piątek, 21 września 2018

Zakończenie sezonu maratonów 2018 po raz...drugi ;)

Podobnie, jak rok temu, tak i w tym roku sezon maratonowy zamykałam w Rewalu i to...drugi raz w 2018. Z powodu rozłamu w cyklu powstały dwa cykle, z których każdy kończył się gdzie indziej i w innym terminie. I wprawdzie w "cyklu nadmorskim" nie jeździłam w tym roku - ie te terminy, odległości i możliwości brania wolnego - ale maraton w Rewalu stał się pretekstem do przyjazdu w rodzinne strony. 

W piątek przed południem wsiedliśmy z Krzysiem do samochodu i ruszyliśmy do Trzebiatowa. Najpierw odwiedziny u mojej chrześnicy, przywitanie z Babcią, wyjazd po pakiety do Rewala i powrót do Trzebiatowa, gdzie czekała już na nas Ciocia Mariolka z Wujkiem Irkiem. Zostaliśmy nakarmieni i zaopiekowani, spędziliśmy przemiły wieczór i poszliśmy spać. 


Rano pobudka o normalnej porze, bo ja zdecydowałam się na dystans MINI, liczący 71 km, a Krzyś zupełnie zrezygnował ze startu z powodu kontuzji kolana. Przejął za to rolę nadwornego fotografa imprezy wyjeżdżając nawet na trasę. Napstrykał ponad 1,5 tys. zdjęć! 



Jadąc do Rewala mijamy pierwszych zawodników z dystansu MEGA, który liczy...198 km i prowadzi na początku do Trzebiatowa i Mrzeżyna. Na starcie witamy się ze znajomymi, niespiesznie ogarniam siebie i rower. Tuż przed startem dowiaduję się, że...startuję na szosie. Rower, który dotychczas zawsze był innym, tym razem okazuje się szosą. Trudno - nie jest to impreza, której wynik ma dla mnie znaczenie w dalszych klasyfikacjach. Startuję. Zaraz za rondem staję na pedały i gonię odjeżdżającą czołówkę - dwóch chłopaków. Jeden z nich niedługo zostaje, drugi mi ucieka. Niedługo później jednak go doganiam. Strasznie wieje i możliwość jazdy po zmianach jest zbawienna. Pod wiatr mamy niezłe tempo, ale naprawdę rozpędzamy się dopiero na odcinku Gryfice-Świerzno, gdy wiatr staje się mniej dokuczliwy. Niestety dogania nas grupka startująca za nami i "porywa" mojego partnera. Na mecie okaże się, że...nie na długo. Na punkcie żywieniowym mijam Krzysia robiącego zdjęcia i z dosyć sprzyjającym wiatrem jadę w stronę Cerkwicy sama. Doganiam zawodnika na szosie z nadzieją na jakieś zmiany. Ale niestety - jeśli są to albo króciutkie, albo z dziurą na 100m. Tak bawić się nie będę. Postanawiam równo jechać swoje. Wprawdzie za moment na mecie okaże się, że powinnam była docisnąć i wyciągnąć z nóg jeszcze więcej, ale o tym za moment... Zaraz za Cerkwicą z naprzeciwka nadjeżdżają "moi" chłopacy - panowie na rowerach innych, z którymi przejeździłam ten sezon - z niektórymi utrzymywałam się po kilka km, z innymi tasowałam się na trasach. Machamy sobie i pozdrawiamy się. Tego dnia współczuję im jednak drugiego kółka. Wiatr jest coraz silniejszy, utrudnia jazdę w każdym kierunku poza tym z nim zgodnym. Wpadam na metę ze średnią ponad 29,5 km/h. Czuję się ujechana. Miałam to szczęście, że połowę trasy jechałam z chłopakiem ze swojej grupy. Mimo ucieczki niemal doganiam go na mecie - wjeżdża tuż przede mną. Niestety - druga połowa i dojazd do mety to już rzeźbienie - czasem gdzieś udało się zahaczyć, czasem nie. I tym sposobem tracę 2,5 minuty do...pierwszego miejsca w K2 na szosach i 1 minutę do drugiego. Jestem trochę rozczarowana, bo wiem, że te niecałe 3 minuty to drobiazg na tych 70km, można to było przeskoczyć i na rowerze innym zdobyć podium szos...no ale... Nie docisnęłam na końcu, na trasie pewnie też o jeden-dwa razy za dużo odpuściłam korbę i wyszło, jak wyszło. Czasem można nie wygrać ;) 
Po maratonie jedziemy do domu, biorę prysznic, Ciocia tłumaczy dokładnie ile i jakiego jedzenia nam zostawia i zaraz później wyjeżdżają z Wujkiem. Ogarniamy się z Krzysiem, jemy obiad i jedziemy na dłuższe odwiedziny u Babci. Dostajemy też zaproszenie do stadniny na konie. Ze sporą ekscytacją idziemy na ujeżdżalnię z wujkiem Krzyśkiem, który towarzyszy na hali swojemu znajomemu. Krzyś zostaje oprowadzony, a ja dostaję nawet wodze do rąk - dziecięce marzenia o jeździe powracają...


I od razu wiadomo, kto jest moim ulubionym księciem
z bajki
Wieczorem wybieramy się znowu do Rewala - tym razem na spotkanie ze znajomymi. Przy meczu siatkówki wspominamy, żartujemy, rozmowy toczą się głośne i ożywione. Niestety - przychodzi pożegnać się - z niektórymi zapewne na kilka kolejnych miesięcy. Wracamy do Trzebiatowa i spotykamy się z moimi przyjaciółmi - kolejne rozmowy toczą się do późnej nocy...

Wstajemy przed południem, pakujemy auto i ruszamy...znowu do Rewala. Tym razem jednak na plażę - ja jestem nad morzem pierwszy raz w roku - to takie dziwne, gdy jeszcze nie tak dawno mieszkało się 10 km od morza, gdy na zachód wyskakiwało się rowerkiem po kolacji... Robimy zdjęcia, wygłupiamy się, Krzyś decyduje się nawet na kąpiel - ja poprzestaję na moczeniu nóg w zimnej wodzie. 

Wieczorem wracamy do Krotoszyna, a ja rano w poniedziałek wsiadam w autobus i z głową pełną wspomnień wracam do Wrocławia. To był bardzo intensywny weekend, wykorzystany chyba do skraju możliwości - naciągnęliśmy czas na maksa, wepchnęliśmy w te niecałe trzy dni ile się dało. 
Rowerowelove

czwartek, 20 września 2018

Lekkie śniadanie pod orzechem i z orzechami


W moim śląskim domu na śniadanie babcia Kasia podawała haberfloki, czyli płatki owsiane gotowane na mleku. Podejrzewam, że niejedno śląskie dziecko latami zmagało się z śniadaniową traumą związaną z gęstym kożuchem, jaki tworzył się w trakcie gotowania. 

poniedziałek, 17 września 2018

Ostatni w tym roku Jarmark Perski Izerski

Do wrześniowego jarmarku szykowałam się od miesiąca, układałam plany, co dodam i co zmienię na swoim mikro stoisku, a niewiele brakowało, bym wcale się w Kopańcu nie pojawiła.

środa, 12 września 2018

Kozi twarożek na dobry początek dnia

Uwielbiam biały ser. Jadam go sporo, często zdarza się, że micha twarogu stanowi całe moje śniadanie (pierwsze bądź drugie) . Korzystam z produktów gotowych lub, jeśli udaje mi się kupić świeże mleko, przygotowuję go samodzielnie.

poniedziałek, 10 września 2018

Przygody Marii w Domku pod Orzechem


Każdy przyjazd gości jest dla nas świętem. Przygotowujemy ognisko i niecierpliwie wypatrujemy bliskich lub znajomych. Nie inaczej było i tym razem.
Na weekend zapowiedział się brat z rodziną. Jak zwykle mogli pozwolić sobie tylko na dwudniowe odwiedziny, więc należało dobrze wykorzystać ten czas. Już w czasie ostatniej wizyty bratowa zauważyła, że chętnie powłóczyłaby się po okolicy, bo choć przyjeżdża do Gierczyna od lat, to zna tylko drogę do sąsiadów i las z grzybami.

sobota, 8 września 2018

Kocie opowieści

Maluchy jeszcze z mamą

Co słuchać u naszych kotów?
Podejrzewam, że część z Was zastanawia się, jak zaaklimatyzowały się nasze kocięta, bo ciągle tylko o Gringo piszę , a o kotach cisza, czasem pojawiają się w tle, ale nie jako głowni bohaterowie.. No to dziś będzie o kotach (choć myli się ten, kto myśli, że bohater drugiego planu nie wystąpi w tej opowieści).

środa, 5 września 2018

Jak przygotować domowy jogurt?

Wiele lat temu, gdy dzieci były małe natknęłam się w kobiecej prasie na poradę dotyczącą przygotowania domowego jogurtu. Były to czasy, gdy popularny obecnie mleczny deser dopiero pojawiał się na sklepowych półkach i był marzeniem każdego malucha.

wtorek, 4 września 2018

XIII Choszczeński Maraton Rowerowy

Tego lata miałam dwa urlopy - 4 dni na przełomie czerwca i lipca, gdy pojechaliśmy do Wisły oraz kolejne 4 dni na przełomie sierpnia i września przeznaczone na maraton w Choszcznie. Już w czwartek po południu zjawiam się więc w Krotoszynie, skąd następnego dnia mamy ruszyć na północ. Wieczorem jeszcze chwila na basenie i spać. W piątek od rana przygotowuję kanapki na drogę i makaron na kolację, robię śniadaniowe zakupy, wychodzę na spacer. Sporo czasu spędzam przy wolierze w krotoszyńskim parku przy Pałacu Gałeckich. Dostrzegam nowego pawia o dziwnym ubarwieniu, robię parę zdjęć. 

niedziela, 2 września 2018

Między sierpniem a wrześniem


Niepostrzeżenie, jakby ukradkiem nadszedł wrzesień. Niby wiedziałam, wszak tu i ówdzie pojawiały się posty i reklamy o przyborach szkolnych, rocznicy wybuchu wojny, a i pogoda jakby zjesienniała. A jednak ten początek września zupełnie odbiega o wszystkich innych.

środa, 29 sierpnia 2018

Siostrzana wędrówka Kamienickim Grzbietem


-Pódź, zy mnom na Tytoniowa Ścieżka.- poprosiła siostra zaraz po przyjeździe. -Pogodomy se po babsku.
No i jak miałam odmówić takiej prośbie? Przecież się nie da, zwłaszcza, że widzimy się na tyle rzadko, że każda spędzona z nią godzina staje się cennym wspomnieniem.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Klik, klik! Kupujemy meble!

-Jak długo jeszcze będziesz tu stała?
-Nad czym się tak zastanawiasz?
-No wybieraj w końcu!
-Przecież te rzeczy są takie same, chodź już!
-Nie grzeb się, bierzesz, czy nie?
-Pospiesz się!
-Ja już wychodzę, a ty rób jak chcesz.
Znacie to? Tak wyglądają zakupy z moim Ślubnym. Nie lubię, gdy mamy coś razem kupować, bo facet w gorącej wodzie kąpany. Łapie pierwszą rzecz z brzegu i ucieka. Jak to się skończyło, gdy kupował meble do łazienki i swoją piłę to już wiemy- zamiast szybko i tanio, było długo i czasochłonnie, bo jechaliśmy do Jeleniej Góry trzy razy w ciągu trzech dni!

sobota, 25 sierpnia 2018

Poranne rytuały

Poranek budził się z wolna. Leżąc, obserwowałam bladą poświatę z okna, czekając aż zacznie się rumienić i spojrzę czerwonemu słońcu w twarz. I choć czas płynął, poświata nie pojawiała się. Zdziwiona wstałam i spojrzałam na północny-wschód, by sprawdzić, czy może pojawiły się utęsknione chmury, z których spadnie wreszcie deszcz.

piątek, 24 sierpnia 2018

Mirabelkowe love

Mirabelki, wszędzie mirabelki! Gdy w połowie lipca odkryłam drzewko z opadającymi właśnie śliwkami byłam zupełnie nieprzygotowana. Zebrałam jednak owoce, bo przecież nic nie może się zmarnować. Nie miałam jednak ani czasu ani pomysłu na przetworzenie żółtych kulek. Zrobiłam więc rzecz najprostszą- wrzuciłam do 5-litrowej butli na wino i wstawiłam na strych.

środa, 22 sierpnia 2018

Sierpniowy misz-masz

Te owoce mnie wykończą! Śnią mi się po nocach gałęzie uginające się od mirabelek i gruszek, jeżyny wysyłają po mnie swoje macki, a borówki tęsknie wołają spod Kamienicy!
Kilka ostatnich dni upłynęło mi na gotowaniu, smażeniu, przeciskaniu, przecieraniu i suszeniu tego wszystkiego, com sobie naniosła do domu. A były to borówki i jagody, renklody, mirabelki, jabłka, cukinia, pomidory, gruszki i czarny bez. Renklody zostały przetworzone na prawdziwe gęste i ciemne powidła. Borówki z jabłkami zamieniły się w sos do mięsa. Z cukinii i jabłek powstał keczup. Jagody zniknęły w zupie,  gruszki, część jabłek i pseudo węgierki dosychają na siatkach rozłożonych na łące. Czarny bez po przegotowaniu zamienił się w leczniczy sok. A mirabelki? Mirabelkom poświęcę osobny wpis.
Jedynym dniem ostatniego tygodnia, gdy nie kwitłam przy owocach była niedziela, którą jednak też spędziłam wśród przetworów. Wybrałam się bowiem na jarmark perski izerski do Kopańca.
Było jak zwykle towarzysko i radośnie. Spotkałam starych i nowych znajomych, przegadałam wiele godzin i wysłuchałam kilku życiowych historii.
Sierpniowa edycja jarmarku różniła się od poprzednich niecodziennymi gośćmi- swoje dwudziestolecie pobytu w Izerach świętowali Holendrzy z fundacji Nemo. Były fryzyjskie tańce i pląsy, muzyka ludowa w wykonaniu zespołu Midwoud.
Wydawało mi się, że tacy goście przyciągną rzesze odwiedzających, jednak tak się nie stało.

Ludzi było nawet jakby mniej niż na poprzednich imprezach. Myślę, że powodem był niesamowity upał i duchota, więc spora część potencjalnych odwiedzających wybrała pobyt nad wodą.  O tym, jak było gorąco świadczy choćby to, że hitem mojego małego stoiska okazał się... kompot jabłkowy!
Na jarmarku spotkamy się w tym roku jeszcze raz, we wrześniu, kto zatem nie zdąży jeszcze odwiedzić Kopańca, niech szykuje się 16 września!

sobota, 18 sierpnia 2018

Prezent dla zwierzoluba

Lubicie dostawać prezenty? Ja uwielbiam! I równie mocno lubię dawać, choć czasem brakuje mi pomysłu, co sprezentować najbliższym.
Z okazji 28 rocznicy ślubu, która przypada dzisiaj, sprawiliśmy sobie personalizowaną tacę śniadaniową ze sklepu MyGiftDNA.pl .

czwartek, 16 sierpnia 2018

Chutney- owoce dla dorosłych

Ostatnio było o owocach dla niemowląt, dziś zupełnie inna strona letnich przetworów. Będzie o chutney'ach. Gdy zaczęłam swoją przygodę z owocami do słonych potraw, nie wiedziałam, że mają one swoją nazwę. Teraz już wiem, że moje sosy o dziwnych składach były ni mniej, ni więcej jak chutney'ami. Zgodnie z Wikipedią chutney wywodzi się z kuchni indyjskiej i jest owocowym , ostrym sosem z czosnkiem, cebulą, musztardą.

środa, 15 sierpnia 2018

Jak urządzę mój strych?- pomysł nr 1


"Tu na razie jest ściernisko, ale będzie..." - nucę sobie za każdym razem, gdy wchodzę na mój strych, by powiesić pęczek ziół albo w jednym z tysiąca kartonów poszukać drobiazgu, którego właśnie teraz potrzebuję. Potrafię tam stać kilkanaście minut, gapiąc się jeden punkt, a oczami wyobraźni widzę wnętrze inspirowane dopiero co zamkniętą stroną internetową o tematyce wnętrzarskiej lub sklepem z meblami. I za każdym razem mam inny pomysł na urządzenie tych kilkudziesięciu metrów kwadratowych powierzchni. 

Pomyślałam, że zacznę te pomysły spisywać i Wam pokazywać, może coś doradzicie? 

Ostatnio przyszło mi do głowy, by każdy pokój urządzić w innym stylu: alpejskim, prowansalskim, skandynawskim, ludowym, peerelowskim. 



poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Maraton Szosowy Kargula i Pawlaka w Lubomierzu

Kocięta mamy w butach Krzysia. Ach! te sznurówki!
Że na maraton do Lubomierza pojedziemy, wiedzieliśmy od dawna. Że skorzystamy przy tej okazji z gościnności moim rodziców - też. Że jak zawsze będzie za mało czasu - niekoniecznie...

piątek, 10 sierpnia 2018

Owoce w słoikach dla Maluszka

Bycie babcią zobowiązuje. Z niecierpliwością oczekuję dnia, gdy moje wnuczątko pojawi się na świecie, a ja będę mogła przywitać kolejne pokolenie. Nim to jednak nastąpi, trzeba jakoś przygotować się mentalnie i logistycznie. Ślubny już planuje remont na poddaszu, by to nowe pokolenie miało jak najlepsze warunki w czasie pobytu u dziadków. Ja zajęłam się przygotowywaniem tego, co umiem najlepiej, czyli słoiczków z przetworami.
Wyliczyłam, że Maleństwo będzie gotowe do zmiany diety akurat wtedy, gdy nie uświadczysz świeżych warzyw i owoców, bo to co pojawia się wiosną w sklepach albo jest pryskane chemikaliami, albo sztucznie pędzone, albo sprowadzane nie wiadomo skąd.
Powiedzmy sobie szczerze, jedynie owoce i warzywa ze sprawdzonego źródła są dobre. A sprawdzone źródło to własny ogród, sad i dzikie owoce na miedzach i w lesie. Nikt nie wmówi mi, że te piękne, okrągłe jak od linijki jabłka nie zostały niczym opryskane, a marchew w pęczku kupowana w maju też jest naturalna! Pewnie, można kupić gotowe słoiczki z przecierem. Tylko po co, skoro te przygotowane w domu będą pewniejsze, zdrowsze i dużo tańsze?
Co zatem pozostaje? Stanąć przy kuchni i przygotować własne słoiczki.
Od czasu, gdy moje dzieci były niemowlętami minęło sporo czasu, postanowiłam więc sprawdzić, co zmieniło się w filozofii żywienia niemowląt. Przejrzałam sporo różnych stron internetowych, forów, blogów i... złapałam się za głowę! Co artykuł to inne wytyczne!
Postanowiłam więc połączyć tę nową wiedzę ze swoim doświadczeniem i kierując się zdrowym rozsądkiem zabrałam się do pracy.
Najwięcej powstało słoiczków z musem jabłkowym, bo tu wszyscy są zgodni. Pierwszym owocem podawanym niemowlakowi ( niektóre źródła podają, że od piątego, inne że od szóstego miesiąca) są jabłka. Zatem mamy mus jabłkowy z papierówek- nadają się idealnie, bo nie są zbyt wyraziste w smaku i mają dużo miąższu. gotującej się wodzie ok. 30 minut.
Początkowo myślałam, że będę je dusić w garnku, jednak przypomniałam sobie o istnieniu wyciskarki wolnoobrotowej i to ona sprawiła, ze praca idzie mi szybko. Z tego urządzenia wychodzi idealna papka do słoików! Nie doprawiam jej, tylko przelewam do wyparzonych słoiczków po keczupie i pasteryzuję we wrzącej wodzie ok. 30 minut.
Kolejne słoiczki są z przecierem jabłkowo-porzeczkowym, bo czerwona porzeczka też pojawia się jako ten owoc, który maluch może zjeść ok. 6-7 miesiąca.
Dalej są musy jabłkowo-malinowe, jabłkowo- gruszkowe, gruszkowo-malinowe, jabłkowo-cukiniowe. W przyszłym tygodniu pojawią się słoiczki gruszka-jagoda,  jabłko-jagoda. Dzięki takim zapasom Maluszek spokojnie przetrwa do marchewki, pietruszki i pasternaka i innych warzyw z mojego ogrodu oraz owoców sezonowych.
P.S. Zajrzałam do piwnicy... zdaje się, że nakarmię nie tylko Dzidzię Gui ale i dzieci sąsiadów!




