Od kilku dni zapowiadano słoneczna pogodę. Należało więc skorzystać z dobrodziejstw jesieni i ruszyć rowerem przed siebie. Miałam spory dylemat z wyborem trasy, jednak rzut oka na kierunek wiatru wystarczył, by zdecydować się na eskapadę na południe. Wybór padł na Golczewo. Byłam tam już kilkakrotnie, ale zazwyczaj przejazdem, bez zatrzymywania się w miasteczku. A kusiło kilkoma ciekawymi miejscami, kusiło. Drugim powodem była chęć sprawdzenia jak wygląda nowiutki asfalt nie tak dawno hucznie oddawany do użytku w okolicach Kołomącia ( droga była tam już w tak fatalnym stanie, że przestaliśmy tamtędy jeździć)
Pies obudził mnie jak zwykle przed wschodem słońca. Mogłam więc o 7.30 spokojnie ruszyć przed siebie.
Słońce właśnie zaczynało przeświecać przez poranne mgły, rozbłyskiwać w wodach Regi.
sobota, 31 października 2015
piątek, 30 października 2015
Duchy we mgle
Korzystając z październikowej amnestii, duchy opuściły niebieskie przestworza. Na kilka godzin zaledwie wyrwały się spod opieki św. Piotra bądź równie skutecznej kurateli Belzebuba. Powietrze zawirowało, a bezcielesne, przejrzyste duszne powłoki pokryły ziemię tak ciasno, że atmosfera zgęstniała, spowiła się ledwo widoczną delikatną niczym firanka mgłą.
środa, 28 października 2015
A Święta Góra wciąż woła...
Każdy ma swoją Górę (przynajmniej tak mi się wydaje) Niektóre istnieją tylko w świadomości, są pewną ideą myślą, pragnieniem bądź ograniczeniem. Moja jest realna, rzeczywista. Jest miejscem usytuowanym na mapie, zaznaczonym kropką i nazwanym. Moi stali czytelnicy doskonale wiedzą, że to Blizbor, choć dla mnie jest po prostu Górą. Wracam do Niej ilekroć potrzebuję wyciszenia, odpowiedzi.
niedziela, 25 października 2015
Spacerując po porcie w Łebie
Port w Łebie ma wszystko to, co lubię w portach rybackich najbardziej. Intensywny zapach jodu, ryb, miesza się z wonią ropy naftowej oraz wędzarnianym dymem z drzew liściastych. Wzdłuż nabrzeży stoją worki pełne splątanych sieci, skrzynki czekające na świeżą rybę i skrzynki pełne ryb- teraz trwa sezon na dorsza.
sobota, 24 października 2015
W pustej Łebie
Kolejny urodzinowy weekend spędzamy w podróży. To taka nasza domowa tradycja. Tym razem wybraliśmy się do Łeby, by spokojnie obejrzeć ruchome wydmy. Domyślałam się, że będzie spokojnie, ale opustoszałe miasteczko zupełnie mnie zaskoczyło.
W hotelu "Przystań" byliśmy praktycznie jedynymi gośćmi. Z okna pokoju rozciągała się panorama portu jachtowego, a po przeciwnej stronie był tylko nadmorski las.
W hotelu "Przystań" byliśmy praktycznie jedynymi gośćmi. Z okna pokoju rozciągała się panorama portu jachtowego, a po przeciwnej stronie był tylko nadmorski las.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

