wtorek, 26 września 2017

Co zrobić z miechunki pomidorowej?

-Wiesz, mamo, mogłabyś posiać phisalis.- stwierdził któregoś dnia Syn.- popatrz, w supermarkecie jest bardzo drogi, a przecież ludzie to wyrzucają , gdy przekwitnie, bo nie wiedzą, że się je owoce.
Popatrzyłam na Syna z zainteresowaniem, no... w sumie ma rację. Skoro te pomarańczowe "lampioniki" skrywają w środku super jagodę, to czemu nie spróbować jej wyhodować we własnym ogrodzie.

Od tamtej rozmowy minęło trochę czasu. Wiosną zauważyłam w sklepie ogrodniczym nasionka owej egzotycznej rośliny, znanej pod polską nazwą miechunka. Wysiałam i czekałam.
Roślinki wzeszły gęsto i szybko rosły. Trzeba je było rozsadzić. Część zawiozłam nawet do Gierczyna. Na przełomie maja i czerwca pojawiły się niepozorne żółte kwiatki, a po ich opadnięciu zaczęły zawiązywać się "lampioniki".
Patrzyłam na nie z rosnącym zdumieniem, bo w środku zamiast niewielkiej jagody pęczniał coraz większy ciemnozielony owoc. Gdy doszedł do rozmiaru średniego pomidora, "lampionik" pękł.
- No coś ta moja miechunka jakaś zmutowana- poskarżyłam się Synowi-  zwłaszcza, że i smak jakiś inny niż ten zapamiętany z zakupów w markecie.
Och! Jak dobrze, że mamy internet. Syn sprawdził i okazało się, że zamiast oczekiwanej miechunki peruwiańskiej mam... miechunkę pomidorową. Równie bogatą w różne składniki, ale na surowo niezbyt akrakcyjną w smaku. Coś jak niedojrzały agrest z posmakiem czegoś znanego, czego nijak nie mogę sobie przypomnieć.
Mam zatem całkiem niezłe plony owoców, które trzeba przerobić na coś, żeby się nie zmarnowały i żeby wykorzystać zebrany w nich sód, potas, witaminę C i kwercytynę, czyli przeciwutleniacz, który działa anyhistaminowo, antystresowo i zwalcza zmęczenie. Brzmi zachęcająco.
Co zrobiłam z moją miechunką? Ano przecier. Ale przecież nie byłabym sobą, gdybym po prostu przetarła zielone owoce i dodała przypraw. Ja musiałam pokombinować i w ten sposób powstał sos z miechunki pomidorowej i ... szpinaku.
A oto przepis:
Produkty:
1 kg owoców miechunki pomidorowej
1/2 kg szpinaku nowozeladzkiego, czyli trętwianu ( zwykły też da radę)
250 ml wody
2 cebule
2 ząbki czosnku
łyżka cukru
łyżka soli
łyżka bazyli
świeżo mielony pieprz.
Wykonanie:
Warzywa płuczemy, dzielimy na mniejsze części, cebule i czosnek siekamy. Wrzucamy do rondla, dodajemy wodę i dusimy pod przykryciem ok. 15 minut. dodajemy sól, cukier i zioła. Miksujemy. Papkę jeszcze raz zagorowujemy i rozlewamy do wyparzonych słoiczków. Zakręcamy i pasteryzujemy ok 10 minut.
Sos jest kwaśny i pikantny, więc doskonale sprawdzi się jako dodatek do mięs grillowanych, sera, czy jajek.

Smacznego!


8 komentarzy:

  1. Niesamowite, czego to ja się jeszcze dowiem w sferze żywieniowej. Jestem pełna podziwu dla Twojej pomysłowości i pracowitości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też mam miechunkę w ogródku,muszę sprawdzić co ma w środku.Słyszałam,że jest jadalna,ale jakoś do tej pory nie miałam okazji jej wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyłączam się do słów Aleksandry, także będąc pod wrażeniem. Kiedyś słyszałem, że w kuchni ważna jest wyobraźnia, takie posty jak ten wyraźnie to potwierdzają. Ja, typowy facet, siadłbym nad tymi kwaśnymi owocami i po prostu ręce rozłożył.
    Aniu, cała ta wasza przygoda bardzo mi się spodobała. Początek jest magiczny: siejesz maleńkie ziarenka, a z nich wyrasta roślina, kwitnie, owocuje, a owoce można zjeść, albo wyłuskać nasiona i… będzie nowa roślina. Niby każdy to widział i wie, ale przecież jest to cud, prawda?
    Druga część jest nieco humorystyczna. Wyobrażam sobie Twoje miny, z jakimi oglądasz roślinkę i nie wiesz, co też Ci wyrosło i co z tym dziwem zrobić… :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwsze słyszę o miechunce! Bardzo ciekawa sprawa. Muszę zgłębić temat, to może i ja sobie wysieję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Siejesz coś i coś dziwnego później wyrasta, jak w piosence:

    Kulfon, Kulfon, co z ciebie wyrośnie?!
    Czy gruszki na wierzbie, czy jabłka na sośnie?!

    OdpowiedzUsuń
  6. Olu, uczymy się całe życie:)
    Baju, sprawdź. Podejrzewam, że Twoja jest jagodą peruwiańską, więc masz skarb w ogrodzie.
    Krzysiu, w moim ogrodzie jest magicznie, bo nigdy do końca nie wiadomo, co wykiełkuje. Mam nadzieję, że ten nastrój uda się przenieść pod orzech i pod czereśnię.
    Agnieszko, fascynująca roślina. Wielu ma w ogrodzie a mało kto korzysta z dobrodziejstwa!
    Jasiu, u mnie wszystko może się zdarzyć. Kulfony też rosną- rzodkiewkowe i kalarepowe.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ładnie to wszystko wygląda. Masz dar i sporo cierpliwości dla ogrodu. przy tym daje Ci to zadowolenie i o to chyba chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Andrzeju, uwielbiam ogród, ale czy to dziwne? Wszak w ogrodzie sie wychowałam.

    OdpowiedzUsuń