poniedziałek, 14 października 2019

Rodzinny październikowy weekend


Od kilku miesięcy Domek pod Orzechem przeżywa prawdziwy nalot krewnych i znajomych królika. Noclegi u nas stały się bardzo popularne, lada moment trzeba je będzie rezerwować ze sporym wyprzedzeniem (dopóki nie skończymy remontu) . Przez moment wydawało się, że w ten piękny słoneczny weekend będziemy musieli domek nadmuchać, by wszyscy się zmieścili. Koniec końców w czwartek przyjechała kuzynka, a dzień później brat. Weekend był zatem nieco przedłużony, a ja miałam spore problemy z określeniem dnia tygodnia.

Wcześniejszy początek weekendu

Czwartek był dla nas świętem literatury, bo Nobel dla Olgi Tokarczuk wszystkich nas niezwykle ucieszył.
W piątek nie planowaliśmy żadnych wędrówek po Górach Izerskich, gdyż załatwialiśmy pewną ważną dla nas sprawę, o której w następnym poście, za to kuzynka poszła na spacer i wróciła z koszem grzybów. Dopiero, gdy słońce schyliło się ku zachodowi, wybraliśmy się na Kufel podziwiać ostatnie barwne smugi na niebie. Widocznośc byla rewelacyjna, a chmury podświetlone promieniami zachodzącego słońca tworzyły wielowarstwowe widowisko.

Pomysł na sobotę

Aktywnie spędziliśmy za to sobotę. Rankiem odwiedziliśmy mirskie targowisko i... dzielnie nic nie kupiliśmy oprócz warzyw, co w naszym wykonaniu jest prawdziwym heroizmem, bo niejedną filiżankę i paterę trzymałyśmy w rękach. Brat spędził przedpołudnie jako kibic zawodów samochodowych  w Olszyna Motopark (po to przyjechał) . Po obiedzie zaproponowałam wspólny wypad do Pałacu w  Łomnicy
O tym, że imprezy plenerowe organizowane wokół Pałacu w Łomnicy są zawsze świetnie przygotowane i przyciągają rzesze miłośników swojskich produktów i świetnej zabawy, wiedziałam wcześniej,dzięki fotoreportażom Aleksandry z bloga Fotografia moja pasja. W połowie padziernika w Łomnicy odbywają się Pałacowe Dożynki oraz Octoberfest. Jako, że jesteśmy miłośnikami piw kraftowych, taka formuła imprezy bardzo nam odpowiadała. No i mieliśmy kierowcę w osobie kuzynki, która jako jedyna nie pije piwa.

Octoberfest i dożynki w Pałacu w Łomnicy

Gdy dotarliśmy na miejsce zobaczyłam, jak bratu zalśniły oczy. Znaleźliśmy miejsce w stodole, gdzie ustawione były stoiska browarów z różnych regionów Polski i mogliśmy zacząć degustację. Wśród smakowanych przez nas napojów najciekawszym, choć mało piwnym okazało się piwo dyniowe z browaru Koreb z łasku. Słodkie, korzenne było najbardziej wyrazistym płynem, który tego dnia piliśmy. W przerwach pomiędzy kolejnymi degustacjami obejrzałam, co przygotowali lokalni wystawcy po drugiej stronie ulicy. Miody sery, słodycze, wędliny, rękodzieło królowało na niezliczonych stoiskach. Nas ujęły przede wszystkim drewniane dekoracje do ogrodu, przy czym kolejny raz okazało się, ze z bratem mamy podobny gust. W ramach zakupów brat kupił wałek do wykrawania kocich ciastek, a ja nie mogłam oprzeć się tureckim słodyczom.

Popołudnie w miłym towarzystwie

Nie stoiska okazały się jednak w tym dniu najważniejsze, a towarzystwo. Ławę dzieliliśmy z niezwykle sympatyczną rodziną. A bratanie było tym intensywniejsze, im więcej degustowaliśmy piw. Pod koniec łączyła nas już nie tylko miłość do piw rzemieślniczych, ale niezliczona ilość podobieństw i zbiegów okoliczności, jak np. daty urodzin, hobby, czy poglądy. Imprezę zakończyliśmy zostawieniem namiarów.
Niedziela zaczęła się leniwie. Kawa, podziwianie słonecznego poranka, rodzinne rozmowy,  potem rodzinka się rozjechała. Ślubny odpoczywał, a mnie poniosło w las. Byle iść, byle przed siebie... Niestety, grzyby zmuszały do ciągłego schylania i nie wiadomo kiedy miałam pełny kosz, z którym koniecznie należało wrócić do domu.
To był bardzo udany weekend.





22 komentarze:

  1. Ooo, jak to piwo łączy ludzi :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, polecisz pałac w Łomnicy do odwiedzenia tak prosto z marszu, czy raczej ciekawiej jest tu w trakcie tych różnych eventów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy, ile masz czasu. Zdecydowanie ciekawiej jest w trakcie imprez, bo w innym czasie to po prostu zabytkowy hotel z restauracją i pięknym parkiem.

      Usuń
  3. Miód na serce takie odwiedziny, choć czasami męczące:-) pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo intensywny weekend. Cieszę się, że mogłam swoim wpisem zainspirować do wypadu na kiermasz. W tym roku jeszcze kilka będzie, najbliższy w listopadzie. Zawsze są okazje, do takich festynów. A ruch w Domku pod orzechem - fajna sprawa. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie spędzony czas, tak jak właśnie lubię!! Miejsce fantastyczne

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowne chwile... może trochę zamieszane, może nieprzewidziane ale... czyż nie w tym właśnie tkwi prawdziwy sens? Oby takich więcej:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oby jak najwięcej takich weekendów! :) I u nas zapowiada się podobny <3 Nie mogę się już doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba! Z drugiej strony, czasem potrzeba też odrobinę oddechu.

      Usuń
  8. Skoro były degustacje piw to zapraszam w ostatni weekend listopada na Lubelskie Targi Piw Rzemieślniczych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę nam nie po drodze, ale będę czekać na Twoją relację!

      Usuń
  9. Ani jednej kupionej filiżanki? Faktycznie, to przejaw heroizmu :-)
    Teraz tyle piw się waży w małych browarach, że wybór oszałamia. W ostatnich dniach przekonałem się o tym po raz kolejny.
    Anno, a nie marzy Ci się cichy i spokojny weekend tylko we dwoje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Krzysiu, niektóre są całkiem ciche ;)

      Usuń
    2. Tym bardziej doceniane, że tylko niektóre.
      Nie wiem, jak to się stało, że napisałem ż, a nie rz. Po prostu ślepota.

      Usuń
    3. Hahah, myślałeś i wadze a nie o warce 😂

      Usuń
  10. Dmuchaj ten domek, zaraz wpadnę bo wesoło macie :D Niezwykle atrakcyjny weekend, sama skosztowałabym tego piwa dyniowego :) Nobel dla pani Olgi też sprawił mi dużo radości :) Zasłużyła na niego :)

    OdpowiedzUsuń