręcisz siedząc?
No a jak się skończyła sprawa z wnioskiem o komunikowanie się z urzędem przez internet? Przyjęli? Twój życiorys i znaczki skarbowe nie były potrzebne?
Urząd jest bytem sam dla siebie. Urzędowi nie są potrzebni petenci zadający niemądre pytania, tylko biurka, czajniki, segregatory i dużo, dużo papieru w formacie A4.
Mamy szczęście, Aniu, bo gdyby nie dni Wszystkich Świętych i Zaduszny, firmy handlowe raczyłyby nas ofertą świąteczną zaraz po wakacjach.

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysiu, mam taki rower, że spokojnie siedzę sobie na siodełku i spokojnie, powolutku kręcę pod górkę (to nie jest nagorsza górka jaką znam ;) ) No wniosku o komunikowanie się z ARiMR nie przyjęli, bo nie mam numeru czegoś tam, bo na wniosku o nadanie owego numeru musi być... podpis męża! Za to z innymi urzędami będę się komunikować na platformie ePUAP, po to potrzebowałam Profilu Zaufanego.
Masz rację, że to byty samoistne, żyjące w świecie alternatywnym.
Lubię atmosferę świąt, ale dopiero w grudniu, a to jeszcze listopad!

Andrzej pisze...

Masz racje Anno nie samą pracą. czasem należy się szklaneczka szkockiej przed snem.

Agnieszka Mycoffeetime pisze...

Za każdym razem, gdy mam jakąś urzędową sprawę, przypomina mi się stara bajka 12 prac asterixa. Jedną z tych prac było zdobycie określonego druku w wielkim urzędzie... czy muszę dodawać, że nie była to sprawa ani prosta ani łatwa? Bajka śmieszy mnie do dziś...
pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

Krys Tek pisze...

Oj nie, urzędy to nie jest to co tygryski lubią najbardziej. Zdecydowanie ;)

Niania w Paryzu pisze...

Oj wspolczuje tych urzedowych klopotow. Na pocieszenie moge dodac, choc to marne pocieszenie, ze nad Sekwana bywa podobnie! pozdrawiam;

Anna Kruczkowska pisze...

Agnieszko, mam to samo. W chwili, gdy przekraczam próg urzędu widzę Asterixa i Oberixa biegających z piętra na piętro. Moze dzięki temu łatwiej mi przez te urzędowe sprawy przejść?
Ktys Tek, no nie lubią tygryski, nie lubią. Z drugiej strony każdy pretekst by wsiąść na rower jest dobry!
Nianiu, domyślam się, że jest podobnie, scen z Asterixa nie wymyślili Polacy.

Aleksandra pisze...

W Jeleniej .. to już wraz ze zniczami w październiku stały półki z bombkami. Do tego absurdu już przyzwyczaiłam się. Dawno odarli nas z tej grudniowej magii świąt. Urzędy już tak mają, to jest wyższość nad petentem. Ty to masz kondycję tak rowerkiem żadna górka nie jest Ci straszna - podziwiam, to jest młodość odpowiednio wykorzystana. Pozdrawiam

Andrzej pisze...

Dzisiaj urzędy zamknięte. Pracują tylko wybrani. Za to wszystkie ludzkie problemy rozwiązuje od razu - jak na razie. Tak to powinno działać przez cały tydzień. Za to jutro przychodzą goście, zobaczymy jak wyjdzie.

Iwona Zmyslona pisze...

Też nie lubię załatwiania spraw w urzędach. Nigdy nie dostosowywałam się do mody panującej w danym roku odnośnie ubierania choinki. Ja lubię kiedy jest jak najbardziej kolorowo. Srebrny jest "anielski włos", a białe aniołki. Bombki, łańcuchy i światełka, to kolory tęczy. Pozdrawiam.

Anna Kruczkowska pisze...

Niestety, Aleksandro, materialną stronę świąt wciska nam się od listopada. Magię musimy wypracować sami :)
Andrzeju, miłych gości i dobrej zabawy :)
Iwono, ja któregos roku próbowałam postawić na jeden kolor, ale rodzina się zbuntowała i jest barwnie, z bombkami i ozdobami z róznych lat. Do tego ciasteczka i cukierki. Ma być kolorowo.

Jan Łęcki pisze...

Czterdzieści lat minęło, gdy kupiłem pudełko zawierające pół tuzina kolorowych, wzorzystych bombek. Do dnia dzisiejszego dotrwały cztery cacka. Już nie mają one tego dawnego blasku, ale gdy po nie sięgam, w moim wnętrzu coś rozbłyska...
Na przekór modzie, zawsze je wieszam na choince.

Anna Kruczkowska pisze...

No właśnie Jasiu, choinka powinna być nośnikiem wspomnień i tradycji. Pamietam, jak któegoś roku dorosłe już dzieci znalazły wśród gałązek jakąś zabawkę zrobioną w dzieciństwie. Ależ były zdziwione!