Ulepimy dziś bałwana... nuciłam, gdy mozolnie podjeżdżaliśmy pod Domek pod Orzechem. Mimo niesprzyjających prognoz, mówiących o wysokich temperaturach, w górach leżał świeżusieńki biały puch. Szybko uporaliśmy się z powitaniami i wizytami u znajomych, rozgrzaliśmy wychłodzone mury i gdy zrobiło się ciemno, wyszliśmy ulepić bałwana. Padał drobny deszcz i wiał halny, to jednak nas nie zniechęcało. Powyżej domu stanął pokaźny bałwan. Przy okazji nasz staruszek pies też prawie zamienił się w bałwanka - jego nogi obwieszone były mnóstwem białych kuleczek.
