niedziela, 5 listopada 2017

Spacerkiem na Wysoki Kamień

Pierwszy listopadowy weekend zapowiadał się z piękną pogodą, gdy więc goszczący w Domku pod Orzechem brat zaproponował wycieczkę na Wysoki Kamień, z radością nań przystałam.
Może wydawać się to dziwne, ale na Wysokim Kamieniu nigdy nie byłam. Dlaczego? Jakoś wolałam do Szklarskiej Poręby chodzić szlakiem niebieskim, czerwony omijałam ze wzgędu na złą sławę szlaku błotnistego i często trudno dostępnego. Potem przestałam chodzić i zaczęłam jeździć rowerem, co spowodowało wybór tras rowerowych, które też Wysoki Kamień omijają ( skalista ścieżka nie nadaje się do kecenia na rowerze)
Teraz nadarzyła się okazja, by ten brak uzupełnić.

Zgodnie z planem w sobotnie przedpołudnie wspólnie z Olą, Marysią i Alkiem pojechaliśmy na Zakręt Śmierci, skąd żółtym szlakiem ruszyliśmy do schroniska na Wysokim Kamieniu. Spacer z rozbrykaną Marysią dostarczył nam wielu pozytywnych wrażeń.Co jakiś czas przystawaliśmy przy tablicach informacyjnych, ciekawych skałkach lub niezwyłych roślinach. Marii droga się trochę dłużyła, bo było pod górkę, należało jej zatem wymyślać najróżniejsze przerywniki. Wreszcie po kilku kilometrach naszym oczom ukazało się schronisko.
Pamiętam, jakie kontrowersje wzbudzała budowa tego obiektu. Właścicielowi szczytu (bo Wysoki Kamień ma prywatnego właściciela!) zarzucano brak gustu i kiczowatość. Do tego dodać trzeba, że wybudowany na szczycie gargamelek nie jest schroniskiem a bufetem. Nie oferuje miejsc noclegowych. Można za to napić się kawy i herbaty oraz coś zjeść. Daleko mu do klimatu przedwojennego schroniska, które istniało tu od XIX w. ale po wojnie powoli popadało w ruinę.
Gdy naszym oczom ukazała się oczekiwana budowla, mieliśmy mieszane uczucia- ja wiedziałam czego się spodziewać, mogłam najwyżej zostać mile zaskoczona. Gorzej z bratem, który po przeczytaniu ciepłego artykułu wyobrażał sobie obiekt na miarę Chatki Górzystów.
No i niestety. Chatka Górzystów to to nie jest i nie chodzi jedynie o dziwną bryłę budowli oraz powstającą obok pseudośredniowieczną basztę, ale także klimat wewnątrz budynku.Gospodarze, mimo ogromnego wkładu pracy nie tchnęli w salę jadalną ducha, choć pomieszczenie ma potencjał, istnieje więc szansa, że z czasem Duch Gór, którego liczne podobizny zdobią jadalnię znajdzie sobie tu lokum i nada temu miejscu niepowtarzalnej atmosfery.Tego właścicielom życzę.
Z Wysokiego Kamienia roztacza się rewelacyjny  widok na Karkonosze oraz całe Góry Izerskie. Niestety, widoczność tego dnia, choć niezła, nie pozwalała w pełni delektować się rozległymi panoramami, do tego silny wiatr prawie zdmuchiwał nam Marysię ze skał.
Do samochodu wracaliśmy tą samą drogą, tym razem prawie goniąc naszą sześciolatkę, którą po wypiciu gorącej herbaty oraz pokrzepieniu się czekoladą rozpierała energia.
Wycieczkę można zaliczyć do udanych, choć nie ze zględu na cel, bo ten raczej rozczarowywał, co na wspaniałe towarzystwo. Rodzina mojego brata to świetni kompani wszelkich aktywności.



7 komentarzy:

  1. Pierwszy raz, gdy odwiedziłem Wysoki Kamień, na szczycie widziałem trochę gruzu.
    A przy kolejnych odwiedzinach gruz był uprzątnięty i stały obok siebie betoniarka i taczka. Przy następnej wizycie widziałem mury budowli, a później gotowy budynek i fundamenty jakiegoś nowego zamierzenia.
    Teraz widzę, że powstaje jakieś dziwadło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Janku, straszne dziwadło! Doskonale rozumiem, dlaczego budowa tego obiektu wzbudzała tyle kontrowersji. Zamiast stylowego górskiego schroniska powstał domek Biblo Bagginsa połączony z Zamkiem Gargamela.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może gdy budynek nabierze patyny lat będzie ładniejszy?
    Aniu, kilka lat temu rozmawiałem z właścicielem, mówił o planie wykończenia paru pokoików na górze, miało więc być pełne schronisko. Czyżby coś się zmieniło? Może doszedł do wniosku, że na noclegach w tej cenie nie zarobi? Albo że uwiąże się z miejscem na całe doby?
    Widoki pamiętam, są wspaniałe, a będąc tam parę razy, trafiałem na piękną pogodę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Krzysiu, widok jest rewelacyjny, a jeśli chodzi o schronisko, to chyba barierę stanowi całkowity brak wody (tak przynajmniej gdzieś wyczytałam). Piszesz, że może z czasem wyłądnieje? Tu chyba nie tyle chodzi o urodę, co o klimat. Temu miejscu brakuje spójności koncepcji. Może jeśli kiedyś będzie to jakiś całokształ powiązany jedną ideą, np. legendami o Liczyrzepie, to kto wie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Budynek jak budynek. Ważne że jest a z czasem pewnie zostanie schroniskiem. Właściciele zadali sobie sporo trudu żeby powstał. Ogromny szacunek dla nich za to co już jest. Niewiele nowych schronisk ostatnio powstaje. A baszta - na pewno będzie z niej cudowny widok. To nie pierwsza baszta w górach tyle że bez zamku. Ale latem byłem w baszcie mieszkalnej i było super. Nawet średniowieczne freski na ścianach się zachowały a zamku nie było nigdy. Było za to schronisko Perła Zachodu w Siedlęcinie. Obiekt ładny choć nie przypomina schroniska i też ma wieżę widokową.

    OdpowiedzUsuń
  6. Andrzeju, jest jednak pewna róznica między średniowieczną wieżą mieszkalną w Siedlęcinie, która jest unikatem na skalę europejską (ach te freski) a pseudo basztą budowaną na szczycie prywatnego wierzchołka. Mam nadzieję, że kiedyś to miejsce nabierze klimatu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz racje Anno to tylko kwestia czasu za kilkaset lat nowa baszta będzie bardzo stara i turyści będą się nią zachwycać jak zamkiem w Mosznej. Choć to tylko spełniony sen syna górnika - 365 pomieszczeń i 99 wież. Mnie się podoba.
    Podobnie jak Dom Hundertwassera który jest odskocznią od pięknych, wymuskanych królewskich zabytków Wiednia.

    OdpowiedzUsuń