Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szlaki rowerowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szlaki rowerowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 sierpnia 2014

Szlakiem bałtyckich wysp i mostów zwodzonych- dzień pierwszy i drugi

Połowa sierpnia, więc zgodnie z chyba już tradycją zbieramy się z Gui na naszą samotną rowerową wyprawę. Zgodnie z ustaleniami kontynuujemy bałtycki szlak latarni morskich. W poniedziałek, 11 sierpnia siadamy przy mapach google, atlasie samochodowym i przewodniku po Pomorzu. Początkowo miałyśmy dojechać do Greifswaldu i wrócić- trzy dni to przecież niewiele. Okazuje się jednak, że jeśli w środę przyjdę do pracy, to czwartek mam wolny, zatem możemy wyjechać w czwartek wcześnie rano. A jeśli założymy pierwszy nocleg w Świnoujściu- to możemy wyjechać w środę po południu. To przecież niecałe 90 km.  Patrzymy na mapę i... trasa nam się wydłuża, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia, to wydłuża się aż o... Rugię. I tak powoli wyłania nam się nasz szlak: Trzebiatów- Świnoujście- Wolgast- Greifswald- Rugia-Stralsund- Anklam- Uckermunde- Szczecin. Prawie 500 km. Gui otwiera gorącą linię z Anią Gigantką, która z chęcią użyczy nam kawałek podłogi w swoim świnoujskim mieszkaniu. Pozostałe noclegi, jak zwykle na polach namiotowych, których na bałtyckim wybrzeżu nie brakuje. 
We wtorek ostatnie zakupy, pakowanie sakw, gotowanie obiadów dla reszty rodziny. 
Wreszcie środowe popołudnie, odbieramy jeszcze upragnioną przesyłkę z kamerką GoPro i ruszamy ulubioną trasą na Dziwnówek. Trzebiatów żegnamy głośnym piskiem- tak okazujemy swoją radość z czekającej nas wyprawy. W Dziwnowie mijamy pierwszy zwodzony most. Na trasie będziemy przez takie mosty przejeżdżać wielokrotnie ku ogromnej radości Gui, ale o tym później. Przed dwudziestą meldujemy się u Ani. Kolacja, próba ogarnięcia instrukcji kamerki, trochę rozmów i idziemy spać. 
Rano żegnamy Anię na świnoujskim placu z fontanną. Przed nami kolejna przygoda życia. 

Jest wcześnie, ruch na kurortowych ścieżkach niewielki. W Bansin odwiedzamy Informację turystyczną i kupujemy potrzebną nam mapę. Wreszcie możemy bardzo dokładnie sprawdzić to, co chcemy obejrzeć, zwiedzić i gdzie dojechać. Czytanie mapy jest czynnością niezwykle fascynującą, spędzamy więc nad nią kilka minut, oj! często będziemy do tej mapy wracać. Początkowo zakładamy podróżowanie drogami asfaltowymi, jednak rowerowe szlaki tak nas nęcą, że podobnie jak w ubiegłych latach lądujemy na turystycznych rowerowych ścieżkach i przez następne dni będzie nas Radweg prowadzić. 
Zachwycamy się krajobrazami wyspy Uznam- woda z lewej, woda z prawej, rozlewiska, urocze, czyste kurorty, cisza, brak tandety i mnóstwo rowerzystów. 
Gdy zatrzymujemy się na drugie śniadanie- chcemy wreszcie spróbować słynnej fishbuły - podziwiamy dzielną kilkulatkę w sukienusi, która podąża na małym rowerku za swoja objuczoną sakwami mama. Zastanawiamy się, ile kilometrów dziennie pokonuje ta para. Mijamy całe wieloosobowe rodziny na rowerach i samotnych podróżników. Jesteśmy częścią ogromnej społeczności. 
Północna część wyspy jest już spokojniejsza. W Peenemunde przejeżdżamy obok historycznych, wojennych budowli, dojeżdżamy do lotniska i dalej w poszukiwaniu najbardziej na północ wysuniętego cypla- chcemy zobaczyć latarnię morską na wyspie Greifswalder Oie lub na Ruden. Wreszcie trafiamy na ścieżkę, która, mamy nadzieję doprowadzi nas do brzegu. Po kilkunastu metrach musimy zsiąść z rowerów i maszerować pieszo przez las w kierunku Naturparku. Jest tak niesamowicie cicho... Nie słychać szumu wiatru w gałęziach, ani tak bliskiego nam szumu morskich fal, nie śpiewają leśne ptaki , nie skrzeczą mewy... Zaczynamy się prawie skradać, żeby własnymi krokami nie robić hałasu...

