piątek, 13 marca 2020

Rodzinne spotkanie, rowery miejskie i koronawirus



  Na spotkanie z rodziną Gui szykowałam się od dawna. I gdy wreszcie wszystko zostało ustalone niewiele brakowało, a nie zobaczyłabym się z bliskimi, bo pewnie jeden dzień zwłoki i nie wyjechałabym, tylko wiedziona rozsądkiem została w Domku pod Orzechem. Z drugiej strony, nie zobaczyłabym życia w mieście z groźbą epidemii. Zapraszam na opowieść o wizycie we Wrocławiu i przygodach transportowych.

Kierunek Wrocław!


Zgodnie z założeniem w środę wstałam wcześniej i po oporządzeniu kur i kóz pojechaliśmy do Mirska, skąd odjeżdża autobus do Wrocławia. Ku naszemu zaskoczeniu bus podjechał przed czasem. Był praktycznie pełen, z trudem znalazłam miejsce. Nie zdążyliśmy wyjechać z miasta, gdy przekonałam się, że jadę z kierowcą rajdowym. Mój plecak zapakowany wiejskimi wiktuałami (spakowałam, jak przystało na babę ze wsi, mleko, ser, jaja i pół kury) przeleciał kilka metrów po podłodze, a ja mogłam tylko mieć nadzieję, że słoik z mlekiem jest jeszcze cały. Na szczęście w Lwówku zrobiło się luźniej, więc przesiadłam się, mocniej złapałam plecak, zapięłam pasy i jakoś dojechałam do Wrocławia, czytając powieść "Miłość, muzyka i góry". Wcale nie zdziwiło mnie, że zdążyłam na miejski autobus, który zazwyczaj mi uciekał.
W domu Gui czekała już na mnie z kawą. Mała M. początkowo podchodziła nieufnie, ale gdy okazało się, że Babcia chętnie się bawi i czyta książeczki, oswoiła się. 

Wycieczka po Wrocławiu rowerem miejskim

Pogoda dopisywała, więc nie zamierzałyśmy siedzieć w domu. Gui zaplanowała wycieczkę rowerową nad Odrę. Ona jechała swoim rowerem z zamocowaną do niego przyczepką z Małą M. a ja dostałam rower miejski. Stacje roweru miejskiego we Wrocławiu rozmieszczone są na tyle gęsto, że korzystanie z tej formy transportu jest naprawdę wygodne. Faktem jest, że nie wszystkie rowery są sprawne, o czym przekonałam się mniej więcej w połowie drogi, gdy zatrzymałyśmy się na deser i oddałam rower, a następnym przejechałam tylko kilkaset metrów do kolejnej stacji roweru miejskiego, bo działała tylko jedna przerzutka, a hamulce były tylko umowne. Zazwyczaj jednak rowerem miejskim można poruszać się wygodnie, a sieć ścieżek rowerowych sprawia, że mając potrzebę przemieszczania się po mieście, warto rozważyć ten rodzaj transportu, zwłaszcza teraz, gdy jazda tramwajem czy autobusem nie zawsze jest bezpieczna.
Ilekroć jestem w stolicy województwa zachwyca mnie sieć dróg rowerowych. Przejechałyśmy ok. 30 km po mieście cały czas znajdując się na DDR. Śródmiejską obwodnicą Wrocławia dojechałyśmy do Odry, potem bulwarami dotarłyśmy do Mostu Warszawskiego. 
W Parku St. Tołpy zrobiłyśmy krótką przerwę, bo Mała M. koniecznie chciała popatrzeć na psy biegające po placu psich zabaw. Na kawę i ciastko Gui wybrała Petits FoursCafe, twierdząc, że tam są najlepsze ciasta. Nie pomyliła się! Tak pysznej bezy chyba jeszcze nigdy nie jadłam! Naładowane energią mogłyśmy kontynuować wycieczkę. Rower miejski odstawiłam na stacji w pobliżu domu Gui. I choć wydawało się sielankowo, to w mieście zauważyłyśmy karetkę na sygnale z ekipą w kombinezonach, a w czasie zakupów zderzyłyśmy się z brutalną prawdą o pustych półkach.









Koronawirus z miejskiej i wiejskiej perspektywy

Popołudnie spędziliśmy na zabawach z Małą M. a wieczór na pasjonującej rozmowie o pracy zdalnej, systemie edukacji i życiu w Polsce.
W czwartek pozostało mi zjeść śniadanie i ruszyć z powrotem do Domku pod Orzechem, gdzie czekały stęsknione kozy. Wcześniej jednak spędziłam ponad pół godziny w pustej galerii handlowej, gdzie jedynymi klientami byli pasażerowie czekający na swój autobus. Przyznam, że z perspektywy naszej górki, gdzie wiadomości docierają okrojone i nikt nie roznosi plotek, emidemia wydaje się mniej groźna. Będąc zaledwie dobę we Wrocławiu, obserwując ludzi i ich zachowanie zaczęłam rozumieć, skąd biorą się te zachowania graniczące z paniką. My, jeśli czegoś nie mamy, to się obywamy bez, szukając w zapasach zamienników lub korzystając z darów natury. W mieście ludzie uzależnieni są od wielu rzeczy, poczawszy od prądu, przez transport i przede wszystkim pracy dającej dochody.
A jeśli Wam się wydaje, że tym razem bez przygód przejechałam trasę do Mirska, to jesteście w błędzie. Najpierw kierowca pojechał inną trasą niż zwykle, prowadząc autobus po wąskich i krętych drogach Pogórza Kaczawskiego, a w Lwówku musieliśmy się przesiąść do busa, który, choć niby pachnący nowością, kilka razy zatrzymywał się, bo mu silnik gasł.
No i przyznam szczerze, że z ulgą znalazłam się na mojej górce.
Teraz mogę spokojnie oddawać się kwarantannie. Ludzi u nas i tak nie ma, a na zakupy nie muszę jechać jeszcze przez kilka tygodni: sprawdziłam: mąkę, drożdże i olej mam, a pokrzywy i inne zielsko właśnie wychodzą, więc będzie z czego gotować. 
Książek mam cały spory stosik, śnieg stopniał, więc w ogrodzie można pracować. Zresztą, mnie się tam nigdy nie nudzi i pomysłów na spędzanie czasu w okolicy domu zawsze mam pełno (czasem Ślubny traci cierpliwość dla moich innowacji i rewelacyjnych konceptów)
Wam drodzy czytelnicy życzę, abyście zachowali zimną krew, pogodę ducha i nie poddali się panice.

