czwartek, 11 lutego 2016

Gdzie mnie asfalty poniosą...

Mokry poranek nie zapowiadał niczego dobrego, gdy więc w południe przejaśniło się i ustał wiatr, postanowiłam natychmiast wsiąść na rower i wykorzystać tę spokojniejszy czas. Tym razem ciągnęło mnie na zachód Pogórza Izerskiego- chciałam przejechać przez Wolimierz, Giebułtów, Mirsk i tradycyjnie zatrzymać się w Rębiszowie u Inkwi. Początkowo jechałam zgodnie z wytyczoną trasą.

wtorek, 9 lutego 2016

Gierczyńskie spotkania


-Przyjedź do Gierczyna!- takie zaproszenie czasem komuś wysyłam. Najczęściej jest to Gui, której bliżej z Wrocławia do Gierczyna niż do Trzebiatowa. Tym razem podobne zaproszenie otrzymał ktoś jeszcze. I tak na niedzielnym obiedzie było nas czworo- Ślubny, Gui, ja i Krzysztof.
No właśnie. Krzysztof. Pamiętam, gdy pierwszy raz trafiłam na blog opisujący wyprawy w Góry Kaczawskie. Przeczytałam jedną relację, drugą i... utonęłam w pięknych literackich tekstach okraszonych zdjęciami gór, jakże podobnych do moich. Łagodne wzniesienia, lasy, łąki poprzecinane miedzami, niewielkie wsie... Zostawiłam komentarz i... tak zrodziła się blogowa znajomość. Czasem prawie deptaliśmy sobie po piętach, jednak czas spotkania musiał dojrzeć, a wirtualne koleżeństwo okrzepnąć. Widać, wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Bo niedzielny obiad w Domku pod Orzechem to idealny pretekst do spotkania.

niedziela, 7 lutego 2016

Opowieść o izerskim wschodzie słońca

Wstawanie w domku w górach rozłożone jest na raty. Można wstać nagle, wiedząc, że trzeba podłożyć do ognia lub powolutku otwierać oczy, sprawdzając, czy wstaje dzień. Tak było właśnie dzisiaj...
Widziałam, jak niebo za oknem przejaśnia się i na wschodzie zarysowuje się najpierw kremowa, później coraz bardziej pomarańczowa łuna. Słyszałam huk wiatru, którego siła od kilku dni nie chce osłabnąć. To sprawiało, że z niechęcią podnosiłam się z pościeli. Łuna jednak potężniała, nabierała intensywniejszych barw, nęciła. Dopiłam poranną kawę i wyszłam w wichurę. Szłam jak zwykle w stronę słońca, bo przecież, by w pełni cieszyć się z piękna wschodu muszę wyjść za las na przeciwległej przełączce.

sobota, 6 lutego 2016

Ulepimy bałwana

Ulepimy dziś bałwana... nuciłam, gdy mozolnie podjeżdżaliśmy pod Domek pod Orzechem. Mimo niesprzyjających prognoz, mówiących o wysokich temperaturach,  w górach leżał świeżusieńki biały puch. Szybko uporaliśmy się z powitaniami i wizytami u znajomych, rozgrzaliśmy wychłodzone mury i gdy zrobiło się ciemno, wyszliśmy ulepić bałwana. Padał drobny deszcz i wiał halny, to jednak nas nie zniechęcało. Powyżej domu stanął pokaźny bałwan.  Przy okazji nasz staruszek pies też prawie zamienił się w bałwanka - jego nogi obwieszone były mnóstwem białych kuleczek.




wtorek, 2 lutego 2016

Rozstrzygnięcie konkursu

18 stycznia ogłosiłyśmy popularną zabawę w łapanie licznika. Zgodnie z naszymi wyliczeniami wystarczyły 2 tygodnie, by oglądalność bloga przekroczyła magiczną liczbę 200 000 odsłon.
Zabawa cieszyła się większym zainteresowaniem nim początkowo przypuszczałyśmy- dzisiaj w okolicach godz. 13.00 zanotowałyśmy ponad 130 odsłon, czyli miałyśmy do czynienia z prawdziwym łapaniem licznika :)