niedziela, 11 lipca 2021

Na Bobrowe Skały w Górach Izerskich- moja rowerowa wycieczka


 Bobrowe Skały to jedno z najciekawszych i najpopularniejszych miejsc na Kamienickim Grzbiecie. Znajdują się jednak na tyle daleko od Domku pod Orzechem, że odwiedzam je rzadko, by nie rzec, że wcale tam nie bywam. Co najzabawniejsze, często to miejsce polecam, jako godne zobaczenia.

Zapraszam na wycieczkę w czasie i przestrzeni.

Dawno temu, niebieskim szlakiem


Było to... 35 lat temu, gdy jako młoda kobieta spędzałam w Domku pod Orzechem każde wakacje i sporo weekendów. Tamtego dnia wyruszyłam pewnie bardzo wcześnie, myślę, że ok. szóstej rano, bo plan miałam iście szatański (choć ja go wtedy tak nie postrzegałam) Chciałam niebieskim szlakiem z Rozdroża Izerskiego przejść do Bobrowych Skał i dalej na Zakręt śmierci i do Szklarskiej Poręby, tak, by zdążyć na jedyny popołudniowy autobus do Świeradowa Zdroju i jeszcze przed zmrokiem wrócić do Domku pod Orzechem na pieszo ze Świeradowa lub Rozdroża (dziś już nie pamiętam, którą drogę wybrałam na zakończenie)

Z tamtej długodystansowej wycieczki (jak widać zawsze lubiłam pokonywać własne ograniczenia) nie pamiętam zbyt wielu szczegółów. Raczej ulotne refleksje, wspomnienia wracające wraz z powrotem w dane miejsce. Zostało mi kilka migawek. Las o dziwo nie zniszczony przez klęskę okoliczną i ledwo widoczną ścieżkę ginącą co i rusz między drzewami, wielogodzinną monotonną wędrówkę tym lasem bez ostrych podejść lub zejść, łany żółtej arniki na Babiej Przełęczy i... opuszczony budynek restauracji u podnóża Bobrowych Skał. Potem szybkie zejście do Górzyńca, Zbójeckie Skały, Zakręt śmierci. Zdążyłam na autobus. Były to czasy, sprzed ogólnodostępnych telefonów i mknących co i rusz samochodów. Gdybym nie zdążyła, skazana byłam na łapanie okazji, co wcale nie było takie proste. Dlaczego o tym piszę? Bo w czasie tamtej wycieczki przez Bobrowe Skały, ja ich nawet nie zauważyłam! Zakrywała je mgła oraz budynek restauracji.

Z Domku pod Orzechem na Bobrowe Skały


Tym razem na wycieczkę wybrałam się rowerem, by móc spokojnie wrócić na kolację do domu. Wyjechałam przed dziesiątą, zaopatrzona w kanapki, kawę w termosie i trochę owocowych batoników. Na Rozdroże Izerskie pędziłam najkrótszą z możliwych dróg przez Płokowy Mostek, na którym przez krótką chwilę obserwowałam kaczkę z kaczętami. 

Potem szybko pokonałam Średnią Drogę, zatrzymując się raz, by zerwać kilka dorodnych poziomek. A potem rower toczył się wzdłuż Małej Kamiennej, która po ostatnich burzach toczyła rude, spienione wody. Urokliwy to potok, pomyślałam więc, ze to w nim wracając zmyję trudy wycieczki.


Cudną tę rzeczkę opuściłam na wysokości mostku, którym poprowadzono zielony szlak rowerowy (choć ja tam żadnego rowerzysty nie spotkałam) Szlakiem pnącym się cierpliwie pod górę dojechałam do Koziej Szyi, mijając w ten sposób fragment drogi, jaka rok wcześniej pokonywałam z bratem. Wtedy z Przełęczy zjechaliśmy do wsi i wracaliśmy już do Gierczyna. Tym razem to nie była nawet połowa mojej wycieczki!

Niebieskim szlakiem pieszym ruszyłam na Polanę Czarownic. Znów podążałam ścieżką wspomnień. Wąską, wymagająca od rowerzysty sporych umiejętności i skupienia. Najtrudniejszy odcinek miałam jednak cały czas przed sobą. Na Polanie Czarownic zatrzymałam się na kawę.


Zrobiłam sobie mini sesję zdjęciową z miotłą i ruszyłam w kierunku swojego celu. Nie była to łatwa droga, single treki zdają się przy niej rozrywką dla początkujących. Wystające korzenie, błotne kałuże, wielkie kamienie i spora różnica wzniesień: góra dół, sprawiały, że Musiałam być maksymalnie skupiona na drodze. To był ten moment, gdy każdy mięsień rowerzysty musi idealnie zjednoczyć się z mechanizmem roweru, gdy człowiek i maszyna zaczynają splatać się i stawać jednością, a wszelkie myśli i problemy przestają istnieć. Jest tylko człowiek, rower i droga do pokonania. Ale tego właśnie potrzebowałam. U podnóża Bobrowych Skał stanęłam wyciszona i jakby odrodzona po emocjach ostatnich dni.

Patrzyłam na piętrzącą się przede mną piramidę głazów i zastanawiałam się, jak mogłam jej nie zauważyć te 35 lat temu. Przeszłam obok ruin restauracji, zagłębiłam się w kasztanowa aleję i dostrzegłam wspomnienie ścieżki. Cień prawie. Schodziła ostro w dół. To nią musiał być prowadzony kiedyś niebieski szlak. Minęłam skały o kilka metrów, nie widząc ich wcale. Tym razem chciałam to nadrobić.


Bobrowe Skały – ciekawe miejsce na Kamienickim Grzbiecie

Kamienicki Grzbiet to moje ukochane izerskie pasmo. Co ciekawe, popularnością cieszą się zaledwie dwa krańcowe miejsca: Sępia Góra na zachodnim krańcu i Bobrowe Skały na wschodzie.


Na Bobrowe Skały można dotrzeć kilkoma drogami. Najkrótsza prowadzi niebieskim szlakiem od Latoniowa. Można też przejść żółtym z Piastowa lub zielonym z Górzyńca. No i oczywiście tak jak ja: niebieskim od Rozdroża Izerskiego.


Same skały to niesamowicie ciekawa formacja, na która da się wejść po metalowej drabince. Mocno nagryzione zębem czasu barierki to raczej rozrywka dla ryzykantów, więc trzeba być bardzo ostrożnym. Jeśli jednak się wejdzie, to nagroda gwarantowana! Można poczuć się jak bohaterowie Tytanica, gdyż jedna ze skał przypomina dziób okręt, a barierki aż proszą się, by odegrać słynną scenę.

Ze szczytu rozciąga się cudowna panorama zarówno na Pogórze Izerskie, Góry Kaczawskie jak i na Karkonosze i Wysoki Grzbiet w Górach Izerskich. U podnóża przygotowano 2 miejsca biwakowe, gdzie można zrobić ognisko i odpocząć.


Ja odpoczywałam ukryta wśród skał szczytowych, bo przecież lęk przestrzeni jest mi obcy. Skryta od ludzi piłam ulubioną kawę z widokiem na Karkonosze. wirtualna kawa



Bobrowe Skały to idealne miejsce nie tylko na popołudniową wycieczkę, ale także popularne skałki wspinaczkowe. Gdy siedziałam wśród kamieni, obserwowałam kilkoro wspinaczy z linami, jak pięli się po pionowych ściankach.

Trasa do Bobrowych Skał zajęła mi więcej czasu niż przypuszczałam, bo też nie spieszyłam się, delektując się samotnością i górami. Teraz jednak należało wracać do domu na kolację.

Z Bobrowych Skał do domu

Wracałam nieco zmodyfikowanym wariantem drogi, zjeżdżając szybciej w doliny, planowałam skręcić w wypatrzony na mapie dukt, jednak widok zarośniętej chaszczami drogi zniechęcił mnie do eksploracji (co innego gdybym szła pieszo), wiodła mnie więc szutrowa wstęga, jechałam ze sporą szybkością czując wiatr we włosach i niesamowitą lekkość pustej i wywietrzonej głowy. 


Nim się spostrzegłam stałam na moście nad Małą Kamienną. Zeszłam na brzeg, zdjęłam przepocony strój rowerowy i zanurzyłam się w chłodnej toni. Przyjemny chłód przeniknął ciało, woda dodatkowo zmyła resztki smutków. 


Dalej było już Rozdroże Izerskie, Średnia Droga i Płokowy Mostek. Tu zatrzymałam się, by nazbierać jagód na deser, potem jeszcze trochę poziomek i mogłam podjeżdżać na 5 Dróg. Dom był coraz bliżej.


Wycieczka, w czasie której zrobiłam ponad 40 km po bardzo zróżnicowanym terenie zajęła mi prawie osiem godzin, ale były to cudowne, samotne godziny z nielicznym kontaktem z innymi ludźmi.

A noc spędziliśmy pod gwiazdami. I nawet kilka spadło. Widziałam też sporo świetlików.


Wiecej izerskich skał znajdziecie w poprzednim wędrówkowym poście, Niedwiedzia Skała a do niedługo pojawi się zbiorcze zestawienie ze skałami Kamienickiego Grzbietu.


28 komentarzy:

  1. Nie wiem jak to robisz, ale oglądam zdjęcia i czuję jakbym stała obok Ciebie :) Zazdroszczę talentu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Otworzyłem mapę i znalazłem Twoje skały. Ależ kawał drogi! Na piechotę w obie strony zajęłaby praktycznie dwa dni. Aniu, zdradzę Ci sekret: bałbym się szybko jechać (czyli ponad 10 km/h) rowerem po wertepach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja na tych technicznych zjazdach też nie szarżuję. A co do długości trasy, cały czas zachodzę w głowę, jaką musiałam mieć kondycję, że te 35 lat temu doszłam do Szklarskiej i potem jeszcze pieszo wróciłam z Rozdroża lub Świeradowa.

      Usuń
  3. Zaraz, zaraz! A co dalej było z miotłą? Poleciałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrałam rower. To już kolejny raz, gdy miotła przegrała z rowerem.

      Usuń
    2. Wybrałbym miotłę, tylko ta nie chce się mnie słuchać.
      Nie lata.

      Usuń
  4. Taka rowerowa wycieczka na pewno jest super, ale wyczerpująca. Ciekawy opis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim wypadku wyczerapnie po wycieczce jest dodatkowym atutem.

      Usuń
    2. No to dobrze, że w ten sposób odbierasz takie wycieczki :)

      Usuń
  5. Lubię wycieczki rowerowe, ale te dla mnie za bardzo ekstremalne. Nie mniej cudowne widoki. Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona ekstremalna była tylko kawałkami, ale faktycznie, wymaga umiejętności poruszania się rowerem po górach.

      Usuń
  6. Paulina Kwiatkowska13 lipca 2021 18:17

    Dawno nie byłam na dłuższej rowerowej wycieczce, bardziej wolę spacerować, ale tutaj za daleko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rowere jest super właśnie na takie dłuższe trasy.

      Usuń
  7. Nie znamy tych miejsc,ale dzięki Twojej relacji już zdążyliśmy się w nich (wirtualnie) zakochać!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowna podróż. Piękne widoki. No i ta orzeźwiająca kąpiel - wow! Zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj to przebyłaś bardzo długą drogę...Mój Syn zna ją i twierdzi, że to bardzo trudne. Dla mnie niewykonalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, gdy od lat jeździ się po tych terenach, to patrzy się nieco inaczej na skalę trudności.

      Usuń
  10. Świetna wycieczka. Ja swego czasu bardzo często zaglądałam idąc z Górzyńca. Myślałam, że zostały poprawione barierki na skałach. Jak widać z Twojego opisu nic nie zmieniło się w tym temacie. A z polany Czarownic zawędrowałam kiedyś do Kopańca. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie zmieniło. Jest niebezpiecznie. Miejsce piękne mimo zaniedbania.

      Usuń
  11. Atrakcyjne wakacje z dzieckiem15 lipca 2021 15:00

    Być może i my odwiedzimy do miejsce jak uda się nam wyjechać

    OdpowiedzUsuń
  12. a kto zrobił kolację ;-) ? pewnie nie dotrzymałabym Ci tempa, ale chętnie wybrałabym się na takie zapomnienie w góry :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, ja zrobiłam kolację, a tempo mogę dostosować do innych.

      Usuń
  13. "Ja, rower i droga do pokonania" jak to cudnie brzmi 🥰

    OdpowiedzUsuń