49 komentarzy:

  1. Ech jak ja ci zazdroszczę, też chcę na wieś...
    Spokój i przyroda, ale nie każdy tak lubi, a ja właśnie lubię
    i tego mi brakuje w mieście...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie zamieniłabym mojej wsi na nic innego.

      Usuń
    2. A szczególnie teraz to jak skarb złoty :-)

      Usuń
  2. Pod względem kwarantanny to wioski są naprawdę w dechę - wiem, bo sama mieszkam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas spokój i cisza na razie 😁 tylko to nas uratuje

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie: masz mąkę, olej i drożdże, witaminy rosną za domem, kózki coś dadzą, więc głód nie grozi. To różnica między tradycyjną wsią, a dużym miastem, szczególnie widoczna teraz.
    Aniu, przyznam, że po parodniowym oglądaniu telewizorni w domu, trochę się obawiam najbliższych miesięcy, a obawiałbym się więcej, gdybym słuchał wiadomości. Widać wyraźnie, że dla dziennikarza zła wiadomość, jest dobrą wiadomością.
    U mnie są już zmiany, na przykład firma wstrzymała wyjazd karuzel na czas nieokreślony.
    Tak, najlepsze życzenia teraz, to zachowanie zdrowia i spokoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sytuacja wygląda nieciekawie. Teraz to bardzo docenia swoją wieś.

      Usuń
  5. Oj, ja siedziałabym u Ciebie na wsi nie ruszała się teraz w miasto ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wieś jest wspaniała na przetrwanie tego cholerstwa, w takich momentach doceniam ją stuprocentowo! Pozdrawiam cieplutko! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Grunt to w obecnej sytuacji zachować rozsądek i logiczne myślenie, ono pozwoli w miarę spokojnie przejść to, co się wokół nas teraz dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja już nie chcę wcale na ten temat nic słyszeć :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ahhh miałam sie wybrać i tak jak sójka za morze wybieram sie do Wrocławia. Coś czuję że nie dotrę tam w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja już tylko czekam, niecierpliwie, aż dzieci po maturze dostaną się na studia, ukończą je, i my z mężem... w końcu będziemy mogli przeprowadzić się na wieś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli macie taki scenariusz jak my mieliśmy 😃

      Usuń
    2. Przyznam, że nie mogę się już doczekać, uwielbiam codzienne spacery, na krótkie i długie dystanse, ale trudno mieć z nich pełną radość, kiedy jest się ograniczonym do przestrzeni parkowej.

      Usuń
  11. No tak w mieście człowiek jest bardziej zależny od czynników zewnętrznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie. A teraz widać to jaskrawo.

      Usuń
    2. No widać niestety. Zwłaszcza że sytuacja nagła, niecodzienna.

      Usuń
  12. Nie ma to jak życie na wsi ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Lepiej siedzieć w domu i teraz zazdroszczę ludziom że wsi

    OdpowiedzUsuń
  14. Wędrówki po kuchni14 marca 2020 19:56

    Wieś to chyba najbardziej idealne miejsce, aby w obecnej chwili, aby przetrwać ten trudny czas

    OdpowiedzUsuń
  15. Petits FoursCafe też miałam okazję odwiedzić, pyszne!

    OdpowiedzUsuń
  16. W obecnej sytuacji przebywanie na wsi to jest chyba najlepsze rozwiązanie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Oczywiście nie panikujemy. Robimy to na co zawsze nie było czasu...

    OdpowiedzUsuń
  18. Patrząc przez okno, mam wrażenie, że świat się zatrzymał. We Wrocławiu pustki i chociaż pagoda kusi to wolę siedzieć w domu. Zdrowy rozsądek to podstawa!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wspomniana przez Ciebie kawiarnia serwuje naprawdę pyszne słodkości.

    OdpowiedzUsuń
  20. Wieś to najlepsze miejsce na czas kwarantanny :D Dużo zdrówka życzę.
    Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Jakbym nie musiała, to bym z domu nie wychodziła.Niestety, muszę chodzić do pracy.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dobrze że odwiedziny się udały - teraz już nie byłoby to takie łatwe. My też doceniamy życie na wsi, wychodzimy na spacer na pola i zachowujemy zdrowy rozsądek

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie ma nic piękniejszego niż taki własny zakątek świata :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Pozdrawiam wiosennie....

    OdpowiedzUsuń
  25. wybrałaś dobry czas na taką wycieczkę, nie ma ścisku i wszystko można na spokojnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie żebym był uzależniony 😉 ale niech to wszystko się już skończy, bo cała ta sytuacja strasznie dołuje 😢

    OdpowiedzUsuń