Od wielu dni z niepokojem przyglądałam się dojrzewaniu węgierek na ich trzech śliwach. Mnogość owoców z jednej strony cieszy, z drugiej napawa troską. Po pierwsze ciężkie od owoców gałęzie uginają się niebezpiecznie grożąc złamaniem, po drugie, przecież ktoś te wszystkie śliwki musi przerobić!
sobota, 10 września 2016
czwartek, 8 września 2016
Hostel Krokus- miejsce, do którego chce się wracać
Gdy trzy lata temu pierwszy raz zarezerwowałam noclegi w hostelu Krokus w Karpaczu, byłam pełna obaw. Zdjęcia wyglądały zachęcająco, ale cena noclegu była zaskakująco niska. Pierwsze wrażenia opisałam na blogu, więc nie będę do nich wracać, Ale już wówczas obiecałam sobie, że poświęcę czas i miejsce na osobny wpis. Potrzebowałam na to aż trzech lat...
środa, 7 września 2016
Ziołologia cz. 1
Jest wiedza przekazywana przez pokolenia. I jest wiedza wyniesiona z książek. Zwykło się sądzić, że jedna drugiej przeczy albo przynajmniej odbiega znacznie. Czasem jednak dzieje się inaczej, czasem wiedza pokoleń zakorzenia się głęboko, kłuje pod bokiem, tkwi w głębi świadomości i pcha we właściwą stronę, do właściwych książek. I później nie wiadomo już, co wie się od zawsze, a co wyniosło się z tekstów. Wtedy wiedza staje się pełniejsza, lepsza, ugruntowana doświadczeniem nie tylko pokoleń matek i córek, ale także badaniem naukowców i badaczy.
wtorek, 6 września 2016
Maraton Liczyrzepa- poczuć się jak Majka
Jest piątkowe późne popołudnie w Karpaczu. Tradycyjnie, mimo szczerych chęci spóźniamy się na odprawę techniczną. Niestety, z Trzebiatowa do Karpacza jedzie się długo i tyle.
Kilka minut wcześniej zameldowaliśmy się w hostelu Krokus, teraz odbieramy pakiety startowe. Stylowe czarne koszulki, które znajdują się w pakiecie, tak nam się podobają, że natychmiast musimy je nałożyć.
Witamy się ze znajomymi, odpytujemy Orga Staszka z trasy (bo przecież zmieniona, a my na odprawie nie byłyśmy :( ) Decydujemy się na kolacje w Dworze Liczyrzepy, gdzie tradycyjnie już znajduje się biuro maratonu. Dania wyglądają smakowicie i takie są.
Kilka minut wcześniej zameldowaliśmy się w hostelu Krokus, teraz odbieramy pakiety startowe. Stylowe czarne koszulki, które znajdują się w pakiecie, tak nam się podobają, że natychmiast musimy je nałożyć.
Witamy się ze znajomymi, odpytujemy Orga Staszka z trasy (bo przecież zmieniona, a my na odprawie nie byłyśmy :( ) Decydujemy się na kolacje w Dworze Liczyrzepy, gdzie tradycyjnie już znajduje się biuro maratonu. Dania wyglądają smakowicie i takie są.
czwartek, 1 września 2016
Blondynki w lunaparku
Uwielbiamy wspólnie spędzać czas, niestety, odkąd Gui wyprowadziła się do Wrocławia mamy mniej okazji do babskich spotkań. Gdy jednak udaje nam się znaleźć dla siebie czas, chcemy go spędzić jak najpełniej.
W sierpniu Gui spędzała kilka dni w Trzebiatowie, gdy szykowałyśmy się na wyprawę. Wtedy też postanowiłyśmy skorzystać z zaproszenia Krzysztofa i spędzić popołudnie w lunaparku w Ustroniu Morskim. Wybierałyśmy się jak sójki za morze, a na opłotkach Trzebiatowa okazało się, że zapomniałam reklamówki z "wałówką" dla Krzysia i trzeba było zawrócić.
W sierpniu Gui spędzała kilka dni w Trzebiatowie, gdy szykowałyśmy się na wyprawę. Wtedy też postanowiłyśmy skorzystać z zaproszenia Krzysztofa i spędzić popołudnie w lunaparku w Ustroniu Morskim. Wybierałyśmy się jak sójki za morze, a na opłotkach Trzebiatowa okazało się, że zapomniałam reklamówki z "wałówką" dla Krzysia i trzeba było zawrócić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

