niedziela, 13 września 2020

Kamienica w Górach Izerskich- wyprawa na jagody



Kamienica (973 m.n.p.m) jest najwyższym szczytem Grzbietu Kamienickiego i od dnia, gdy stanęłam na niej pierwszy raz, moim ulubionym izerskim szczytem. Odwiedzam ją przynajmniej raz w roku, a jeśli trafię na kogoś, kto przemierzy ze mną trasę, to i kilka razy. Tym razem odwiedziłam Kamienicę w ramach wyprawy na jagody.


Wrześniowe jagody



W tym roku jakoś zamarudziłam z jagodami i poza niewielką miseczką zerwaną na początku sezonu jakoś „nie miałam melodii”, by pojechać i nazbierać jagód. Przyznam, że już zwątpiłam, czy uda mi się w tym roku przygotować pierogi z jagodami dla moich bliskich, zwłaszcza, że zbierając ostatnio borówki na Rozdrożu pod Kowalówką natrafiłam już tylko na marne resztki jagodowe, którymi wzbogaciłam swoje naturalne batoniki owocowe ( o których będzie następny post) Mimo wszystko postanowiłam sprawdzić, czy może na północnych stokach Kamienicy jeszcze coś się nie uchowało. 


Przygotowałam więc rower, spakowałam do plecaka trzylitrowe wiaderko i zaopatrzywszy się w termos kawy oraz pyszne batoniki ruszyłam przed siebie.

Postój nad Płoką



Podjeżdżając na górny asfalt, zastanawiałam się, czy wybrać stromy podjazd na Cztery Drogi, czy jednak wjechać najpierw na Pięć Dróg, potem nad Płokę i stamtąd w górę. Pierwszy wariant robiłam dwa dni temu, zbierając borówki. Wówczas wracałam przez Tytoniową Ścieżkę i prawdopodobnie trafiłam na tropy wilka odbite w błocie. Tym razem więc wybrałam drugą trasę. Nim się spostrzegłam wjechałam na rozdroże i skierowałam się nad rzeczkę. W miejscu, zwanym przez miejscowych Żelaznym Mostkiem ( dawno już nie ma żelaznego, jest za to straszny betonowy i tylko najstarsi pamiętają poniemiecką konstrukcję) zatrzymałam się na kawę. Nie. Nie potrzebowałam odpoczynku. Chciałam po prostu posiedzieć nad wodą i pobrodzić w strumyku. Ciepełko i cisza sprawiały, że siedziało mi się rewelacyjnie. No, ale Płoka nie była moim celem, tylko punktem planu, zatem wsiadłam na rower i zaczęłam długi i dosyć monotonny podjazd na Cztery Drogi.

Co zobaczyłam po drodze?



Za każdym razem, gdy podjeżdżam tą trasą, obiecuję sobie spacer ukrytą w lesie doliną Płoki. Nie inaczej było teraz. W pewnym momencie jednak moją uwagę przykuł błysk z drugiej strony drogi. Tam gdzie dumnie stoi słup z informacją o ostoi zwierząt i zakazie wstępu droga była rozorana ciężkim sprzętem ( jego pracę słychać było w promieniu kilku kilometrów, gdy byłam na borówkach dwa dni wcześniej) , a na końcu głębokiej koleiny stało... monstrum. Źle myślicie. To nie był ani wilk, ani ogromny jeleń. W lesie, gdzie ponoć zwierzęta mają swoją ostoję, a samotny wędrowiec mógłby zakłócić zwierzęcy mir stał wielki ciągnik do ściągania drewna. Cóż... komentarz zbędny.




Nieco zdegustowana wjechałam na rozdroże i tam wszelkie moje troski prysły, bo moim oczom ukazała się Kamienica.


Na Kamienicy zawsze jest pięknie

Skierowałam się w stronę góry i kilkadziesiąt metrów dalej skręciłam z asfaltu w rozjeżdżony wielkimi kołami dukt. Rower porzuciłam, gdy podjazd nim stał się niemożliwy ze względu na stan ścieżki i jej nachylenie. Zawsze tak robię. Ostatnie kilkaset metrów trzeba po prostu przejść na pieszo. Kocham to podejście. 


Przypomina prawdziwą górską ścieżkę- wąską, stromą i wśród skał. Pod szczytem nie ma już wysokich świerków, tylko gołoborze, trochę karłowatej roślinności i rude o tej porze jagodziska. Podobnie wygląda sam szczyt, będący rozległą skalistą polaną z rosnącymi tu i ówdzie lichymi świerkami. Ale najważniejszy jest widok na Pogórze Izerskie i dalej hen, hen Dziś nie było może tak oszałamiający i nie widać było oddalonych o 80 km niemieckich elektrowni, ale i tak czułam wszechogarniającą radość, że mogę być w takim pięknym miejscu.

 

Jedynym problemem Kamienicy jest to, że odczuwam ją na tyle jako swoją górę, że każdego, kto wejdzie na nią w tym samym czasie (co jest prawie niemożliwe!) traktuję jak intruza (właśnie sprawdziłam! Gdy byłam na Kaminicy rok temu, także spotkałam człowieka). Przyznaję więc, ze gdy usłyszałam ludzkie głosy, poczułam się zawiedziona, a nawet zniesmaczona. Choć przecież każdy ma prawo wejść na szczyt Kamienicy.



