Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maliny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 sierpnia 2018

Malinowe impresje

Jest taka piosenka Urszuli, która męczy mnie ilekroć idę z wiaderkiem zbierać maliny. Podejrzewam, że pokolenie dorastające w latach osiemdziesiątych już wie, że nucę wtedy "Malinowego króla".  I nieważne, że tekst z podtekstem i w sumie infantylny, i jakiś taki podejrzany,choć przecież o miłości. Melodia jednak zapada w pamięć i już.

piątek, 18 lipca 2014

Sielanka w Domku pod Orzechem

Myślałam, że gdy dojadę do Domku pod Orzechem będę bardzo zmęczona, że kolejny dzień spędzę leżąc na leżaku przed domem lub na łąkę wyciągnę materac. Okazało się jednak, że Gierczyn „zaatakował mnie” wszystkimi możliwymi doznaniami i nie było mowy o leżeniu. Już o 6.00 piłam kawę pod orzechem, słuchałam ptasich treli i jęczenia mojego psa, ktry domagał się rzucania kamyczka. Z łąki dochodził przyjemny zapach skoszonej trawy, która zamieniała się w wonne siano, słonko lekko przygrzewało, ale nie paliło.

-Będę robić nic- marzyłam, sącząc niespiesznie swoja kawę. Błoga sielankę przerwał Ślubny, szykujący się do malowania kolejnej części naszego dachu. Przeniosłam się domu, spojrzałam w sufit- a tam girlanda pajęczyn. Nie dawały mi spokoju. Tańcząc z miotłą posprzątałam pokój i kuchnię, potem zrobiłam przepierkę i... usłyszałam znajome terkotanie traktora. Sąsiad nadjechał, aby zebrać siano. Nie ruszam się, poradzą sobie beze mnie, zrozumieją, że odpoczywam... spadają pierwsze krople deszczu, zza góry słychać pomruki burzy...

Ech... łapię za grabie i dołączam do ludzie spieszących się, aby zebrać siano w kopy. Nim rozpadało się na dobre, moja łąka została ozdobiona kilkoma kopami siana (niewiele udało się zwieźć tego dnia do stodoły, większość została na łące)
Jest południe.. szykuję obiad a potem , gdy już przestaje padać idę poszukać kurek.
- Nie ma grzybów, gdzie będziesz szła- przekonuje sąsiad.
- Jagód też niewiele- dodaje Ślubny. Ja jednak idę. Jagód faktycznie tyle, żeby do twarożku dołożyć, za to mnóstwo malin. A wśród borówkowych krzaczków pięknie żółcą się malutkie kurki. Po chwili do moich zbiorów dołącza dorodny czerwony kozaczek, potem drugi.

Spacer kończę na ulubionym punkcie widokowym na Kuflu.
Grzyby będą na kolejny obiad, owoce zjem z twarożkiem i śmietanką, które dostałam od sąsiadki.

Tak... jestem w Gierczynie...