Otwarte Ogrody Pogórza Izerskiego to oddolna inicjatywa gospodarzy naszego regionu. Właśnie trwa 5 edycja. Od samego początku kibicujemy tej akcji i kolejny raz aktywnie w niej uczestniczymy, otwierając swoje podwoje dla gości spragnionych natury i spotkań z innymi ludźmi.
Przygotowania do kolejnej edycji Otwartych Ogrodów
Nasza agroturystyka uczestniczy w Otwartych Ogrodach po raz czwarty. W ubiegłym roku skupiona byłam na innych zadaniach, więc odpuściłam, ale gdy pojawiły się zapowiedzi tegorocznej edycji , od razu zapisałam nasz niby ogród. Co prawda, zrobiło się małe zamieszanie, bo pierwotnie planowałam imprezę na czas kwitnienia storczyków, by je na naszej łące pokazać, ale nałożyło się nam kilka różnych zadań i na szybko przekładałam termin spotkania w naszym ogrodzie. Finalnie spotkaliśmy się w ostania niedzielę czerwca w samo południe.
Z niepokojem patrzyliśmy na podnoszący się słupek rtęci w naszych termometrach. Zapowiadała się ekstremalna pogoda i zaczynaliśmy wątpić, czy ktokolwiek w tym żarze zechce wybrać się na izerskie łąki. Zrezygnowaliśmy ze zwyczajowego ogniska, ustawili wszelkie zadaszenia. Przygotowałam wiele litrów zimnych napojów i czekałam.
Otwarte Ogrody Pogórza Izerskiego w Domku pod Orzechem
Jakież było nasze zaskoczenie, gdy około dwunastej łąka poniżej domu zapełniła się autami! Nasi goście nie zawiedli i mimo morderczego upału przyjechali posłuchać gawędy o ziołach i posiedzieć w cieniu orzecha. Wielu z nich okazało się stałymi bywalcami, a i nowe osoby przybyły zachęcone opisem na stronie organizatora. Nie było nikogo przypadkowego.
O 12.30 wyruszyliśmy z parasolami i w kapeluszach na Kufel. Pokazałam łąkę, opowiedziałam o okolicy i wskazałam miejsca, gdzie rosną nasze najważniejsze zioła. Na dłuższa gawędę zaprosiłam jednak w cień orzecha. Jeszcze o świcie, ledwo po wschodzie słońca zebrałam kosz ziół, o których chciałam opowiedzieć i których użyć do wianków i smużek. Teraz siedząc przed domem opowiadałam o wszewłodze górskiej, marchewniku anyżowym, przytuli łąkowej i czepnej, komonicy, krwawniku, macierzance, dziurawcu i innych roślinach jadalnych i leczniczych.
Potem odpowiadałam na pytania dotyczące ziół, domu i okolicy
oraz naszej historii.
Kolejnym punktem programu były warsztaty ze zwijania smużek intencyjnych i wianków. Kocham to robić, bo właśnie wtedy czuję, jak bardzo jestem na swoim miejscu.
Wreszcie nadszedł czas na promocję książki „Czarownica z Gór Olbrzymich” Tu też moi goście nie zawiedli, bo okazało się, że od początku planowali przeczytać powieść o Ulfie.
Przez cały czas trwania spotkania goście korzystali z naszego mini bufetu. Ślubny wziął na siebie rolę barmana i serwował kompot z bzu koralowego z miętą, który zlałam do butelek i schowałam w przenośnej lodówce. Dostępna byłą także lemoniada z garścią ziół: melisą, miętą i piołunem oraz kostkami lodu z zatopionymi kwiatami. Oprócz tego upiekłam, trzy rodzaje swoich popisowych ciast: sernik z kozią ricottą, ciasto pokrzywowe oraz kruche z owocami.
Trzy godziny minęły
szybciej niż się spodziewałam i goście ruszyli w drogę do kolejnego ogrodu.
W przyszłym roku zamierzamy wybrać wcześniejszy termin, tak by pokazać storczyki.
Zdjęcia do postu otrzymałam od uczestników wydarzenia, bo ja zrobiłam jedno 😂









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz