Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania film, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania film, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lutego 2016

Krew w kinie czy może kina we krwi? cz. 2

Drugim filmem, który obejrzałam jest „Zjawa” meksykańskiego reżysera  Alejandro Gonzáleza Iñárritu. Główną rolę zagrał Leonardo DiCaprio, który do tej pory zdobył już wszystkie możliwe nagrody za tę kreację i trudno wyobrazić sobie, że Oskar miałby trafić do kogoś innego w tym roku. Jest to film diametralnie inny od wcześniej omawianej „Nienawistnej ósemki” Quentina Tarantino. Gdy tamta w swej brutalności była prześmiewcza i karykaturalna, tak tu skrajny naturalizm nie pozostawia miejsca na śmiech. 


wtorek, 19 kwietnia 2016

"Łowca i Królowa Lodu", czyli chodźmy do kina popatrzeć!

"Łowca i Królowa Lodu" to kontynuacja (?) "Królewny Śnieżki i Łowcy", czyli skąd wziął się Łowca, co się stało z rodziną złej królowej i parę innych drobiazgów. Nie był to film, który zajmowałby widza fabularnie. Co to, to nie. Ale wiedziałam dobrze na co decyduję się przy wyborze filmu i do kina poszłam popatrzeć, nie poprzeżywać. A patrzeć było na co...
http://www.filmweb.pl/film/%C5%81owca+i+Kr%C3%B3lowa+Lodu-2016-684721

środa, 7 lutego 2024

„Argylle. Tajny szpieg” – filmowy pastisz z filmów akcji

 


Powiedzmy sobie szczerze. Nie mieliśmy w planie tego filmu, bo lutowych premier jest na tyle dużo, że moglibyśmy z kina nie wychodzić. Problemem jest dostępność niektórych premier w pobliskich kinach. My wybieramy najczęściej tanie wtorki w Heliosie i do tego preferujemy seanse w okolicach południa. No i mając do wyboru seans dla dzieci i Argylle, wybraliśmy ten drugi.

sobota, 14 lutego 2026

„Wichrowe Wzgórza” moja opinia o filmie


„Wichrowe Wzgórza” Emily Bronte to bez wątpienia jedna z najważniejszych książek o miłości. I mam wrażenie, że czasem zapomina się, jak destrukcyjne było to uczucie i ile zła za sobą pociągnęło. Chce się pamiętać jedynie liryczne sceny z wrzosowisk, zapomina o tym, co wydarzyło się później.

Nowa adaptacja filmowa to całkiem nowe spojrzenie na tę historię i od premiery wzbudza bardzo skrajne emocje.

środa, 4 października 2023

Zielona granica- kilka refleksji po seansie



Nie ocenia się książki po okładce, a filmu po zapowiedzi… Przyznaję, nie miałam w planie obejrzenia filmu Agnieszki Holland. Bałam się ekstremalnych emocji. Jako osoba płacząca nawet na reklamach wiedziałam, że ten film może mnie emocjonalnie zniszczyć… Czy tak się stało?

środa, 4 lutego 2015

Wielkie oczy, Burton i my.

"Wielkie oczy" T. Burtona to film, jaki wybrałyśmy w sobotnie popołudnie. Miało to być wspólne rodzinne wyjściedo kina we Wrocławiu. Nie miałam wiele czasu na przeczytanie opinii, sprawdziłam jedynie, czy będę chciała taki film oglądać i stwierdziłam, że losy malarki mogą mi się podobać.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

"Igrzyska śmierci" czyli pesymistyczny happy end.

Na "Igrzyska śmierci" do kina poszłam tylko ze względu na to, że o interesującej mnie porze nic innego w owym kinie nie było. Muszę jednak powiedzieć uczciwie - to była dobra decyzja. Film powstał na podstawie książki, której fragment miałam okazję, kiedyś tam w zamierzchłej przeszłości, przeczytać, więc niechętnie poszłam do kina, utyskując, że wolałabym najpierw przeczytać całość.
I znowu zacznę od innej strony niż normalny człowiek zaczyna recenzję - zacznę od muzyki.
Muzyka zdecydowanie mi się podobała. Dobrana bardzo dobrze do sytuacji, w których występowała, nakręcała widza dodatkowo. A utwór podczas napisów końcowych, to moim zdaniem mistrzostwo.
Nie będę się wypowiadała na temat gry aktorskiej - nie znam się. Ale wypowiem się na temat kostiumów. Ale to za chwilę.

Akcja filmu rozgrywa się w przyszłości. Świat przedstawiony podzielony jest na pół - bogate państwo-matkę i biedne dystrykty. Teraz też wrócę do kostiumów - aktorzy grający mieszkańców dystryktów ubrani byli w stroje nawiązujące formą do czasów II wojny światowej (w moim odczuciu), natomiast mieszkańcy państwa-matki... Ahhh... Tam działy się piękne rzeczy - baśniowe kostiumy, makijaże, fryzury... Wszystkie możliwe kolory tęczy w przeróżnych konfiguracjach i nasyceniach, bogactwo szczegółów, detali, form. Coś cudownego! Część strojów przypominała uwspółcześnione wersje barokowych sukien, inne nawiązywały do różnych etapów mody XX w., wszystkie były w żywych, pięknych kolorach, często z dodatkowo komplikowaną formą. Uwielbiam!
Wracając jednak do samej akcji filmu. Państwo - matka, upamiętniając nieudany bunt dystryktów sprzed iluś tam lat, organizuje igrzyska - z każdego dystryktu wystawiane są 2 osoby (łącznie więc 24), całą imprezę przeżywa jedna osoba. Główna bohaterka bierze udział w jednych z takich Igrzysk, zwycięża zarówno igrzyska, jak i pewną rozgrywkę z systemem - udaje jej się ocalić życie drugiemu uczestnikowi. I gdyby w tym miejscu zakończyć film, można by stwierdzić, że zakończenie jest szczęśliwe, mamy happy end... Ale film trwa jeszcze trochę. I na głowę wylewają nam kubeł zimnej wody - system nadal trwa, ma się dobrze, wtłacza w swoje tryby naszą niepokorną bohaterkę. Sądzę więc, że wymowa owego dzieła jest pesymistyczna. I to bardzo.
Jest to film niejednoznaczny, w którym zapewne niektórzy nie dostrzegą tego co widziałam ja, potraktują go jak kolejną produkcję dla nastolatek - nie neguję, być może tym właśnie jest.

Po recenzji czas na krótką zajawkę naszej ostatniej rozmowy z Ruda, którą zdążyła już zasygnalizować (i zmotywować do napisania w końcu tego wpisu). Rozważania teoretyczno-literackie nad sernikiem...
- Wiesz, przestają wydawać od maja "Science Fiction". Ponoć kryzys na rynku wydawniczym... I co ja będę teraz czytać? - Zagaiłam znad czerwonej herbaty.
- Zapamiętaj ta datę. Może to początek końca epoki ciemnej? - Odparła Ruda, nawiązując do naszej nieustajacej nigdy dyskusji na temat tzw. epok jasnych i ciemnych, bądź jak kto woli epok rozumu i uczuć.
- Myślisz? Sądzę, że we współczesnym świecie nie będzie już możliwe wskazanie takich granic, rozróżnienie epok. Wydaje mi się, że zacznie się to zacierać, funkcjonować będą obok siebie autorzy mogący uchodzić za przedstawicieli epoki jasnej i ciemnej.
- Jesteś pewna? A gdyby cofnąć się do początków twojego ukochanego fantasy? Mamy Tolkiena i Lewisa. A później nic na tej płaszczyźnie. Później mamy w Polsce socrealizm, za granicą też nie powstaje nic wielkiego w dziedzinie fantasy. Jedynie SF. Ba! Nie istnieje nawet polskie pojęcie! Ja uczyłam się jeszcze tylko o fantasy. A fantastyce baśniowej uczę teraz. Fantasy przychodzi do nas w latach 80' XX w. - tłumaczenie Tolkiena właśnie, później pojawiają się twórcy rodzimi.
- No dobra... - zgodziłam się.  - Ale cały czas jesteśmy na płaszczyźnie tzw. literatury popularnej. A co z tą pretendującą do miana wysokiej? Jak się mają tacy współcześni twórcy do epoki ciemnej?
- No jak to? A takie "Lubiewo"? A "Wojna polsko-ruska"? Toż to czysty naturalizm. Ale nie ten realistyczny, tylko taki... - Ruda szukała słowo, co wykorzystałam, triumfalnie błyszcząc intelektem:
- Młodopolski? - dokończyłam za mamę.
- Dokładnie...
- I sądzisz, że pojawi się teraz epoka jasna?
- Skoro kończą wydawać pismo fantastyczne, to kto wie. Epoki ciemne zwykle przypadały na czas kryzysów wszelkiej maści, po zażegnaniu ich następowały epoki jasne.
- Mhm... Ale rynek wydawniczy fantastyki w Polsce ma się nadal dobrze, wydawane są nowości zagraniczne i krajowe. To samo z kinem - pozycje typowo fantastyczne wciąż wchodzą do kin.
- Co nie zmienia faktu, że wampirologia już wkrótce może zostać wyparta przez dawne harlequiny...

A o Herbercie następnym razem...

piątek, 8 kwietnia 2016

Batman v Superman: Świt sprawiedliwości

Jako wielbicielka popkultury i Batmana, nie mogłam nie iść do kina na najnowszą produkcję z jego udziałem. Wprawdzie tuż po premierze filmu internet zalały niepochlebne recenzje, kilka blogerskich nagłówków rzuciło mi się w oczy, specjalnie jednak nie wchodziłam dalej, by w czasie oglądania filmu nie zwracać uwagi tylko na wypunktowane słabości tej produkcji. I paradoksalnie - słabe recenzje zadziałały na jej korzyść - nastawiona na produkcję naprawdę słabą, dostałam film o superbohaterach oscylujący wprawdzie wokół niskiej średniej, ale nie zupełnie beznadziejny. Po kolei jednak...
http://www.batcave.com.pl/2016/01/kto-zwyciezy-nowy-plakat-batman-v-superman-dawn-of-justice/

piątek, 15 lutego 2013

Walentynkowo? Filmowo!


Wczorajsze walentynki zapowiadały się typowo. Drobne upominki i butelka wina do kolacji. I pewnie tak by to wyglądało, gdyby nie obie córki, które wymyśliły sobie siostrzany wieczór z filmem. Początkowo zamierzały siedzieć u siebie w pokoju, ale bardzo szybko stwierdziły, że do oglądania filmów lepiej nadaje się nasz telewizor i wprosiły się do salonu. I tak oto wieczór spędziliśmy w czworo. My z mężem podzieliliśmy się naszym winem, one słonymi przekąskami.
A film mieliśmy bardzo ambitny, nie jakaś komedia romantyczna czy inny wyciskacz łez tylko... „Atlas chmur” rodzeństwa Wachowskich. Dla męża była to premiera. My widziałyśmy już film raz i teraz postanowiłyśmy do niego wrócić, by połączyć w całość wszystkie wątki, znaleźć klucz do filmu, podzielić się spostrzeżeniami.

Uzbrojone w wiedzę "kto jest kto" (wszak było to drugie podejście) mogłyśmy skupić się na szczegółach. Podziwiałyśmy cudne plenery i muzykę. Zafascynowała nas charakteryzacja. Czasami dopiero po dłuższej chwili rozpoznawałyśmy aktora wcielającego się w kolejną postać. Każda z nas miała swojego ulubionego bohatera i ulubioną epokę. Film nam się podoba. 
Początkowo gubiłyśmy się w zmieniającej się jak w kalejdoskopie scenerii, jednak z biegiem filmu wszystko zaczęło się nam układać w logiczną całość.
O czym jest film? O miłości i nienawiści,  prawdzie i kłamstwie, odwadze i tchórzostwie, poświęceniu i egoizmie, a przede wszystkim o niezmienności ludzkich emocji. Przekazuje prawdy uniwersalne, choć tak oczywiste, że wydawałyby się banalne.
Z pewnością jeszcze nie raz wrócimy do tego obrazu, by zachwycić się konkretnym szczegółem, epizodem. 

sobota, 12 maja 2018

Zabili mi kumpli! Czyli "Avengers. Wojna bez granic"

Uczciwie ostrzegam - będą spojlery.
"Zabili mi kumpli" - taka była moja pierwsza myśl po wyjściu z kina, gdy już wydmuchałam nos, wytarłam rozpłynięty tusz i westchnęłam głęboko po raz n-ty. No bo tak: od kilku lat śledzę filmowe losy kolejnych postaci z uniwersum Marvela, wiem że to trochę powierzchowne, bo przede wszystkim komiks, a można by jeszcze serial, ale co ja poradzę, że jestem książkowa i filmowa... 

