Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bakalie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bakalie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lipca 2016

Fit naleśniki na budyniu

Lubicie naleśniki? Ja uwielbiam! Zazwyczaj, gdy robiła je mama zjadałam kilka. Niestety, te robione przez mamę były bardzo koloryczne, a ja staram się odżywiać bardziej racjonalnie. Na szczęście odkryłam naleśniki budyniowe i to jest dokładnie to, czego potrzebuję! Zapraszam po przepis na fit naleśniki z budyniu bez mąki pszennej.

sobota, 14 grudnia 2013

Przepis na babski wieczór przed świętami.

4 ciemne piwa, gorzka czekolada, katarzynki, trzy noże, trzy deski, góra bakalii, to według dziewczyn przepis na babski wieczór przed świętami.
No ale może od początku: z moją przyjaciółką mamy małą tradycję- przed świętami spotykamy się na gotowaniu moczki. Nie inaczej było i w tym roku. Gdy wróciłyśmy z Chudą z jarmarku, o którym napiszę w poniedziałek, szybko ugotowałam to, co zamierzałam, by późnym popołudniem spokojnie zająć się przygotowywaniem tradycyjnej śląskiej moczki. Moi bliscy nie wyobrażają sobie, by mogło jej zabraknąć na wigilijnym stole. Każda śląska gospodyni ma swój przepis, który w szczegółach różni się od tych, podawanych w książkach kucharskich i w Internecie. A że przekazywany jest w tradycji ustnej, wiec i ja szczegółów swojego nie zdradzę.
Dzień wcześniej ugotowałam rybny rosół na pasternaku , w którym zamoczyłam piernik. Gdy przyszła przyjaciółka, należało do tak przygotowanej bazy wrzucić resztę produktów. Na pierwszy ogień poszło ciemne porterowe piwo, przy czym cześć owego specjału wylądowało w naszych szklaneczkach. Z szafek powyjmowałam resztę produktów: suszone owoce, bakalie i orzechy. Każda z nas wzięła nóż i deskę i zaczęłyśmy krojenie. Bawiłyśmy się przy tym świetnie, wspominając a to zeszłotygodniowy huragan, a to minione święta, a to jakieś anegdotki. Kolejne porcje bakalii lądowały w wielkim garze, wszystko bulgotało i pachniało. Co jakiś czas mieszałam, dolewałam kolejne piwo, dodawałam następne ingrediencje.


Po 2 godzinach brązowa masa była prawie gotowa. Wtedy zaopatrzyłam dziewczyny w łyżeczki i poprosiłam, by spróbowały i określiły, co jeszcze dodać. Zgodnie stwierdziły, że brakuje powideł śliwkowych (jeden słoik okazał się za mało) . Dorzuciłam zatem drugi i teraz smak był już idealny (oczywiście, jak co roku wyszedł wielki gar słodkiej mazi, którą będę rozdawała tym, którzy są mi wyjątkowo bliscy).
Przelałam specjał do słoików i zagotowałam. Będzie spokojnie czekał sobie do wigilii.

I tak tradycji stało się zadość.