czwartek, 25 lipca 2019

Mała M. zdobywa Wysoką Kopę, czyli Góry Izerskie z niemowlakiem cz. 2


Biała i różowa naparstnica.
Gdy byłam nastolatką marzyłam, że kiedyś zdobędę Koronę Gór Polskich albo przynajmniej przejdę w ciągu jednej wyprawy całe Beskidy, albo całe Sudety. Tak, wiem, miałam ekstremalne marzenia. W efekcie weszłam na wszystkie latarnie morskie polskiego Wybrzeża, a z Korony Gór Polskich widziałam dokładnie połowę. Dlaczego o tym wspominam? Bo Mała M. właśnie rozpoczęła swoją przygodę z Koroną. Ale od początku.

Planowanie wycieczki

  • Mamo, czy daleko jest ta kopalnia kwarcu?- zapytała Gui któregoś dnia- bo mieliśmy ją na wykładzie.
  • Nie, byliście tam jako dzieci.
  • A z wózkiem da się wejść?
  • Pewnie! Będzie długo, czasem monotonnie, ale da się.
I tak urodził się plan piątkowej wycieczki z Małą M.

Na żółtym szlaku

Gui z Małą M. na szlaku
 Dzień zapowiadał się niezbyt ciepły, a prognozy wskazywały na możliwość opadów deszczu po południu. Z tego powodu z Domku pod Orzechem wyjechałyśmy przed dziewiątą, by zdążyć przed zapowiadaną ulewą lub burzą.
Gdy parkowałam na Rozdrożu Izerskim zaczęło siąpić. Chwile posiedziałyśmy w aucie, a potem zdecydowałyśmy, że po pierwsze nie jesteśmy z cukru, a po drugie Gui zauważyła, że przecież na naszych wyprawach nigdy nie pada! I rzeczywiście, ledwo minęłyśmy rozwidlenie z zielonym szlakiem, gdy deszcz ustał. Było pochmurno, chwilami trochę mglisto, ale raźnie pchałyśmy wózek żółtym szlakiem. 
Widok na Sępią Górę z żółtego szlaku
Te ok. 5 km szutrowej ścieżki pnącej się powoli na Rozdroże pod Kopą to jeden z najnudniejszych szlaków w Górach Izerskich. Widoków prawie nie ma, a monotonia usypia. Nie wyobrażam sobie iść tędy samotnie. Na szczęście byłyśmy we trzy. Zaraz na początku Gui zauważyła, że ten aktualny jej pobyt w Gierczynie to taka namiastka naszych wypraw. Faktycznie, te wspólne trzy dni to niezwykle intensywny, kobiecy czas. Rano tulimy się do siebie i małej, potem pijemy kawę, dogadujemy trasę, pakujemy się i spędzamy ze sobą długie godziny, mając się tylko dla siebie. Potem opowiadam o jakieś odległej wycieczce rowerowej, gdy ta trasą podjeżdżałam i niedawnej, gdy zjeżdżałam.
 Mijają nas dwa samochody (!) z jagodziarzami, turystów nie ma. W połowie trasy robimy przerwę na karmienie Małej M. ja zbieram jagody.

Na Głównym Szlaku Sudeckim

Drogowskaz w górach
Po niemiłosiernie długich kilometrach dopychamy wózek do skrzyżowania z Głównym Szlakiem Sudeckim. Tu w końcu widzimy ludzi na szlaku, przede wszystkim rowerzystów. Gdy odpoczywamy, obserwujemy rodzinkę czeskich rowerzystów. Jedna z dziewczynek przypomina Chuda, gdy była mała. Ten sam biały warkocz i ta sama zacięta mina. I radość, gdy okazuje się, że rodzinka nie skręca w górę tylko w dół. Nas za to czeka strome podejście czerwonym szlakiem. Na zmianę ciągnąc i pchając przyczepkę z Małą M. wznosimy się na dach Gór Izerskich. Poniżej Sinych Skałek Gui przypomina sobie miejsce. Charakterystyczne gruzowisko i rude jagodziska powodują, że przypomina sobie fragmenty tamtej wyprawy sprzed lat. Ostatnie metry są trudne. Nawet bardzo trudne, bo nie dość, że stromo to wyszło słońce i zrobiło się naprawdę bardzo ciepło. . Jakoś jednak udaje się wciągnąć wózek i oto parkujemy przy ławie z jedną z najpiękniejszych panoram Gór Izerskich. 

Panorama Gór Izerskich z Sinych Skałek


Tam trzeba wejść!
Gui jest trochę zmęczona, ale pocieszam ją, że tak stromo już nie będzie no i w górę już też za bardzo nie będzie, bo przecież wyżej już jest tylko niebo. Jesteśmy wszak na dachu Gór Izerskich.
Oczywiście nasz optymizm jest trochę przedwczesny, bo do kamieniołomu Stanisław zostało nam jeszcze kilka kilometrów w tym podejście pod Wysoką Kopę. Idziemy, rozmawiamy próbujemy przypomnieć sobie, kiedy i w jakich okolicznościach wędrowaliśmy tu poprzednio. Obserwujemy schnące torfowiska wysokie, próbując wypatrzeć gdzieś na brzegach charakterystycznych roślin: wełnianki i przede wszystkim rosiczki.

Śladem Wiedźmina

A że jesteśmy coraz bliżej Kopalni Kwarcu Stanisław, to rozmowa schodzi na Wiedźmina. Wszak to tu kręcono niektóre sceny do filmu i serialu. Zatrzymujemy się przy wiacie poniżej Wysokiej Kopy. Spotykamy biegacza, który chce znaleźć ledwo widoczną ścieżynkę wiodącą na najwyższy szczyt Gór Izerskich. 
Ze Stanisławem w tle
My nie będziemy łazić z wózkiem po chaszczach. Nie tym razem. Pogoda znów się zmienia. Gdzieś znad Karkonoszy nadciągają ciężkie, ciemne chmury i gdy naszym oczom ukazuje się wielka jama w ziemi, właśnie zaczyna kropić. 

Kopalnia Kwarcu Stanisław

Mimo to schodzimy niżej, rozkładamy się z „biwakiem”. Mała M. chce zjeść i musi trochę odpocząć. Ileż można oglądać świat, półleżąc na plecach? Zbieram jagody, robimy pamiątkowe zdjęcia. Mała M. leży sobie na brzuszku i łapie gałązki i trawę. To ostatnio jej ulubione zajęcie. Śmiejemy się, że rośnie kolejny miłośnik przyrody.
Chyba nie muszę pisać, że Gui patrzy zafascynowana na to niesamowite wyrobisko skalne.
Biwakujemy

Powrót na Sine Skałki

Niestety pada coraz bardziej, wzmaga się wiatr. Czas wracać.
Idzie nam całkiem nieźle, po drodze znów spotykamy turystów. Takich prawdziwych  w pelerynach, z plecakami. A deszcz ustaje już pod Wysoką Kopą. Zatem na Sinych Skałkach znów możemy odpocząć. Tym razem skupiamy się na  Polanie Izerskiej i Hali Izerskiej. Opowiadam Gui o wyciecze Szlakiem Cietrzewia, a potem o historii Wielkiej Izery i Parku Ciemnego Nieba. Przypominam też sobie inną z izerskich ciekawostek. Wszak tu, stojąc na Wysokim Grzbiecie, jesteśmy także na dziale wodnym. Kwisa wpływa do Bałtyku, ale Izera, której źródła znajdują się pod Smrekiem wpada do Łaby, należy zatem do zlewiska Morza Północnego. Tak. Nasze niewielkie góry pełne są ciekawostek i tajemnic. Tu nie można się nudzić, a geografia i przyroda przestają być nudnymi przedmiotami szkolnymi, stając się dziedzinami nauki żywymi i przydatnymi.
Panorama z kopalnią kwarcu
Mapa Gór Izerskich
Na Sinych Skałkach Gui przekłada marudzącą już Małą M. do nosidła, bo łatwiej będzie nam pokonać strome zejście właśnie w ten sposób. Ja trzymam przyczepkę, by nie zjechała za szybko i ostrożnie dochodzimy do Młaków.

Jak prawie pokłóciłyśmy się z duchem Janusza

Ostatnie kilometry żółtego szlaku pokonujemy dosyć szybko, bo Mała M. nie chce zasnąć i chwilami głośno daje nam do zrozumienia, że się nudzi. Śmiejemy się, że to wina Dziadka Janusza. Mój tato nie lubił chodzić tymi samymi drogami. Uważał, że każda wycieczka lub spacer musi być kółkiem albo pętlą. Chodzenie tam i z powrotem nie wchodziło w rachubę! A my tym razem nie miałyśmy wyboru. Musiałyśmy wejść i zejść tą samą trasą. Próbujemy się dogadać z duchem Janusza, by przestał podszczypywać Małą M. Zawieramy z nim układ, że naprawdę będziemy się starały inaczej planować trasy, ale tym razem nie mogłyśmy inaczej, a w sumie dzięki nam miał okazję znów wybrać się na Młaki, które za jego czasów były błotniste i bardzo trudne do przejścia (wiem, jak to brzmi, jednak czasem mamy wrażenie, że duchy bliskich nam towarzyszą, a już duch Janusza z jego specyficznym poczuciem humoru często daje nam o sobie znać)  W połowie drogi robimy kolejną przerwę. Wystarczyło położyć marudną M. na brzuszku, by uspokoiła się. Dajemy jej chwilę na oglądanie krzaczków jagód, kawałków kory, kamyczków. 
Z niemowlakiem w nosidełku
Udaje mi się dozbierać jagód, bo gdzieś na trasie, przy okazji rozmowy o Chatce Górzystów, Gui zamarzyły się naleśniki na słodko. Ostatnie dwa kilometry mijają zabawnie, bo Mała M. dostaje do rączki mały patyczek i uspakaja się. A my stwierdzamy, że podsłuchała rozmowę na Młakach, gdzie spotkaliśmy sporą turystyczną rodzinę. 
Jedna z dziewczynek prowadziła męczący dla rodziców monolog:
-Ojej, ja nie wejdę pod tę górę. Jest za stromo. Muszę znaleźć badyl. Bo po górach trzeba chodzić z badylem. Mamo a ty wiesz, co to jest badyl. Badyl to jest...
Nasza kobieca siła


No i Mała M. chciała też po górach chodzić z badylem. W domu Ślubny tę izerską pamiątkę oszlifował papierem ściernym, będzie miała Mała M. patyczek do uderzania w bębenek z tuby po kawie. Młoda zasypia, gdy dochodzimy do zielonego szlaku.
Do Domku pod Orzechem dojeżdżamy zmęczone, ale bardzo zadowolone! Spędziłyśmy kolejny cudowny dzień, celebrując swoją kobiecą i rodzinną więź.
A jeśłi chcecie przypomniec sobie nasze poprzednie wyprawy, to koniecznie ich poszukajcie. O Rugii piszemy tu: Blondynki na Rugii i w kolejnych częsciach tego cyklu.






47 komentarzy:

  1. I trzeba mieć kobiecą siłę pchać wózek pod te górki :) Brawo Wy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! To ten rodzaj siły i kobiecego uporu, który każe góry przenosić.

      Usuń
  2. Dobrze, że zawsze czytam do końca, bo już miałem pytać jakim cudem z wózkiem zeszłyście do Rozdroża stromym zielonym szlakiem przez las. Czy Mała M. to nawiązanie do Muminków? :) Ciekaw jestem, czy przy wędrówce we mgle z Gierczyna w górę byłaby szansa na kolejne rozmowy z duchami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Małą M. to wyszło tak jakoś samo, bo wszyscy w jej rodzinie mają inicjały M.M. Ale Mumiminki są tu na miejscu. Mamusia Muminka jest moją idolką, choć ja także nie wiem, jak nazywała się nim została Mamusią. A duchy? Wystarczy tylko chcieć z nimi pogadać, to zawsze Cię znajdą. Zwłaszcza te mgłowe. Ale uważaj, bo Januszek jest złośliwy.

      Usuń
  3. Nie ma to jak wspólne wyprawy i pasja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Pasja zbliża. Jesteśmy na to doskonałym przykładem.

      Usuń
  4. Gratuluję tak wielkiej wytrwałości :) Ja parę lat temu również z wózkiem przez góry chodziłam :) WIem ile trzeba wytrwałości :D Wspólne wycieczki to najlepsze co można zrobić :D
    https://raibowlifepoprostu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wózek Małej M. jest świetnym pojazdem, Gui i jej rodzeństwo pokonywali swoje pierwsze fórskie kilometry w o wiele gorszych wózkach. Chcieć to móc.

      Usuń
  5. Wspaniała wyprawa. Sami zastanawialiśmy się nad wyjazdem z dziećmi w góry, choć trochę obawiałam się jak na szlaku zachowają się nasze pociechy. Łatwo raczej nie będzie bo najmłodszy synek ma niecały roczek. Zastanawiam się nad kupnem odpowiedniego nosidła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roczne dziecko może podróżować w nosidle na plecy, ale taka prYczepka jak nasza to też super pomysł.

      Usuń
    2. Bardzo dobre nosidła szyje polska firma Kavka. Szyją z wysokiej jakości tkanin chustowych i lnu. My mamy lniane, świetnie sprawdza się w upały. Nosidła są mocno regulowane, ponoszą Malucha od 6kg do 20kg.

      Usuń
  6. Gratuluję! Siły, wytrwałości, samozaparcia. Nie ma rzeczy niemożliwych, bardzo Was podziwiam i trzymam kciuki za kolejne wyprawy. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Też jestem zdania, że wystarczy chcieć.

      Usuń
  7. Brawo wy! My pierwszy raz wybieramy się z dziećmi w Sudety. Jest plan żeby spróbować zabrać malichy na,wycieczkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobry plan! Sudety sa idealne do wędrówek z dziećmi. Malownicze i atrakcyjne. A któe pasmo wybieracie?

      Usuń
  8. Jak miło czytać takie historie. Prawdziwe turystki z Was. A maluszek uroczy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniałe ujęcia, ale jednak trzeba mieć ogromną wytrwałość, żeby wózek pchać w górę, coś o tym wiem ;) Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja bym się nie odważyła iść w góry z małym dzieckiem, nie mam sił na noszenie czy pchanie wózka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Góry wymagają aiły i przygotowania kondycji. My mamy jedno i drugie.

      Usuń
  11. Pamiętam, że jeszcze w tamtym roku szukałam przed wyjazdem informacji, czy da się gdzieś pójść z wózkiem. Fajnie, że o tym napisałaś, mało jest takich informacji. sama w naszych wspomnieniach z podróży też zawsze staram się to zaznaczyć. Choć w góry raczej wolę nosidło turystyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, ciągle brakuje takuxh informacji. Czesi swoje szlaki oznakowali tak, że wiadomo, gdzie da się wózkiem wjechać!

      Usuń
  12. Cudowna wyprawa :) Najlepiej się podróżuje i podejmuje wyzwania z najbliższymi.

    OdpowiedzUsuń
  13. Góry owszem lubię, ale specery to nie ja...kocham rower i jazdę na rowerze, pływanie,
    góry dla mnie za tridne są, są piękne i podziwiam, ale nie na pieszo :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten uśmiech mówi wszystko, amsz wiele siły w sobie i samozaparcia.
    Miłego weekendu

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo chciałabym pojechać tam z moim synkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie wycieczki z dziećmi pozostają na długo w pamięci.

      Usuń
  16. W Górach Izerskich jeszcze nie byłam. Ale kto wie, może kiedyś znudzą mi się kochane Tatry i poszukam wrażeń gdzieś indziej :)

    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com/2019/07/nim-staysmy-sie-wasze.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W porównaniu z tatrami to ju jest płasko i pusto ;) Ale kilka arcyciekawych miejsc też się znajdzie.

      Usuń
  17. I z patyczka może być zabawka- takie są najlepsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Elegancko. My też od małego ciagnelismy dzieciaki po górach.

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajna wędrówka i podziwiam za wytrwałość z wózkiem. Jak widać - można, tylko trzeba chęci

    OdpowiedzUsuń
  20. Lubię Góry Izerskie, ogólnie lubię Sudety, bo urodziłam się na Dolnym Śląsku.
    Jestem pełna podziwu dla tej wyprawy z wózkiem i dzieckiem.
    To trzeba miec samozaparcie i krzepę!
    Dla kontaktu z pięknem natury,dla zdrowia,dla widoków, dla tych gór warto.
    No i wyprawy z dzieckiem zostają w naszej pamięci.
    Fajnie i zgrabnie to opisałaś, przyjemnie się czyta.
    Pozdrawiam!!!
    Irena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię Sudety, ale ciągle je znam za mało. Myślę, że wycieczki z wnuczką to zmienią.

      Usuń
  21. Podziwiam Was, Anno i Gui, bom przecież ojciec i pamiętam uciążliwości wędrówki z wózkiem i małym dzieckiem. A Małej M nie dziwię się. Każdy znudziłby się pozycją pozwalającą na oglądanie tylko nieba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysiu, jeśli dobrze przyjrzysz się tej przyczepce, zauważysz, że Mała M. ma w niwj pozycję półsiedzącą i widzi świat dookoła.

      Usuń
    2. Ot, ślepota. To zapewne znudziło się małej siedzieć samej. Mój syn był ze swoją rodziną w Tatrach, młodszy jego syn ma kilkanaście miesięcy. Trochę marudził, ale tylko tak pro forma. Wrócili zadowoleni.

      Usuń