RÓBMY PRZETWORY! 5.

wtorek, 7 sierpnia 2018

AliEkspressowe zdobycze dla Gringo

Zapewne pamiętacie, jak jakiś czas temu zastanawiałam się nad tym, co kupić swojemu nowemu wówczas psu? Przejrzałam wówczas mnóstwo różnych ofert, korzystając z dostępnych w internecie sklepów zoologicznych. Ponieważ postanowiłam pójść za Waszymi podpowiedziami i kupić szelki, szukałam takich, które spodobają mi się, będą mocne i nie wydrenują mojego portfela. Okazało się, ze mam spore wymagania, bo albo kolor albo krój albo cena mi nie odpowiadały.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Wędrówka w starym stylu- Kamienica

Przed nami majestatyczna Kamienica
Kamienica- najwyższy szczyt mojej części Gór Izerskich (973m.n.p.m) rozpalała moją wyobraźnię już od dłuższego czasu. Wiosną niewiele brakowało, bym dotarła na sam szczyt, wówczas jednak miałam ze sobą rower i noszenie go po skałach byłoby absurdem. Ale to wówczas, gdy poczułam zapach nagrzanych słońcem kamieni, przypomniałam sobie dawne wędrówki z plecakiem samotnie lub z ojcem. Te dziesiątki kilometrów pokonywanych równym miarowym tempem w czasie jednodniowych wycieczek lub wielodniowych wypraw. Tak.

piątek, 3 sierpnia 2018

Malinowe impresje

Jest taka piosenka Urszuli, która męczy mnie ilekroć idę z wiaderkiem zbierać maliny. Podejrzewam, że pokolenie dorastające w latach osiemdziesiątych już wie, że nucę wtedy "Malinowego króla".  I nieważne, że tekst z podtekstem i w sumie infantylny, i jakiś taki podejrzany,choć przecież o miłości. Melodia jednak zapada w pamięć i już.

czwartek, 2 sierpnia 2018

Dzień dobrych wiadomości

Przyjazd Gui do Domku pod Orzechem jest dobrym momentem na ogłoszenie "Dnia dobrych wiadomości". A jest ich sporo i prawdę mówiąc nie wiem, od której zacząć? Od najważniejszej? A odwrotnie, by na końcu było wielkie BUM!
I może tak zrobię...

poniedziałek, 30 lipca 2018

XV Klasyk Kłodzki

Takie widoki z okna w pokoju... 
Po jednym z ostatnich wyjazdów na maraton bladym świtem Krzyś podejmuje decyzję, że tym razem śpimy na miejscu. Wobec tego już w czwartek pakuję swoje bagaże i szykuję się do wyjazdu. W piątek wczesnym rankiem jadę do pracy, z której po południu odbiera mnie mój chłopak i od razu zmierzamy w kierunku Kotliny Kłodzkiej. Po dwóch męczących tygodniach w pracy i niedospanej nocy w aucie...zasypiam. Obudzona zostaję dopiero w Zieleńcu pod pensjonatem, w którym śpimy. Wypakowujemy auto, meldujemy się, rozmawiamy ze znajomymi, którzy śpią w pokoju obok, dowiadujemy się u właścicielki, czy nazajutrz będziemy mogli zostać trochę dłużej i spokojnie ogarnąć się po maratonie. Później jeszcze obiad, niewielkie zakupy odebranie pakietów, chwila rozmowy z organizatorem i wracamy do pokoju. Ogarniamy się, szykujemy rowery i stroje, przypinamy numery startowe i idziemy wcześnie spać. Starty dopiero o 8, więc nie musimy zrywać się bardzo wcześnie, ale odczuwam spory brak snu, więc szybko zasypiam i śpię, jak dziecko. 

piątek, 27 lipca 2018

W upalny dzień najlepsza mrożona kawa

Uwielbiam kawę. Pachnącą aromatyczną przygotowywaną w ekspresie ciśnieniowym z świeżo palonych i mielonych na bieżąco ziaren. Każdy dzień zaczynam filiżanką aromatycznego naparu, przy czym tą pierwszą jest zawsze cappuccino.

środa, 25 lipca 2018

Dziecięce zabawy u cioci na wsi

Przyjedziemy w ten weekend z 20 lipca- napisała na fb bratowa jakiś czas temu. Było to na tyle dawno, że zakodowałam jedynie "lipca". I gdy w piątek zobaczyłam wiadomość: "będziemy za 2 godziny", uświadomiłam sobie, że to właśnie jest "ten lipca". Omiotłam wzrokiem główną izbę w chacie, strzepałam z narzuty psie kłaki i pozostałości po"patyczku" , który Gringo wniósł nielegalnie do mieszkania. Stwierdziłam, że może być i z niecierpliwością oczekiwałam gości.

poniedziałek, 23 lipca 2018

Z wizytą w Jeleniej Górze

Gdy półtora miesiąca temu zabieraliśmy Gringo ze schroniska, zobowiązaliśmy się wrócić, aby go wykastrować (post o wizycie w schronisku). Ponieważ pies już się w pełni zaaklimatyzował w Domku pod Orzechem i czuje się tu bezpiecznie, zdecydowaliśmy, że poddamy go zabiegowi.  Zgodnie z umową stawiliśmy się w czwartek w schronisku. Oddaliśmy psiaka pod opiekę pani Ani i schroniskowego weterynarza. Od tej chwili mieliśmy 4 godziny do zapełnienia (bo przecież bez sensu byłoby jeździć w te i we wte).

czwartek, 19 lipca 2018

Jak zainteresować dziecko górami?- ROCK'si i jej książki


Każdy, kto choć raz zabrał dziecko na wędrówkę, wie, że nie jest łatwo. Pociecha zazwyczaj szybko się nudzi, bolą ją nogi, co pięć minut pyta: „daleko jeszcze?” „a po co my tam idziemy?”i takie tam... Wiem, sama to przeżywałam, wędrując po Izerach z trójką swoich maluchów. Czym były starsze, tym pytania były dociekliwsze, a czasem pojawiał się niczym nieuzasadniony bunt.

środa, 18 lipca 2018

Na jarmarku w Kopańcu

Do Kopańca wpadam punktualnie o jedenastej. Samochód Inkwizycji już stoi. Parkuję obok i idę poszukać przyjaciółki. Jakoż po chwili widzę, jak wspólnie z Ulką rozkładają swoje wiktuały. Znajduję właściciela terenu i dopytuję, czy mogę obok ustawić swój stolik. Ty masz to malutkie, śmieszne stoisko?

poniedziałek, 16 lipca 2018

Dorota z "Winnego Wzgórza"

Mamy wakacje, więc kolejna wakacyjna lektura :) Jakoś tak się złożyło, że ostatnio wpadają mi w ręce książki pisarzy promujących Pomorze Zachodnie. Dopiero co pisałam o nowej powieści Hermana, gdy nadszedł czas na jeszcze ciepłą i pachnącą nowością powieść Doroty Schrammek: "Winne Wzgórze. Wiara"(będą jeszcze dwie książki w tym cyklu)

sobota, 14 lipca 2018

Sudecki Festiwal Minerałów 2018 w Lubaniu

Pojedziemy do Lubania? Zagadnęłam Ślubnego po jego powrocie z Trzebiatowa. Nie zdziwiłabym się, gdy stwierdził, że mu się nie chce. Czekało nas sporo pracy, bo jak zwykle przyciągnął przyczepkę pełną gratów. Jakież było moje zdziwienie, gdy stwierdził, że bardzo chętnie!

czwartek, 12 lipca 2018

IV Supermaraton Szosowy Szlakiem Don Kichota - czyli o walce z wiatrem, nie z wiatrakami...

IV Supermaraton Szosowy Szlakiem Don Kichota miał wszystko, by być moim najłatwiejszym tegorocznym Giga - płaską super oznaczoną trasę, świetną organizację, termin w połowie sezonu, gdy nogi są już rozjeżdżone, ale jeszcze nie zajeżdżone. I wszystko byłoby super, gdyby nie największy wróg - wiatr...

wtorek, 10 lipca 2018

Zupa wiśniowa z miętą

W poprzedniej notce pisałam już o niesamowitym urodzaju owoców i pracy z tym związanej. Obecnie jestem na etapie przetworów z wiśni. Mam ich mnóstwo, bo sąsiadka chyba już nie może patrzeć na wiadra z owocami. Planowałam napisać osobny, wiśniowy post, ale okazało się, że zupełnie przez przypadek przygotowałam nowy smak zupy wiśniowej i chcę się z Wami podzielić przepisem. Nim jednak do tego dojdziemy, dygresja.

poniedziałek, 9 lipca 2018

Spokój pod orzechem


Pod orzechem czas wyznaczany jest przedwczesnym dojrzewaniem owoców. Ledwo uporałam się z późnymi czereśniami, nadszedł zbiór wiśni. Skończył się sezon poziomkowy, w chruśniakach zaczerwieniły się słodkie maliny, a na zboczach aż czarno od jagód. Z niepokojem przyglądam się śliwom i jeżynom, czy one także śladem wcześniejszych kuzynek chcą dojrzeć w lipcu?

niedziela, 8 lipca 2018

Zabierz książkę na wakacje "Biblia diabła" Leszka Hermana

Lato w pełni, więc aż chce się czytać wakacyjne lektury. Wiadomo, że ja mam wakacje cały rok, mieszkając w górach i zajmując się zwierzakami. Takie agrowczasy pod gruszą, a dokładnie pod orzechem.

środa, 4 lipca 2018

Tokarczuk znów mnie zaskoczyła - "Opowiadania bizarne"

Z książkami Olgi Tokarczuk tak mam, że muszę je mieć na własność. Prawdziwe, pachnące farbą drukarską. Gdy więc dostałam kolejny bon zakupowy do Empiku w ramach podziękowania za aktywność na panelu Zymetria, wiedziałam, że kupię kolejną książkę mojej ulubionej pisarki. Czego się spodziewałam? Hm... wszystkiego, bo Tokarczuk zaskakuje za każdym razem, gdy wydaje książkę.

poniedziałek, 2 lipca 2018

Robimy mydełka pachnące łąką

Jakiś czas temu wspominałam o warsztatach, na których uczyliśmy się robić naturalne kosmetyki. Razem z Ewą-sąsiadką tam nam się spodobało, że zapałałyśmy chęcią robienia domowych mydełek i innych mazideł.