Zakup tradycyjnego prezentu to nic trudnego. Kilka klików, płacenie online i już. Po kilku dniach obdarowany może cieszyć się (lub nie) z rzeczy , którą się mu kupiło. Właśnie, czasem prezent jest nietrafiony, zalega w szafie lub ląduje na śmietniku. Zamiast więc kupować cokolwiek, lepiej poszukać innej opcji. Coraz większym powodzeniem cieszą się prozenty niematerialne, nastawione na doznania innego typu. wtorek, 20 listopada 2012
Co zamiast tradycyjnego prezentu? Podaruj emocje!
Zakup tradycyjnego prezentu to nic trudnego. Kilka klików, płacenie online i już. Po kilku dniach obdarowany może cieszyć się (lub nie) z rzeczy , którą się mu kupiło. Właśnie, czasem prezent jest nietrafiony, zalega w szafie lub ląduje na śmietniku. Zamiast więc kupować cokolwiek, lepiej poszukać innej opcji. Coraz większym powodzeniem cieszą się prozenty niematerialne, nastawione na doznania innego typu. niedziela, 18 listopada 2012
Listopadowe śniadanie
Listopad ze swoimi mgłami, późnym świtem i ogólną melancholią
jest doskonałym czasem na zwolnienie obrotów i celebrowanie codzienności.
Niedziela zaś wydaje się do tego stworzona.
Dla nas niedziela rozpoczyna się śniadaniem, które
niejednokrotnie przeciąga się prawie do południe. Nie inaczej było i dzisiaj.
Szwedzki stół, kawa w dzbanku, herbata , obowiązkowo jajka i jakieś sosy.
Zasiedliśmy w czworo , śmiejąc się i przekomarzając, potem młodsza część
rodziny wróciła jeszcze do pościeli, leniuchować i odpoczywać. Z mężem
siedzieliśmy nadal przy kawie i jabłeczniku. Słuchaliśmy programu Beaty
Pawlikowskiej. Audycja stała się pretekstem do rozmowy o podróżowaniu, o tym,
że lubię czasem pobyć sama ze sobą i nie nudzi mnie 6 godzin samotnej jazdy
rowerem. Wróciły też wspomnienia z sierpniowej eskapady i naszych maratonów.
- Wiesz, lubię jeździć z Marzenką, bo ona potrafi milczeć.- stwierdziłam.
- Niemożliwe.- mąż nie krył zdziwienia, bo żyje w
przekonaniu, że nam to się buzie nie zamykają.
- Naprawdę, czasami jechałyśmy po kilka godzin , zamieniając
ze sobą zaledwie kilka słów. Dopiero na postojach dzieliłyśmy się
spostrzeżeniami. – kontynuowałam- z Czesią jeździ się zupełnie inaczej, ona
rzeczywiście ma potrzebę mówienia.
- Wyobrażam sobie.- mruknął mąż, przypominając sobie
wszystkie nasze wspólne posiłki, w czasie których więcej jest rozmów niż
jedzenia.
Rozmowa dalej toczyła się w tym klimacie. Jednocześnie
przygotowywałam kolejne zestawy prezentowe- butelki i pudełka ozdabiane metodą
decoupage. W butelki wlejemy domowe wino, w pudełeczkach pojawią się pierniki,
które za kilka dni zacznę piec.
Wreszcie do kuchni zawitała i Chuda, a wtedy mąż dyskretnie
się ulotnił, abyśmy mogły spokojnie oddać się kobiecym pogaduszkom.
sobota, 10 listopada 2012
Czekoladowa Lokomotywa w Gryficach
Listopad skłania do melancholii i popadania w zadumę, czy
wręcz chandrę. Aby tego uniknąć, ciągle szukamy sobie zajęcia. Sobota była na
tyle pogodna, że można było wsiąść na rower i pognać przed siebie. Pognać to
może trochę za dużo powiedziane zwłaszcza, gdy przez 20 km silny wiatr wieje w
twarz. Nie mniej jednak na wycieczkę pojechałyśmy. Pretekstem stały się zakupy
w Lidlu, gdzie w tym tygodniu można było kupić ubrania narciarskie, a ponieważ
u nas nie myśli się o zimowych rowerzystach, wiec większość z nas w zimie
korzysta ze strojów narciarskich;) Bluzy polarowe, ciepłe skarpety, rajstopy
przydadzą się na pewno.
czwartek, 8 listopada 2012
Asterix i Obelix po raz n...
