wtorek, 3 października 2017

O starych grzybach


-W tym roku grzyby rodzą się stare.- Stwierdziła Marysia, wskazując na wielkie niekształtne jasnobrązowe bryły przypominające kamienie. Spojrzałam na nią zdziwiona i dopiero teraz w szaro-burych grudach rozpoznałam prawdziwki. Daleko było im do borowików z wiersza Brzechwy.

Nie mogłam uwierzyć, musiałam sama to sprawdzić. O świcie ruszyłam na górę, by przydybać grzyby na wyrastaniu. A one zdążyły się już zestarzeć. Wychodzą z ziemi w środku nocy i od razu dostają wielkich, obwisłych kapeluszy z bliznami po wygryzieniach ślimaków lub z świeżymi ranami zadanymi przez niezliczone rzesze pomrowików. Grzyby muszą się spieszyć, zdążyć wydać zarodniki nim wielkie i grube ślimaki wyjedzą nabrzmiałą owocnię, nadgryzą jedyną nogę.
Gdy wychodzą nad ranem są już siwe od pleśniowej starości, wielkie, mokre, podziurawione jak sito przez hordy wygłodzonych robaków, nadgryzione przez żarłoczne pomrowiki, których całe watahy snują się po lesie.
Z podgrzybkami jest trochę lepiej. Rosną wielkimi rodzinami i przynajmniej część zdąży dorosnąć, chyba że mają nieszczęście trafić na zbieraczy żądnych ich maleńkich kapeluszy, które potem spoczną w słoikach zalane octem. 
Grzybów jest dużo. Przynosimy je całymi torbami, suszymy, gotujemy smażymy. Wkładamy do octu i do soli. Przygotowujemy farsz do pierogów i gołąbków, a nawet dodajemy do pasztetów. 
Przepis na pierogi z świeżymi grzybami: pierogi
Wcześniejszy post o grzybach: czapka Stańczyka
  

10 komentarzy:

Andrzej pisze...

Może nie są urodziwe ale pewnie pięknie pachną a jeszcze lepiej smakują. Z radością spoglądam na Twoje zbiory. Cudnie w tym lesie jesienią. Inaczej niż tutaj- podobno z gospodarska wizytą przyjedzie do Wodzisławia Pan Prezydent Duda. Wczoraj dowiedziałem się przy piwie od kolegi. Było miło, On przejechał ponad 1000 km żeby ze mną posiedzieć obchodząc swoje urodziny. To wyjątkowy przyjaciel. Coraz mniej takich osób. Dawniej spotykaliśmy się w sześcioro. Jednak wiele się zmieniło przez lata.

Anna Kruczkowska pisze...

Masz rację, Andrzeju. Pachną cudnie a smak, mimo dziwnych kształtów mają wyborny ( no oczywiście tylko te, które mi się w dłonaich nie rozsypały, gdy próbowałam je zerwać) Las jest przepięny, choć miejscami mocno zniszczony nieprzemyślaną gospodarką leśną.
O wizycie p. prezydenta słyszałam, bo tu na górce paru wodzisławiaków mieszka. Na szczęśćie polityka tu pojawia się rzadko.
Fajnie mieć przyjaciół, którzy nie liczą kilometrów!

Krzysztof Gdula pisze...

Jako dzieciak usłyszałem od starszych twierdzenie, iż grzyb, którego się zobaczy a nie zetnie, już nie urośnie. Wtedy uwierzyłem w te bajanie :-)
W lesie pod Lesznem znajdowałem same maluśkie podgrzybki, w weekend byłem w Kaczawach i tam widywałem wielkie i stare. W pierwszym lesie chodzi dużo ludzi i grzyby nie zdążą urosnąć, w drugim mają czasu aż nadto.
A Ty, Anno, znowu narobiłaś mi smaku! :-)
Ach, mówiła mi żona, że dostała od swojej koleżanki słoik suszonych grzybów, a w nich były dwa liście laurowe. Ela zobaczyła je dopiero w domu i nie miała okazji zapytać o powód. Może wiesz, po co są tam wkładane?

Anna Kruczkowska pisze...

Ciekawe jest to, co piszesz Krzysiu. Nie słyszałam o zwyczaju wkładania liści laurowych do słoika. Może wzmacniają zapach grzybów?
Tu w Izerach pojawiły się w końcu małe podgrzybki, ale cały sierpień (to wtedy powstał pomysł tego tekstu ) cięliśmy tylko wielkie stare kapcie.

Sol (Blog Włóczykijów) pisze...

Jaki to piękny tekst!!!! Jest w nim taka... poetyckość wyrazu... :)

Anna Kruczkowska pisze...

Dziękuję,Sól! Właśnie taki miał być. Takie są teksty, które przychodzą do głowy, gdy się chodzi po Górze.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Domownicy zabronili mi wypraw do lasu, bo ostatnio we wszystkim były grzyby, rydze rumienione na maśle, maślaki w śmietanowym sosie, jajecznica na kaniach, opieńkkach, w domu zapach suszonych prawdziwków ... no i tak siedzę w domu i cierpię, mając świadomość grzybowego urodzaju:-) bo w tym "głodzie grzybowym" wcale nie chodzi o posiadanie, tylko szukanie, myszkowanie, frajda ze znalezienia; pozdrawiam serdecznie.

Anna Kruczkowska pisze...

No właśnie! W każdej potrawie grzyby! Na szczęście Ślubny lubi, więc nie narzeka. Na wysyp opieniek właśnie czekamy.

Krzysztof Gdula pisze...

A może liście laurowe dodawane są dla odpędzenia jakichś małych paskudnych żyjątek?
Już wyobrażam sobie Twój dom, a zwłaszcza kuchnię, w czasie urodzaju opieniek… :-)

Anna Kruczkowska pisze...

Całkiem możliwe, bo mole lubią grzyby a nie lubią liści laurowych.