Jak przewidywałam, jagód było jeszcze mnóstwo. Zabrałam się więc za zbieranie, starając się nie zauważać ludzi siedzących w głębi polany. Liczyłam, ze sobie wreszcie pójdą. Nim to jednak nastąpiło minęło ponad pół godziny. No i okazało się, że turyści (bo to byli prawdziwi turyści!) przedarli się na Kamienicę od strony starego żółtego szlaku, czyli pokonując chaszcze, gęsty las, bagna i wykroty. A na mnie patrzyli z nadzieją, jak na kogoś kto pewnie zna inną drogę! I jakże byli szczęśliwi, gdy pokazałam im ścieżkę. Turyści poszli, a ja dozbierałam jagód, dopiłam kawę, posiliłam się i z ogromnym ociąganiem zaczęłam się zbierać do powrotu. Ach! Jakże chciałabym spędzić tu noc! Może w końcu kogoś na taką eskapadę namówię?

Do domu wróciłam najkrótszą drogą, czyli szaleńczym zjazdem górnym asfaltem (trochę mnie korciło, by jeszcze sprawdzić wilcze ślady na Tytoniowej Ścieżce, ale odpuściłam.)

Poprzednie wycieczki na Kamienicę:

Kamienica i dalekie obserwacje




34 komentarze:

  1. Będąc z Jankiem na szczycie, a pogoda była wtedy „nieco” inna, trochę myszkowałem po wypłaszczeniu szczytu i dlatego domyślam się, że tamci turyści nie mieli łatwego podejścia. Dobrze, że nie obsztorcowałaś ich za wejście na Twoją górę :-)
    Nazbierałaś trzy litry jagód?? Mnie się nigdy nie udało zebrać więcej niż garść, taką do wrzucania naraz w otwór gębowy.
    Pierogi z jagodami… Marzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie nie mieli i dlatego uniknęli reprymendy 😂. Jagód miałam ponad dwa litry, więc pierogów będzie bardzo dużo.

      Usuń
  2. Ależ tam pięknie :) w takich miejscach kawa zawsze smakuje mi pięć razy bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie w tym roku jagody jakoś nie podchodziły smakowo, jakby brakowało im naturalnej słodyczy, która tak lubię.

    OdpowiedzUsuń
  4. A kamienica kusi pięknymi widokami, będę o niej pamiętać podczas wakacyjnych wypadów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, kusi! Wierz mi, każdy po wejściu jest zauroczony.

      Usuń
  5. Jagodowa wyprawa to świetna przygoda. I jak smakują jagody!

    OdpowiedzUsuń
  6. te czerwone jagody są mi całkowicie obce, kiedyś gdy byłam dzieckiem bardzo dużo czasu spędzałam w lesie zbierając chyba w czerwcu lub lipcu fioletowe jagody

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te czerwone to borówka brusznica. Robię z niej konfiturę do sera, jajek i mięsa. Świetnie zastępuje żurawinę.

      Usuń
  7. W takich miejscach bardzo lubię odpoczywać. Kontakt z naturą mnie relaksuje

    OdpowiedzUsuń
  8. Wędrówki po kuchni14 września 2020 10:50

    Urokliwe miejsce. Wydaje się też ciche i spokojne, więc na relaks idealne

    OdpowiedzUsuń
  9. z Tobą to się można zgubić ;-). W sensie, ze specjalnie, chociaż i przypadkowo też bym nie narzekała ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Znowu ciekawa wycieczka hehe, ale smutne to o ciągniku :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko smutne, ale wkurzające. Tak się u nas traktuje przyrodę.

      Usuń
  11. W pięknych okolicach mieszkasz.
    Cicho i urokliwie.
    Sama przyjemność zbierać jagody.Od razu mam wspomnienia z dzieciństwa i moich rodzinnych stron.
    Pozdrawiam :-)
    Irena-Hooltaye w podróży

    OdpowiedzUsuń
  12. Przyjemna okolica, piękne widoki! 🖤

    OdpowiedzUsuń
  13. Po takich bezludnych i pięknych okolicach mogłabym spacerować codziennie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Spotkania z ludźmi też bywają przyjemne. Samotne spacery powodują czasami uczucie melancholii. Nawet samotna jazda samochodem bywa uciążliwa. Osobiście wolę towarzystwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że w sakochodzie wolę towarzystwo? Tylko na wycieczkach pieszych i rowerowych doskonale czuję się sama. A melancholia... tak powinnam mieć na imię 😊

      Usuń
  15. Napić sie kawy w takich okolicznosciach przyrody to musi być naprawde przyjemność duża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jest! Czasem myślę, czy nie wnieść tam kawiarki i kuchenki turystycznej 😂

      Usuń
  16. oj tam oj tam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Na Kamienicy jest mnóstwo zwierzyny - zwłaszcza rano i pod wieczór, a co dopiero w nocy :D Ciekaw jestem spaceru Tytoniową Ścieżką z samego rana - jeszcze ziemia świeża po nocy, może i coś nowego pojawiłoby się :)

    OdpowiedzUsuń