Kilkaset metrów dalej wychodzimy z lasu na... trawiasto-piaszczyste wybrzeże. Ludzi niewiele, za to mnóstwo ptactwa. Woda nieruchoma jak w jeziorze, sięga nam ledwo do kolan. Nie da się wykąpać w morzu, bo płycizna sięga daleko w głąb Bałtyku. Na horyzoncie majaczy nam wyspa, ale dopiero w domu na zdjęciach widzimy zarys latarni morskiej. 
Pejzaż i niesamowity nastrój tego miejsca pewnie długo będzie nam towarzyszył. 
Opuszczamy cypel Peenemunde i jedziemy do Wołogoszczy, czyli Wolgast. Miasteczko zachwyca nas panoramą widzianą z wieży jednego z kościołów, barokowymi malowidłami tańca śmierci i kolejnym zwodzonym mostem. Gui jest trochę zawiedziona, że nie zobaczy otwierania mostu, bo jesteśmy zbyt późno. Nagle słyszymy głośny sygnał dźwiękowy i... obserwujemy podnoszenie skrzydła mostu (okazuje się, że w sezonie letnim most jest podnoszony co najmniej dwukrotnie). 
Robi się późne popołudnie, a przed nami jeszcze prawie 30 km drogi. 
Na polu namiotowym w Loissin meldujemy się ok. 19.00. Przejechałyśmy 90 km. 
Kemping jest całkiem przyzwoity, ale brakuje nam zaplecza kuchennego. Gotowanie wody w łazience nie jest naszym ulubionym zajęciem. 
Szybko rozkładamy namiot, jemy kolacje i biegniemy na plażę- pole namiotowe usytuowane jest nad samym morzem.  I tu, podobnie jak wcześniej jest bardzo płytko, brodzimy w wodzie, żartujemy. 
Potem podziwiamy zachód słońca i układamy się do snu. 


wtorek, 9 lipca 2013

Zwiedzając Pogórze Izerskie

Miejscowości Pogórza Izerskiego mają wiele uroku, a przez ostatnie lata sporo się w nich zmieniło. Mam wrażenie, że Dolnośląskie świetnie wykorzystało szansę jaką dają fundusze europejskie i wykorzystuje je w niesamowity sposób.
Przez ostatnie trzy dni objeżdżałam gminę Stara Kamienica, na którą składają się takie miejscowości jak Barcinek, Rybnica, Stara Kamienica, Mała Kamienica, Nowa Kamienica, Kromnów, Kopaniec, Chromiec i Antoniów.
Historycznie Stara Kamienica datowana jest już na rok 1242 i w ubiegłym roku świętowała 770 -lecie istnienia. Związana jest z rodziną Schaffgotschów, podobnie jak większość okolicznych miejscowości (m.in. Cieplice i Gryfów). Mając tak obszerną historię, może poszczycić się ruinami zamku, pięknym wiaduktem, domami przysłupowymi ( widziałam je w Antoniowie i zachwyciły mnie), domami z murem pruskim. Wszystkie te miejsca chcę pokazać Marzenie, gdy dojedzie za kilka dni.
Zaskoczyła mnie ilość różnorodnych inicjatyw kulturalnych- galerii, imprez plenerowych, wystaw, pokazów i warsztatów.

Nie bez znaczenia jest ilość szlaków turystycznych, ich oznakowanie i jakość dróg. Sama pomykałam tym razem na rowerze szosowym, ale i dla miłośników mtb sporo ciekawych ścieżek by się znalazło, zwłaszcza w Izerach. (wg informatora jest to145 km!)

Nigdy bym nie przypuszczała, że w tak niewielkiej miejscowości, którą najczęściej mija się, jadąc samochodem ze Świeradowa do Jeleniej Góry, dzieje się tyle ciekawych rzeczy i nie dowiedziałabym się tego, gdybym nie odwiedziła centrum informacji turystycznej i nie spotkała przemiłej pani, która sama jest artystką i pięknie maluje izerską architekturę.  
I koniecznie trzeba zajrzeć do galerii i do drugiej galerii