czwartek, 19 lipca 2018

Jak zainteresować dziecko górami?- ROCK'si i jej książki


Każdy, kto choć raz zabrał dziecko na wędrówkę, wie, że nie jest łatwo. Pociecha zazwyczaj szybko się nudzi, bolą ją nogi, co pięć minut pyta: „daleko jeszcze?” „a po co my tam idziemy?”i takie tam... Wiem, sama to przeżywałam, wędrując po Izerach z trójką swoich maluchów. Czym były starsze, tym pytania były dociekliwsze, a czasem pojawiał się niczym nieuzasadniony bunt.

środa, 18 lipca 2018

Na jarmarku w Kopańcu

Do Kopańca wpadam punktualnie o jedenastej. Samochód Inkwizycji już stoi. Parkuję obok i idę poszukać przyjaciółki. Jakoż po chwili widzę, jak wspólnie z Ulką rozkładają swoje wiktuały. Znajduję właściciela terenu i dopytuję, czy mogę obok ustawić swój stolik. Ty masz to malutkie, śmieszne stoisko?

poniedziałek, 16 lipca 2018

Dorota z "Winnego Wzgórza"

Mamy wakacje, więc kolejna wakacyjna lektura :) Jakoś tak się złożyło, że ostatnio wpadają mi w ręce książki pisarzy promujących Pomorze Zachodnie. Dopiero co pisałam o nowej powieści Hermana, gdy nadszedł czas na jeszcze ciepłą i pachnącą nowością powieść Doroty Schrammek: "Winne Wzgórze. Wiara"(będą jeszcze dwie książki w tym cyklu)

sobota, 14 lipca 2018

Sudecki Festiwal Minerałów 2018 w Lubaniu

Pojedziemy do Lubania? Zagadnęłam Ślubnego po jego powrocie z Trzebiatowa. Nie zdziwiłabym się, gdy stwierdził, że mu się nie chce. Czekało nas sporo pracy, bo jak zwykle przyciągnął przyczepkę pełną gratów. Jakież było moje zdziwienie, gdy stwierdził, że bardzo chętnie!

czwartek, 12 lipca 2018

IV Supermaraton Szosowy Szlakiem Don Kichota - czyli o walce z wiatrem, nie z wiatrakami...

IV Supermaraton Szosowy Szlakiem Don Kichota miał wszystko, by być moim najłatwiejszym tegorocznym Giga - płaską super oznaczoną trasę, świetną organizację, termin w połowie sezonu, gdy nogi są już rozjeżdżone, ale jeszcze nie zajeżdżone. I wszystko byłoby super, gdyby nie największy wróg - wiatr...

wtorek, 10 lipca 2018

Zupa wiśniowa z miętą

W poprzedniej notce pisałam już o niesamowitym urodzaju owoców i pracy z tym związanej. Obecnie jestem na etapie przetworów z wiśni. Mam ich mnóstwo, bo sąsiadka chyba już nie może patrzeć na wiadra z owocami. Planowałam napisać osobny, wiśniowy post, ale okazało się, że zupełnie przez przypadek przygotowałam nowy smak zupy wiśniowej i chcę się z Wami podzielić przepisem. Nim jednak do tego dojdziemy, dygresja.

poniedziałek, 9 lipca 2018

Spokój pod orzechem


Pod orzechem czas wyznaczany jest przedwczesnym dojrzewaniem owoców. Ledwo uporałam się z późnymi czereśniami, nadszedł zbiór wiśni. Skończył się sezon poziomkowy, w chruśniakach zaczerwieniły się słodkie maliny, a na zboczach aż czarno od jagód. Z niepokojem przyglądam się śliwom i jeżynom, czy one także śladem wcześniejszych kuzynek chcą dojrzeć w lipcu?

niedziela, 8 lipca 2018

Zabierz książkę na wakacje "Biblia diabła" Leszka Hermana

Lato w pełni, więc aż chce się czytać wakacyjne lektury. Wiadomo, że ja mam wakacje cały rok, mieszkając w górach i zajmując się zwierzakami. Takie agrowczasy pod gruszą, a dokładnie pod orzechem.

środa, 4 lipca 2018

Tokarczuk znów mnie zaskoczyła - "Opowiadania bizarne"

Z książkami Olgi Tokarczuk tak mam, że muszę je mieć na własność. Prawdziwe, pachnące farbą drukarską. Gdy więc dostałam kolejny bon zakupowy do Empiku w ramach podziękowania za aktywność na panelu Zymetria, wiedziałam, że kupię kolejną książkę mojej ulubionej pisarki. Czego się spodziewałam? Hm... wszystkiego, bo Tokarczuk zaskakuje za każdym razem, gdy wydaje książkę.

poniedziałek, 2 lipca 2018

Robimy mydełka pachnące łąką

Jakiś czas temu wspominałam o warsztatach, na których uczyliśmy się robić naturalne kosmetyki. Razem z Ewą-sąsiadką tam nam się spodobało, że zapałałyśmy chęcią robienia domowych mydełek i innych mazideł.

środa, 27 czerwca 2018

O pogodzie, pachnącym praniu i pięknej pościeli

Pada. Kolejny dzień z rzędu. Na zmianę ulewa, słońce, ciepło, zimno, chmury, słońce, deszcz, mgła, słońce, kapuśniaczek, burza, zimno, ciepło. Nareszcie. Po kilku miesiącach suszy i upałów taka odmiana jest przyrodzie potrzebna. Może wreszcie pokażą się grzyby inne niż kurki?

niedziela, 24 czerwca 2018

piątek, 22 czerwca 2018

Ryż z kurkami i groszkiem


O pogodzie napisałam już w tym roku sporo. Śnieg w kwietniu, potem upały i susza ze sporadycznymi, prawie bezdeszczowymi burzami sprawiły, że przyroda zwariowała. Oberwałam już pierwszy groszek i późne czereśnie ( te same, które zazwyczaj serwuję na swoje imieniny!). Zdążyłam też przygotować pierogi z jagodami. Ba nawet fasolka szparagowa zaczyna pysznić się na grządce!

wtorek, 19 czerwca 2018

Spacerując z psem

Z każdym dniem Gringo czuje się w domu coraz pewniej. Dokazuje, domaga się pieszczot, sygnalizuje potrzeby. Ustalił własne granice obejścia i nie wychodzi po za ich obręb. Mnóstwo czasu spędzamy wędrując po okolicy. Chcę, by ją poznał, by zaznajomił się z terenem, zapachami i sąsiadami. Póki co, szczeka na każdego, kto tylko próbuje się zbliżyć do posesji. Jednak w chwili, gdy gość zbliża się, Gringo po prostu chowa się za nas.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Gdzie są wszystkie izerskie strumienie?


Nie spieszyć się, iść powoli przed siebie, bez celu. Dla samej przyjemności poruszania się, słuchania trzasku gałązek pod butami, śpiewu ptaków i szelestu liści. Nie myśleć o kilometrach, czasie, mapie. Po prostu iść.
Niedziela wstawała upalna. Już o dziewiątej miejscówka na hamaku okazała się złym lokum ze względu na palące słońce. Należało uciekać w cień. A gdzież znajdę go więcej niż w lesie, wśród drzew?

czwartek, 14 czerwca 2018

Zielony makaron z pokrzywami- z cyklu jemy chwasty

Wydawać by się mogło, że połowa czerwca nie sprzyja już zbiorowi pokrzyw, gdy się ma jednak własna "uprawę", to pokrzywy można zbierać do jesieni i cieszyć się ich niezwykłymi walorami zdrowotnymi.

wtorek, 12 czerwca 2018

Blondynce padło na głowę, czyli Ultramaraton Piękny Zachód w Niesulicach

Gdy wczesną wiosną zapisywałam się na Ultramaraton Piękny Zachód, myślałam, że to dobry pomysł. Im bliżej czerwca, tym bardziej zaczynałam w to jednak wątpić. Poprzedni tydzień spędziłam na zastanawianiu się, co też strzeliło mi do głowy...
W czwartkowe popołudnie wszystko było już niemal gotowe. Miałam sprawdzoną dokładnie trasę, wybrane pociągi, spakowane bagaże. Zostało mi przygotować naleśniki na drogę do Świebodzina i się wyspać. Ale do wieczora pozostawało jeszcze trochę czasu, zaczynałam go więc marnować denerwowaniem się, które przerwał niespodziewany przyjazd Krzysia. Ze względu na maraton w Łasku nie mógł towarzyszyć mi w weekend (nie do końca, ale o tym za chwilę), postanowił więc przyjechać w czwartek z torcikami bezowymi na uspokojenie - wiadomo, beza jest dobra na wszystko...

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Dokarmianie motyli...

Każdy, kto odwiedził Izerię w okresie kwitnienia łąk, wie, że to tu zobaczyć można najwięcej gatunków motyli. Nigdzie indziej nie znajdziemy takiej mnogości barw, wielkości i kształtów motylich skrzydeł. Od maleńkich, ledwo centymetrowych  po wielkie prawie dziesięciocentymetrowe. Są modraszki, czerwończyki , górówki, rusałki, bielinki. A wszystkie one na wyciągnięcie ręki, zaraz po wyjściu z domu na łąkę.

piątek, 8 czerwca 2018

Gringo spod orzecha, czyli 8 kg szczęścia


-We wtorek jedziemy do Jeleniej Góry- zadecydował Ślubny.
-Łał! To ci dopiero święto, bo wyciągnięcie go gdziekolwiek spod naszego orzecha graniczy z cudem. Tu jest szczęśliwy i już.
Co go zatem skłoniło do podjęcia tak heroicznego wysiłku?

czwartek, 7 czerwca 2018

Z krótką wizytą na Kwisonaliach w Gryfowie

Nie mieliśmy sprecyzowanych planów na weekend. Oczywiście różnych pomysłów miałam sporo, ale wszystkie rozbijały się o upalną pogodę i niechęć Ślubnego do ruszania się przy tej pogodzie spod orzecha. Istniała obawa, że albo pojadę gdzieś rowerem sama, albo utkniemy na górce leżąc na zmianę w hamaku. Plakat z zaproszeniem na XVIII Kwisonalia do Gryfowa, a na nim informacja o warsztatach piwowarskich i możliwości delektowania się piwami kraftowymi uratował nam niedzielę.

wtorek, 5 czerwca 2018

X Koźmiński Maraton Rowerowy

Ostatnio prawie nie miewam wolnych weekendów, bo nawet jeżeli weekend w pracy jest wolny, to pewnie gdzieś jest jakiś wyścig lub maraton rowerowy. Tak było i tym razem. Wprawdzie mówienie o wolnym weekendzie to spore nadużycie, bo o ile czwartek miałam wolny, o tyle już w piątek i sobotę o 6 meldowałam się w markecie. Wolną miałam za to niedzielę. Wobec takiego rozkładu czasu Krzyś przyjechał do mnie w czwartek, spędziliśmy razem dwa leniwe popołudnia i w sobotę po mojej pracy ruszyliśmy do Krotoszyna. Rodzinna kolacja i wieczorne oglądanie zdjęć zwieńczyło ten dzień - poszliśmy spać dość wcześnie, bo rano czekała nas pobudka. Jechaliśmy na X Koźmiński Maraton Rowerowy organizowany przez Amatorską Grupę Kolarską z Koźmina Wielkopolskiego. 

niedziela, 3 czerwca 2018

Ciasto marmurek izerski

Pamiętacie babkę marmurkową? Kiedyś dosyć często pojawiała się na stołach. Mnie też zdarzało się ją robić, bo przy moich zdolnościach to nietrudne a ładne ciasto jakoś wychodziło (choć Ślubny miał pewnie trochę inne zdanie, bo w pieczeniu nie dorównywałam teściowej, ba, nawetnie zbliżałam się do jej talentu) Ponieważ zbliżał się weekend trzeba  było coś upiec, a truskawki nadal miały cenę zaporową.

sobota, 2 czerwca 2018

Wiedźmińskim szlakiem - Tytoniowa Ścieżka


Świąteczny poranek. Jest szósta, a mimo to termometr wskazuje 25 stopni. Szykuje się kolejny gorący dzień. Karmię kury, wyprowadzam kozy i siadam z aromatyczną, świeżo paloną MK cafe pod orzechem. Waham się, czy iść na wycieczkę, wsiąść na rower, czy może bujać z książką w hamaku. Mimo coraz wyższej temperatury decyduję się na rower. Jadę w góry.

czwartek, 31 maja 2018

"Sekret czarownicy" A. Klejzerowicz

Po przeczytaniu dwóch części cyklu powieści Anny Klejzerowicz,zastanawiałam się, czy po ostatnią książkę sięgnąć. Niedziela jednak zaczęła się takim upałem, że jedyna możliwą aktywnością było wiszenie w hamaku pod drzewem. Zamiast więc wyczerpującej wycieczki rowerowej, która była w planie, zawisłam z książką. Przedpołudnie wystarczyło, by z satysfakcją zamknąć książkę.

wtorek, 29 maja 2018

Po co nam lokalizator gps dla zwierząt?

Te kocie dzieci za dwa tygodnie będajuż z nami
Zamykam oczy i wydaje mi się, że słyszę Kokiego, że za chwilę będzie próbował wdrapać się na łóżko, a my przesuniemy się, by zrobić mu miejsce. Po chwili przypominam sobie, że go już nie ma z nami i nawet nie wiemy, co tak naprawdę się stało. A wystarczyło, by miał lokalizator!

poniedziałek, 28 maja 2018

IX Klasyk Radkowski

Sympatyczny drobiazg od Pawła :)
Pobudka o 4:30 nie jest dla mnie już niczym niezwykłym - wstaję tak dość często do pracy, więc budzik w wolną sobotę nie był niczym strasznym. Szybkie śniadanie, pakowanie rowerów i ruszamy z Krzysiem. Naszym celem jest Radków. 
Dojeżdżamy po niecałych dwóch godzinach, meldujemy się w bazie, odbieramy pakiety - jak zwykle pełne - czekolada, napój, skarpetki. I brak bonu na obiad - tutaj są niepotrzebne - Orgowie nakarmią każdego, najchętniej z trzema dokładkami. Ale i chętnych nie brakuje, bo tradycyjna potrawka z ryżem jest OBŁĘDNA. 

sobota, 26 maja 2018

Cykl książek Anny Klejzerowicz "Czarownica"

Nie ukrywam, że do przeczytania powieści A. Klejzerowicz "Czarownica", zachęcił mnie tytuł i ... zielona okładka z portretem dziewczynki. Spodziewałam się, szczypty magii, niedopowiedzeń i tu się mocno rozczarowałam, bo powieść o żadnej prawdziwej czarownicy, szeptusze, ani tym bardziej wiedźmie nie opowiada!

wtorek, 22 maja 2018

Którędy szedłeś, piesku?

Mgliste, mokre i wietrzne przedpołudnie. Pogoda nie sprzyja spacerom. Mimo to biorę lornetkę i wychodzę z domu. Idę dobrze znanymi ścieżkami, rozglądając się i wypatrując czegoś przez lornetkę. Schodzę łąką do wsi, schylam pod każde drzewo na miedzy, zaglądam do zagród, przetrząsam nadrzeczne krzaki.Kolejnego dnia pogoda się zmienia, robi się pogodnie, a ja podążam inną ścieżką. Tym razem w górę, na przeciwległy stok. I tak od tygodnia.

niedziela, 20 maja 2018

Ciasto Izerska łąka i podsumowanie akcji "Jemy chwasty 2018"

Pomysł na nowe ciasto wpadł mi do głowy nagle, gdy zbierałam akację. Jej cudne, pachnące i smaczne kwiaty aż prosiły się, by je wyeksponować. Oczywiście mogłam skorzystać z krążącego po sieci przepisu na "leśny mech", ale wówczas byłabym tylko odtwórcą, a ja, jak pewnie zauważyliście, najlepiej czuję się tworząc. Z drugiej strony, mieszkając na moim końcu świata wykorzystuję te produkty, które akurat mam w domu. A w domu były przede wszystkim jajka od swoich kurek, mąka, olej, soda oczyszona, cukier i ser. Czy da się z tego wyczarować ciasto? Ano sami oceńcie :)

piątek, 18 maja 2018

Pomysły na Dzień Matki

Dzień Matki coraz bliżej, większość pewnie ma już prezent dla swojej mamy lub dokładnie wie, czym tym razem chce zaskoczyć tę najbliższą osobę. Dla mnie od wielu lat jest to piękne święto, bo jako dziecko go nienawidziłam, wszak byłam półsierotą i gdy inne dzieci robiły laurki dla mamy, kolejne nauczycielki zastanawiały się, co ze mną zrobić. Z tego też powodu już jako nauczyciel nigdy nie realizowałam tego tematu jeśli nie miałam pewności, że wszystkie dzieci w klasie mają mamę.

sobota, 12 maja 2018

Zottarella i chwasty

Wiosna, wiosna zielona! Na talerzu też zielono. Bardzo zielono. A dzięki projektowi TRND tej dziekiej wiosennej zieloności towarzyszy ser mozzarella od Zott. Ser smaczny, jak przystało na wyroby tej firmy, charakteryzujący się dodatkowo dbałością o wybrednego klienta, bo pozbawiony składników z gmo. Robiąc więc sałątkę z zottarelli i chwastów mamy pewność, że nic nie było genetycznie modyfikowane. Koniec wymądrzania. Czas na przepisy i zdjęcia ;)


Zabili mi kumpli! Czyli "Avengers. Wojna bez granic"

Uczciwie ostrzegam - będą spojlery.
"Zabili mi kumpli" - taka była moja pierwsza myśl po wyjściu z kina, gdy już wydmuchałam nos, wytarłam rozpłynięty tusz i westchnęłam głęboko po raz n-ty. No bo tak: od kilku lat śledzę filmowe losy kolejnych postaci z uniwersum Marvela, wiem że to trochę powierzchowne, bo przede wszystkim komiks, a można by jeszcze serial, ale co ja poradzę, że jestem książkowa i filmowa... 

czwartek, 10 maja 2018

Dlaczego oszczędzam z Tipli.pl

Parę miesięcy temu opowiadałam Wam o kilku platformach umożliwiających zakupy z cashbackiem. Post cieszył się sporym zainteresowaniem, więc postanowiłam wrócić do tematu i dokładnie pokazać Wam, jak działa jedna z takich platform. Ta, z której usług najczęściej korzystam, bo przekonałam się o jej wiarygodności. Przedstawiam Wam zatem Tipli. 

środa, 9 maja 2018

(nad)aktywna majówka

Jedni mają Majówkę, inni zaczynają maraton w pracy w sobotę 28 kwietnia i kończą go we wtorek 8 maja. Z przerwą 1 i 3 maja - bynajmniej nie na odpoczynek. Efekt jest jeden - wolną środę spędziłam w domu malując paznokcie i pijąc koktajl z pokrzywy. Ale co przeżyłam - to moje... a trochę tego było. Nie będę Was wprawdzie zasypywać historiami o klientach w markecie budowlanym (chociaż jakbym zaczęła to zapisywać, to całkiem spory zbiór anegdot mogłabym już przedstawić), ale opowiem, jak spędziłam ten dłuuugi (acz za krótki) tydzień. 

czwartek, 3 maja 2018

Wiosenne sałatki z chwastów

Tak, tak... znów będzie o chwastach, tym razem w wersji śniadaniowej.
Wiosenny rytm dnia różni się od zimowego kolejnością wykonywanych czynności. Teraz nim przygotuję swoją kawę, wypuszczam zwierzęta na podwórze. Kozy idą do sadu "kosić trawę", a kury wylatują na wybieg. Wracając z koziarni, zbieram rośliny na moją sałatkę.

Pierwszy w tym roku Jarmark Perski Izerski w Kopańcu

Pamiętacie post z zeszłego roku, gdy odwiedzałam Inkwi w Kopańcu? Tym razem zdecydowałam się na podobną wycieczkę, z tym, że skorzystałam z propozycji Inkwizycji, by wystawić trochę moich ziół. Nie było tego dużo, więc wsadziłam pudełko ze skarbami do auta koleżanki, a sama dojechałam rowerem. Szkoda tylko, że impreza odbyła się w jedyny deszczowy dzień majówki?

środa, 2 maja 2018

Lemoniada pokrzywowa na majowe orzeźwienie

Kwiecień był wyjątkowo ciepły i nawet tu, w Górach Izerskich, wszystko zaczęło rosnąć szybciej, szybciej też zaczął się zbiór ziół. pracy w obejściu sporo, a wiadomo, że przy pracy chce się czegoś dobrego napić, sporządziłam zatem lemoniadę (a może oranżadę?) z pokrzyw.

wtorek, 1 maja 2018

Na rybkę do Andruszka

Niedziela obudziła się tak leniwa, że początkowo myśleliśmy iż szczytem aktywności jest włączenie ekspresu do kawy(MK Cafe - świeżo wypalana kawa, prosto do Twojego domu! Sprawdź! ). Na szczęście odpowiednia dawka kofeiny obudziła nas na tyle, że zaczęliśmy snuć plany na spędzenie tego dnia. Goście wyjeżdżali  wczesnym popołudniem i to oni zaproponowali wspólny obiad w smażalni ryb "U Andruszka".

niedziela, 29 kwietnia 2018

Kwietniowy początek majówki

Ostatnie dni obfitowały w wiele przyjemnych wydarzeń. Trzeba przyznać, że na nudę nie miałam czasu. W czwartek, dzięki uprzejmości sąsiadki Ewy, wybrałam się do Chromca na warsztaty z produkcji kosmetyków naturalnych. Przez dwie godziny słuchałyśmy i podpatrywałyśmy, jak zrobić domowe ziołowe mydło lub mazidło. Na koniec samodzielnie przygotowywałyśmy maść rozgrzewająco-przeciwbólową oraz pachnącą maść "niewiadomodoczego"- ja założyłam, że będzie do rąk, bo pachnie miętą i różą.  Zajęcia odbywały się w świetlicy w Chromcu, która może się pochwalić dosyć ciekawą działalnością.

czwartek, 26 kwietnia 2018

Wiosna pod Orzechem

Na Fersztel zawitała prawdziwa wiosna. Nie jakieś przedwiośnie, ale sama Królowa,odziana w zieleń z domieszką bieli,  żółci, fioletów. W ciągu kilku dni drzewa pokryły się błyszczącymi liśćmi, a przydomowe modrzewie zasłoniły widok na drogę.

wtorek, 24 kwietnia 2018

I Śremski Maraton Rowerowy

Jeszcze parę miesięcy temu nie bardzo wiadomo było co, kto, gdzie i dlaczego. Z niepokojem patrzyliśmy na kolejne przesunięcia w kalendarzu maratonów, ostatecznie zostało ich kilka, na które postanowiliśmy jechać. Powstałe luki uzupełniamy innymi imprezami rowerowymi...

Niemniej na zdecydowaną większość Supermataronów planujemy zawitać. O wyborze tego cyklu (z dwóch o tej samej nazwie) zdecydowała przede wszystkim wygoda - większość imprez rozgrywana jest na tyle blisko, że nie trzeba planować noclegów i kilkudniowej eskapady na drugi koniec kraju.

Pierwszym tegorocznym maratonem był ten rozegrany w Śremie. To pierwsza impreza w tym miejscu, ale organizator wywodzący się spośród nas, maratończyków, stanął na wysokości zadania. Nie obyło się wprawdzie bez drobnych potknięć, ale nie popełnia błędów ten, który nic nie robi.


Z Krzysiem wstaliśmy skoro świt, zjedliśmy szybkie śniadanie, spakowaliśmy pudełka z ryżem z malinami i ruszyliśmy do Śremu. Ja startowałam o 9, Krzyś niemal pół godziny później. Szykując się do startu na parkingu przywitaliśmy się z dawno niewidzianymi znajomymi, rozmawialiśmy, śmialiśmy się - dla tej atmosfery warto bywać na tych imprezach. 

Pogoda tego dnia dopisała - było ciepło i słonecznie, pola, łąki, sady i zagajniki pachniały wiosną, tylko wiatr wiał. Jak zawsze - mocno i w twarz. 

Od startu udało mi się utrzymać w grupie przed dobre 20 km, ale zaciąg pod jeden z pagórków okazał się za mocny i zostałam za chłopakami. Chwilę jeszcze próbowałam gonić, ale daremnie. 40 km/h to jeszcze nie moje tempo. Zostałam z jednym ze stałych bywalców z KKZK i przez jakiś czas jechaliśmy po zmianach, później wzajemnie się goniliśmy, bym ostatecznie zostawiła go w tyle. Póki było z wiatrem, było ok. Na szczęście pod wiatr wyprzedził mnie znajomy z Gryflandu i pozwolił wieźć się na kole przez jakiś czas. Aż do wzniesienia, na którym...spadł mi łańcuch. Założyłam go szybko, ale utrata paru sekund wystarczyła, bym ostatnie kilometry pierwszego kółka pokonywała samodzielnie. Niedaleko przed metą minął mnie jeszcze pociąg z Krzysiem w składzie. Pół godziny straty na pierwszym kółku - nie było źle. 


Pierwszą część, tę z wiatrem, drugiego kółka przejechałam sama. Gdy zbliżałam się już do zakrętu, za którym miało być centralnie pod wiatr wyprzedziła mnie Gosia z jeszcze jednym kolarzem, który rzucił tylko "Wskakuj na koło, pociągnę". Uznałam, że dyskutować nie będę. Wsiadłam i do końca już nie puściłam. Chłopak szedł pod wiatr jak czołg - równym tempem, które dla mnie byłoby nieosiągalne w pojedynkę. Z czasem nasza grupka wzbogaciła się o kolegę na rowerze innym, na chwilę dołączył do nas Jacek wraz ze swoją grupą, ale na hopkach odjechali. Na kawałek przed metą z naprzeciwka nadjechał Krzyś, który przejął funkcję prowadzącego - narzucił mocniejsze tempo na finisz. 

Według pomiaru czasu udało mi się uzyskać prędkość 28,5 km/h na 156 km, wg moich urządzeń pomiarowych było to 29,5 na 162 km (STRAVA). I jestem z tego wyniku bardzo zadowolona. 


Przed dekoracją zdążyłam się jeszcze ogarnąć, założyć sukienkę i buty na obcasie, zjeść obiad, porozmawiać z kilkorgiem znajomych. Ktoś się zgubił (miejscami strzałki istotnie były małe i słabo widoczne, niestety), kto inny skrócił, większość sponiewierał wiatr. Było ciepło, swojsko i błogo. W kategorii byłam jedyna. W open czwarta. 


Sezon startowy zaczął się na dobre. Najpierw w Sobótce, teraz w Śremie. Cały kwiecień spędziłam ścigając się (przede wszystkim z samą sobą). W maju trochę odpocznę, by w pierwszej połowie czerwca podjąć największe dotychczas wyzwanie rowerowe... 

niedziela, 22 kwietnia 2018

Rowerowo-piesza eskapada na Kamienicę

Pogoda ostatniego tygodnia wcale nie przypomina wiosny, tylko środek lata. Mam dylemat czy kopać grządki, czy iść na rower. Staram się jakoś to pogodzić.Nawet zaczęłam sezon szosowy. Tylko, żepo75 km wycieczki do Lwówka okazało się, że opony niespecjalnie zniosły zimę i trzeba je wymienić. Czekając więc na przesyłkę wróciłam do zieleninki i w niedzielę wybrałam się w góry. Celu nie miałam.

piątek, 20 kwietnia 2018

Wiosenne smootie pokrzywowe


Skoro czas chwastów, to zapraszam na kolejny chwaściany post. Tym razem delektować będziemy się napojami na bazie pokrzywy. Obecnie noszą one chwytliwą nazwę smoothie, ale przecież są niczym innym jak koktajlem na wodzie.
Czy trzeba przypominać o zaletach pokrzywy? Parzące ziele zawiera witaminę C, B i K, prowitaminę A, sole mineralne (zwłaszcza wapnia i żelaza).Działa oczyszczająco na organizm,wzmacniając go,obniża poziom cukru we krwi. Ziele zbieramy wiosną przed kwitnieniem.

środa, 18 kwietnia 2018

Kot i pies,czyli Gang Olsena


Nadeszła wiosna i nasze zwierzaki spędzają całe dnie na dworze. Nareszcie! Przez ostatnie kilka miesięcy Frida i Koki zostali najlepszymi kumplami na świecie, a co za tym idzie, razem śpią, razem jedzą i... razem broją. Nieraz w ostatniej chwili łapaliśmy przedmioty zrzucane w biegu przez któreś z nich. Teraz dzikie harce odbywają się na świeżym powietrzu, a nasze meble i bibeloty stały się bezpieczne. Gdy Fridy zbyt długo nie ma w domu, Koki po prostu jej szuka, po wypuszczeniu na dwór tak długo będzie szczekał,kręcił się koło domu, aż przywoła swoją przyjaciółkę i wracają już razem.