Z okazji "Śród z Orange" wybraliśmy się z K. do kina. Ale że, jak wszyscy wiedzą, jestem hipsterem od czasów, gdy hipsterstwo jeszcze nie istniało, nie poszliśmy na nowego Bonda, jak zatrważająca część kolejki do kasy. O nie! My, jak przystało na poważnych studentów, wybraliśmy się na film pt. "Asterix i Obelix: W służbie Jej Królewskiej Mości" w reżyserii Laurenta Tirarda.
Mam do tej serii jakiś taki sentyment - pamiętam jeszcze z jaką niecierpliwością czekało się na kreskówki o losach sympatycznych Galów lecące w TV.
W tej części Obelix odnajduje miłość życia, Asterix marudzi, a Brytyjczycy piją wrzątek. W dodatku twórcy polskich tekstów chyba byli pod ogromnym wrażeniem umiejętności językowych Dżoany Krupy, co jest bardzo dobrze słyszalne w wypowiedziach Brytów i na początku było denerwujące i uciążliwe. A Cezar nie jest Cezarem.
W filmie tym ujęło mnie jednak kilka rzeczy - latający Normanie, Obelix, którego fanką pozostanę chyba dozgonnie oraz suknie Brytyjek.
Muzyka w tej produkcji była właściwie niezauważalna - wtapiała się w tło, w pamięć zapadł mi tylko jeden utwór.
Znalazło się tam też kilka nawiązań do filmów kultowych, jak np. "Gwiezdne Wojny".
wybraliśmy się na wersję w 3D - był to ostatni seans Asterixa i Obelixa, a wcześniej wybrać się do kina nie mogliśmy. 3D było jednak na tyle subtelne, że odbiór filmu w żaden sposób nie zmieniłby się raczej bez niego. Kilkakrotnie wokół padał śnieg, raz coś chciało mi wybić oko, a poza tym widoczna byłą jedynie przestrzenność nieco głębsza, niż ta w wersji 2D.
Zabrakło mi w tej produkcji czegoś. Film był... rozczarowaniem? Nie, to chyba zbyt mocne słowo. Co prawda daleko mu było do części z Kleopatrą, zagraną przez boską M. Bellucci. Niemniej jednak bawił, obyło się raczej bez płakania ze śmiechu, ale śmialiśmy się w głos dość często, a tego przecież oczekujemy po tego typu obrazach.
"Asterix i Obelix: W służbie Jej Królewskiej Mości" nie jest filmem, o którym powiem: idziecie koniecznie! Jest lekki, zabawny, porusza też temat przyjaźni i robi pod górkę historykom, ale widziałam już w życiu lepsze filmy (gorsze w prawdzie też). Z jego obejrzeniem można jednak poczekać aż pojawi się na DVD albo zastanie wyemitowany na którąś Gwiazdkę w TV.
środa, 7 listopada 2012
Zakupy grupowe, rozdział kolejny
Groupon.pl tak lubi mnie i Rudą, że sprezentował nam po 20 zł do wydania na dowolną ofertę. Obie wybrałyśmy coś do wszamania. W przypadku mamy było to sushi, ja zdecydowałam się na kanapki w Subwayu, na które zdążyłam już zaprosić swojego K.
Cóż mogę napisać o ofercie tego właściwie fast fooda? Kilka dobrych rzeczy - przede wszystkim nasza kanapka przygotowywana jest przy nas, wszystko odbywa się na naszych oczach, do wyboru jest ogrom składników, a ilość warzyw w kanapce powaliła nawet mnie. Do wyboru mamy kanapkę 15- i 30centymetrową. Myślę, że ta mniejsza jest doskonałym rozwiązaniem na drugie śniadanie, my natomiast zamówiliśmy sobie po dużej i bez najmniejszego problemu można było uznać, że jesteśmy po obiedzie. moim zdaniem jest to bardzo ciekawa pozycja na tle innych sieciowych restauracji szybkiej obsługi - proponuje posiłki zdecydowanie zdrowsze, lepiej zbilansowane, sycące na dłużej i w całkiem przystępnych cenach.
Na sushi niestety się z Rudą nie wybrałyśmy, jak to było w planach, gdyż okazało się, że konieczna jest rezerwacja stolika. Nic straconego - kupon jeszcze przez jakiś czas zachowuje ważność, więc zdążymy jeszcze przekonać się, czy surowa ryba, to coś co chcemy jeść.
Ze względu jednak na to, że nie miałam żadnej alternatywy obiadowej, wybrałyśmy się na placki po węgiersku na Turzynie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