wtorek, 2 lipca 2024

"Horyzont"- recenzja filmu


 Lubicie historie rodem z Dzikiego Zachodu? Myślę, że pokolenia wychowane na Karolu Mayu zawołają: TAK! Ale i wśród młodych znajdą się miłośnicy klasycznego Westernu. Te współczesne są o tyle ciekawe, że pokazują inne aspekty podboju Ameryki przez osadników z Europy i innych kontynentów.

czwartek, 15 maja 2025

"Dziadku, wiejemy!" - czy warto pójść do kina

 


„Dziadku, wiejemy!” kuszący tytuł, nieprawdaż? My zdecydowaliśmy się na wizytę w kinie po obejrzeniu kilku zwiastunów, czy to była udana wycieczka?

Zapraszam na recenzję filmu.

sobota, 30 marca 2013

"Czarnoksiężnik z Krainy Oz" w innej odsłonie

Chyba każdy chociaż ze słyszenia zna baśń o "Czarnoksiężniku z Krainy Oz". Większość osób kojarzy Dorotkę z Kansas, jej czerwone buciki oraz niezwykłych kompanów. Nie wszyscy znają treść samej baśni, czasem kojarzą jakiś szczegół. Znajomość ta nie jest jednak niezbędna, gdy planuje się obejrzenie filmu "Oz Wielki i Potężny", który wyświetlany jest właśnie w wielu polskich kinach. 

Postanowiliśmy się wybrać na ten film, korzystając z obecności Rudej w Szczecinie (o czym TU). Film miałyśmy obejrzeć we dwie. Ale ostatecznie oglądaliśmy go w sześcioro - ja, Ruda, Marzenka ze swoim M. oraz nasz brat ze swoją dziewczyną. Zrobiło się wesoło i rodzinnie - lubię takie spotkania.

Co zaś tyczy się samego filmu...

Animacja widoczna na początku wprowadziła nas w nieco burtonowski klimat, który pogłębiła jeszcze muzyka Dannego Elfmana, który komponował do wielu filmów Tima Burtona. Początek samego filmu nawiązuje do tradycji kina czarno-białego, tworząc interesujący obraz dawnego cyrku objazdowego. Granicą między Kansas, a Krainą Oz staje się, znana z baśni, trąba powietrzna. Kraina Oz jawi się widzowi, jako pełna kolorów i cudów. W samym filmie dostrzegliśmy wiele nawiązań do klasyki kina światowego.

Obraz zaproponowany przez twórców filmu jest naprawdę wspaniały - Kraina Oz jest bardzo magiczna, acz nie zawsze tak kolorowa, jak zdawać się mogło na samym początku. Białe nie zawsze też okazuje się być białym w rzeczywistości. Efekty 3D, bo na taki seans się wybraliśmy, były naprawdę ciekawie zrobione. Czułam się momentami, jakbym sama leciała uszkodzonym balonem i uchylałam się przed złośliwą wróżką plująca wodą. 


Nie byłabym sobą, gdybym nie napisała słówka o strojach. Kostiumy były dobrane poprawnie, nieco tendencyjnie. Sam ich wygląd też nie wywoływał skrajnych uczuć - suknie były piękne, acz nie przyprawiały mnie o palpitacje serca, dodatki ciekawe, lecz niezbyt zaskakujące. Najciekawsze były moim zdaniem kostiumy, w których występowali aktorzy grający prostych mieszkańców Krainy Oz - stroje stylizowane na dawne odzienie amerykańskich osadników. 

Film moim zdaniem całkiem dobry, brakowało mi rozwiązania fabularnego pewnych kwestii - być może twórcy pozostawili sobie furtkę do kontynuacji, niemniej jednak przynajmniej jeden ważny motyw, mógł zostać doprowadzony w filmie do końca. Myślę, że warto odwiedzić kino by zobaczyć ów obraz na dużym ekranie - baśniowe krajobrazy były naprawdę godne podziwu.


środa, 12 grudnia 2012

kino nie do końca rodzinnie.

Dziewczyna mojego brata, czyli A., ma szczęście - wygrała dwie wejściówki do Multikina na "Listy do M." w ramach Kina na obcasach, więc brata mojego na seans zabrać nie mogła. Bilety chciała mi oddać, ale zaproponowałam, żebyśmy we dwie wybrały się do kina, na co przystała. Pewnego przedzimowego wieczora wybrałyśmy się więc razem na film.
W ramach Kina na obcasach ( o czym nie wiedziałyśmy) nie wyświetla się od razu filmu, najpierw odbyła się krótka rozmowa z panią z jednego ze szczecińskich SPA, podczas której A. wygrała zaproszenie na zabiegi, następnie zorganizowane zostały jeszcze dwa szybkie konkursy, oraz niewielkie losowanie. A. tym razem zdobyła pendrive, a ja zestaw upominkowy od Pachnącej Szafy. Ponadto wszystkie panie obdzielone zostały próbkami kosmetyków, produktów zapachowych oraz słodyczy.
Dopiero wówczas rozpoczął się film. Film dość dobrze już znany, emitowany bowiem w kinach przed rokiem, wejdzie zapewne na kilka lat do stałego świątecznego repertuaru filmowego w telewizji. I mimo całej jego naiwności, porusza kilka tematów ważnych i na czasie, jest przyjemny w odbiorze, mi jednak zdarzyło się popłakać. Jak zwykle też byłam pod wrażeniem wigilijnej kreacji Małgorzaty (Agnieszka Wagner). Ogólnie postać ta, już podczas pierwszego oglądania "Listów..."przypadła mi do gustu.

Cały wieczór spędzony w towarzystwie A. uważam za bardzo udany i mam nadzieję, że udało nam się przełamać lody dzielące nas do tej pory. :)

poniedziałek, 22 lutego 2016

Krew w kinie czy może kina we krwi? cz. 3

Ostatnim z obejrzanych przeze mnie niedawno filmów jest „Deadpool” – kolejna ekranizacja komiksów Marvela ze świata X-Menów. Tym razem jednak nie otrzymujemy typowego marvelowego filmu o superbohaterze. Deadpool to postać skrajnie prześmiewcza, antybohater, który świadom jest tego faktu. Świadom jest też faktu bycia tworzywem popkultury. Z premedytacją burzy czwartą ścianę i wchodzi w interakcję z widzem w kinie. Zagaduje, żartuje, opowiada (a nawet upomina, by nie zostawiać syfu w kinie). 

piątek, 1 grudnia 2023

„Napoleon”- czy warto iść do kina ?


Ten rok jest wybitny pod względem naszych wizyt w multipleksach. Obejrzeliśmy 12 filmów, a „Napoleon” to ostatnie dzieło, jakie chcieliśmy w tym roku obejrzeć. Czy było warto?

niedziela, 14 listopada 2021

Czy warto obejrzeć "Diunę"?

 


„Diunę” Franka Herberta pamiętałam nieostro, raczej jako mgliste wspomnienie powieści, która z jednej strony zachwycała, z drugiej męczyła. Wtedy, te ponad 25 lat temu chyba jeszcze do niej nie dorosłam. A może miałam za mało czasu i cierpliwości, by się nią zachwycać. Pierwsza ekranizacja też nie była oszałamiająca. I w sumie decyzje o wyjeździe do kina na nową ekranizację „Diuny” podjęłam pod wpływem impulsu, recenzji przeczytanej na Instagramie.

środa, 12 sierpnia 2015

"Narysuj mi baranka. "


"Mały Książę" wszedł do kin. Nie mogłabym nie obejrzeć czegoś co powstało w oparciu o najważniejszą książkę w moim życiu. Co więcej nie uśmiechało mi się oglądanie takiej produkcji w pozbawionym charakteru multileksie, więc na seans wybrałam się do kameralnego kina Jantar w Mrzeżynie. Momentami produkcja mnie zachwyciła, chwilami jednak rozczarowała. Niemniej z kina wyszłam zapłakana. 

Może jednak po kolei...


środa, 28 marca 2012

Królewna Śnieżka

Królewna Śnieżka, która nie zjada jabłka, krasnale które są olbrzymami i książę bez spodni. Tak mniej więcej wygląda nowa ekranizacja znanej baśni, którą od 16 marca można zobaczyć w naszych kinach. W zeszłą sobotę wybrałyśmy się we trójkę do Multikina w Galerii Handlowej Galaxy. Oprócz nas na sali było też sporo dzieci, których rodzice raczej niedokładnie przeczytali recenzje. Film jest skierowany raczej do nastolatków i zdziecinniałych dorosłych. Scenarzyści (a może to tłumacze…?) bowiem zafundowali nam dużą dawkę niebanalnego humoru bogatego w dwuznaczności. Razem z Rudą i Chudą chichrałyśmy cały film, jako jedne z niewielu. Część widzów zapewne miało już nas dość, gdyż momentami wszystkie trzy gwałtownie parskałyśmy śmiechem, mimo że pozostali nie widzieli w scenie nic zabawnego. Mamy to do siebie, że jesteśmy wyczulone na wszelkie smaczki w dialogach, do tego posiadamy podobne poczucie humoru.
Wizualnie natomiast mamy do czynienia z ogromną ilością przepięknych strojów (choć Chuda jako wielbicielka gorsetów cały czas marudziła, że suknie są za mało wytaliowane), niesamowitymi zdjęciami lasów i jezior w zimowej szacie oraz Lily Collins w roli głównej. Siostra zwróciła uwagę, że została wystylizowana na Arudey Tautou. Faktycznie można zauważyć pewne podobieństwo, chociażby wyraźne, ciemne brwi. I wskazówka dla tych, którzy planują się na film wybrać: polecamy nie wychodzić jak tylko zapalą się światła, bo końcówka jest przezabawna, a jedynie my jej nie opuściłyśmy, wyszłyśmy z sali jako ostatnie, spłakane ze śmiechu. Jednocześnie po raz kolejny stwierdzilyśmy, że lubimy bajki i zaplanowałyśmy kilka następnych wizyt w kinie- zwłaszcza, że obejrzałyśmy zapowiedzi” Madagaskaru 3”, „Epoki Lodowcowej 4” i „Piratów!”.
A po kinie… trzeba zjeść coś dobrego! Udałyśmy się więc do cukierni Castellari mieszczącej się na parterze galerii. Tuż obok jest scena, na której odbywał się pokaz mody nowych kolekcji w popularnych sklepach, więc usiadłyśmy zwrócone w jej stronę, oglądając bardziej i mniej udane kreacje. Razem z Chudą zamówiłam torcik tiramisu, Ruda natomiast sernik. Do picia wzięłam ulubiony koktajl truskawkowy, a dziewczyny herbaty. Dostały je w takich śmiesznych zaparzaczach. Co do słodkości – torcik był dobry, ale jako fanka tiramisu żałowałam, że nie poprosiłam o deser, gdyż w cieście nie użyto sera mascarpone, a bez niego to już nie to samo. Zasłodzone i nagadane ruszyłyśmy na tramwaj, gdyż wkrótce z Rudą wracałyśmy do domu.

wtorek, 16 lutego 2016

Krew w kinie czy może kina we krwi? cz. 1

Dzisiejszy wpis miał być pojedynczą kulturową notką, ale gdy usiadłam do pisania, okazało się, że się nie da - skończony tekst był zbyt długi, by zaprezentować go na raz, więc dzisiejszy wpis zapoczątkuje krótką serię na ten sam temat. 
Krew pojawia się w filmach często. Dotyczy to zarówno gatunków typowo „krwawych”, jak horrory czy filmy katastroficzne, ale też produkcji sensacyjnych, kryminalnych czy fantastycznych. Nie zawsze jednak należy patrzeć na nią w ten sam sposób. Refleksja na ten temat chodziła za mną już jakiś czas i właśnie nadarza się okazja, by nieco ją rozwinąć i wyjaśnić, bowiem byłam ostatnio w kinie na trzech zupełnie różnych filmach, które łączyła duża dawka przemocy i krwi właśnie. Produkcje, o których mowa, to „Nienawistna ósemka” Quentina Tarantino, „Zjawa” Alejandro Gonzáleza Iñárritu oraz marvelowski „Deadpool” wyreżyserowany przez Tima Millera (chociaż w tym przypadku od osoby reżysera istotniejsza moim zdaniem jest przynależność postaci do uniwersum X-Menów).