Otworzyłam blog i… przeżyłam chwilę szoku! Poprzedni wpis opublikowałam dwa miesiące temu. DWA miesiące! Tak długiej przerwy nie było tu nigdy. Czyżbym porzuciła ten projekt? Nie! Absolutnie nie zamierzam porzucać bloga, tylko… pochłonęło mnie życie i… no dobra, przyznaję Instagram. Tam starałam się być w miarę na bieżąco, bo otwarte projekty wymagały działania. Ale sporo czasu spędzałam off-line, a działo się dużo. Bardzo dużo.
Lipiec 2026
Początek lipca mieliśmy deszczowy i spokojny. Zajmowałam się wyplataniem smużek ziołowych i pisaniem ebooka o nich.
Sporo czytałam i jeszcze więcej słuchałam audiobooków. Działałam w ogrodzie i robiła przetwory z czereśni. A potem… a potem rozpoczął się maraton rodzinny. Najpierw przywiozłam do Domku pod Orzechem Małą M ( z którą wcześniej byłam na dwóch wystawach) , potem przyjechał Piotr z Agatą i Panną M. Ależ mieliśmy radość z obserwowania obu naszych wnuczek!
Następnie pojawiła się Gui. Z każdym chciałam spędzić czas, każdemu poświecić całą swoją uwagę i inne sprawy zeszły na dalszy plan. Chodziliśmy po górach, spędzaliśmy czas nad wodą, wędrowaliśmy łąkami i bawiliśmy się w najlepsze.
Sierpień 2026
Ledwie wyjechały wnuczki, przyjechała Chuda z Krisem. Potem jak co roku mieliśmy punkt żywieniowy na maratonie rowerowym. Następnie gościliśmy rajd konny i uczestniczyliśmy w wiejskim festynie.
Chuda i Kris wyjechali, przyjechała kuzynka. Chodziłyśmy po okolicy, odwiedziłyśmy Bolesławiec.
Na weekend przyjechali szwagrostwo. Potem wszyscy wyjechali, za to gościliśmy kolejny rajd konny , a na koniec sierpnia przyjechał kuzyn z Wybrzeża na zlot motorowy, który odbywał się w naszej wsi.
Teraz mamy kilka dni oddechu, ale potem znów będzie się
działo!
Obiecuję, że do kilku wydarzeń wakacyjnych jeszcze wrócę, no i przede wszystkim opowiem o wakacyjnych lekturach, bo kilka z nich było naprawdę ciekawych!









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz