Wrzesień. Dopiero, co cieszyłam się początkiem miesiąca, a tu już zaczęła się pełnia jesieni. Chciałabym zapytać, kiedy to zleciało? Ale przecież wiem kiedy. Pochłonęła mnie praca w Domku pod Orzechem. Rajdy konne, prywatni goście, słowem nie ma nudy.
Skarby izerskich łąk
Dopiero niedawno zaczęło na tyle padać, by grzybnia się obudziła. Częściej niż z grzybami przychodziłam ze spacerów i przejażdżek z innymi darami jesieni. Znoszę do do domu naręcza ziół, bo w październiku mam dwukrotnie warsztaty ziołowe. Znalazłam nowe stanowisko chmielu, co mnie ucieszyło, bo nie muszę jeździć kilka wiosek dalej, tylko przejść przez górkę. Nazywałam też koszyk dzikich jabłek. Czasem przynoszę kilka grzybów, czasem odrobinę jeżyn, jarzębinę i czarny bez.
Ale nie przesadzam z ilością, bo piwniczka nie jest z gumy.
W jesiennym ogrodzie
Ogród też trochę odżył. Zebrałam marchew i buraki, czekam aż przekwitnie topinambur, by wykopać bulwy. Systematycznie zjadamy cukinie i kabaczki. Kwitną astry i lwie paszcze.
Jest kolorowo i pięknie.
Powolutku kończę tworzyć poradnik o tworzeniu smużek ziołowych. Chcę mieć pomoc w czasie warsztatów, bo czasem ktoś prosi, by sfotografować moje zapiski. Teraz po prostu będę odsyłać do e-booka. Kilka egzemplarzy chcę wydrukować.
Przeczytałam kilka dobrych książek, może uda mi się napisać tu dłuższe recenzje, a jeśli nie, to choć zbiorczy post zrobię.
No dużo słucham audiobooków.
Cały czas działa mój link promocyjny, który daje trzy miesiące zniżki na Storytel. Skorzystaj z promocji



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz