czwartek, 25 listopada 2021

Wrocławskie atrakcje w listopadzie (cz.1 Nadodrze)


Urlop w listopadzie? Czemu nie! To właśnie teraz wszędzie jest cicho, pusto, do świąt został miesiąc, a i gości w agro nie mam (bo cały czas trwa remont) Jak zaplanowałam odpoczynek w listopadzie, tak postanowiłam go zrealizować. Kilka wolnych dni spędziłam w towarzystwie moich dziewczyn: najpierw z Chudą, a potem z Gui.

Podróże w czasie i przestrzeni, czyli Nadodrze we Wrocławiu



Gdy Gui pisze, że ma taki plan na zwiedzanie, że mi kapcie spadną, to zaczynam się bać, gdyż moja Najmłodsza jest mistrzynią planowania. I po takim tekście mogłam spodziewać się wszystkiego. Do Wrocławia przyjechałam w poniedziałek do południa, po niedzieli spędzonej u Chudej. Bagaże zostawiłam w przechowalni i z duszą na ramieniu podążyłam za Gui, która dziarsko prowadziła mnie przed siebie ( na razie tylko do tramwaju, choć w pierwotnej wersji były rowery miejskie, tylko zaczęło nieprzyjemnie padać)


Wysiadłyśmy w miejscu, które nijak nie kojarzyło mi się z Wrocławiem, za to bardzo przypominało... Szczecin! Tak. Miałam wrażenie, że przeniosłam się do Szczecina. Okazało się jednak, że to Wrocław Nadodrze, a Gui chce mi pokazać Kolorowe Podwórka.

 

Przyznaję, że pomysł, by szare, zaniedbane podwórka zamienić w kolorową galerię bardzo przypadł mi do gustu. Z zainteresowaniem przespacerowałam się przez dwa duże podwórza, które miejscowi artyści wraz z mieszkańcami zamienili w niesamowicie barwny świat. Malowidła inspirowane twórczością wielkich mistrzów, portrety mieszkańców, galeria podwórkowych zwierzaków, wreszcie dziecięce malunki zmieniły szare kamienice w niesamowitą atrakcję.



Na krótki odpoczynek wybrałyśmy cafe Równik, czyli kafejkę prowadzoną przez osoby z niepełnosprawnościami. Potem jeszcze obejrzałyśmy mozaikę Serce Nadodrza, a niesamowitą dziewiętnastowieczną dzielnice opuściłyśmy przy muralu Brama Nadodrza. Śmiałyśmy się, ze dzielnica ta potrzebuje bramy, gdyż wystarczy przekroczyć jezdnię, oddzielająca starą i nową część, by poczuć się w innym wymiarze. Inaczej poruszają się ludzie, inaczej płynie czas...


Muzeum Iluzji we Wrocławiu



Najważniejszym punktem poniedziałkowego zwiedzania było Muzeum Iluzji. Po drodze zahaczyłyśmy o Wyspę Daliową z rzeźbą Nawa oraz ciekawymi ziołowymi klombami.


Obie z Gui lubimy ekspozycje, których można dotknąć i doświadczyć, więc miejsce okazało się skrojone na naszą miarę, przy czym z wielu eksponatów korzystałyśmy po przystawieniu drabinek. Twórcy bowiem pomyśleli o ty, że muzeum odwiedzają dzieci i w wielu miejscach stoją dodatkowe podesty.

Zwiedzanie zaczyna się od krzesła, potem jest pokój do góry nogami. A potem mamy już możliwość obserwowania najróżniejszych złudzeń optycznych, gry świateł i kolorów. My musiałyśmy oczywiście wszystkiego dotknąć i wszędzie zajrzeć, ale i tak najwięcej czasu spędziłyśmy przy kuli plazmowej. Od tak fascynuje nas to urządzenie Tesli. 



Czy warto odwiedzić Muzeum Iluzji?


Muzeum  jest miejscem, gdzie zarówno dzieci jak i dorośli świetnie będą się bawić, choć niektóre eksponaty są nieco za wysoko nawet z użyciem przenośnego podestu.

Warto pójść z towarzyszem, bo do niektórych atrakcji potrzebna jest druga osoba ( singlom pomaga obsługa, robić zdjęcia lub partnerując w eksperymencie) Na zwiedzanie potrzebujemy przynajmniej godzinę, choć można pobyć i dłużej. Myślę, że to idealny sposób na spędzenie listopadowego popołudnia. 


2 komentarze:

  1. Miejsce interesujące ! Ach! Szkoda, że mam tak bardzo daleko... spróbuję poszukać czegoś innego Pozdrawiam ciepło :))

    OdpowiedzUsuń