czwartek, 15 listopada 2018

Listopadowe spacery

Prognozy straszą zmianą pogody, z dnia na dzień robi się chłodniej, a jednak w ciągu dnia można złapać kilka godzin słonecznej pogody. Wykorzystuję je, ile się da!

poniedziałek, 12 listopada 2018

Chwytając jesienne pejzaże i ulotne emocje

Ostatni tydzień był zwariowany. Decyzję o wyjeździe nad morze podjęłam spontanicznie, bo też dłużej nie było sensu zwlekać z odwiedzinami u teściów i załatwieniem kilku urzędowych spraw. Należało wykorzystać ostatnie ciepłe dni tej jesieni. Dzięki temu wyjechałam z Gierczyna w jesiennej kurtce, nie martwiąc się o zimowe stroje, które w ubiegłych latach były już o tej porze koniecznością.

sobota, 10 listopada 2018

Czym zaskczyła mnie wyciskarka do soku Hurom?

Pamiętam, gdy kilka lat temu w czasie poprzedniego nadurodzaju owoców i warzyw postanowiłam robić świeże soki. Pierwsza próba skończyła się wybiciem korków, bo moja prawie 20-letnia sokowirówka po prostu padła (o innym wspomnieniu związanym z soowirówka czytaliśćie tu). Reanimacja była bezsensowna. Mój smutek trwał zaledwie dwa dni, bo... właśnie wtedy w Biedronce pojawiła się wyciskarka wolnoobrotowa. Nie była tania, ale cena nie zwalała z nóg i zamiast zwykłej sokowirówki przyjechałam z marketu z pierwszą swoją wyciskarką.

piątek, 9 listopada 2018

Zastępując Mikołaja w wyborze prezentów pod choinkę

Pamiętacie, jak poprzednim razem gorączkowo szukałam prezentów i nijak nie mogłam się zdecydować? W tym roku poszłam po rozum o głowy kompletuję upominki świąteczne już od końca października. Ma to sporo zalet. Po pierwsze czas do namysłu, po drugie pewność, że wszystkie paczki dojdą na czas, po trzecie rozłożenie wydatków na kilka miesięcy, dzięki czemu pod koniec grudnia nie zobaczę zera na koncie bankowym.

wtorek, 6 listopada 2018

Włóczęga po mglistych pagórkach.

Dzień wstała dziwny... Mglisty świt powoli zamieniał się w pogodny poranek, jednak stojące nisko słońce rzucało tylko żółte rozproszone światło nadając krajobrazowi odrealnioną poświatę. Nad Pogórzem wisiały niskie chmury, jednak nad Kuflem i Blizborem niebo było pogodne. O dziwo, Sępia Góra tonęła we mgle. Zapięłam kozy na łące, obserwując zmiany w układzie mgieł i żałując, że nie zabrałam z domu telefonu.

niedziela, 4 listopada 2018

Dlaczego nie używam cytryny?

Stali bywalcy bloga zauważyli zapewne, że moje przepisy  zazwyczaj różnią się od tych spotykanych w książkach kulinarnych. Główną różnicą jest korzystanie z warzyw, owoców i ziół dostępnych w mojej okolicy. Owszem mam swoją słabość w postaci ziaren kawy oraz kakao w proszku i póki co nie piję naparu z prażonych żołędzi, ale kawę zbożową czasem stosuję.

czwartek, 1 listopada 2018

Krajobraz po wichurze - Kowalówka i Dłużec

wschód słońca
Dzień wstał spektakularnie. Niebo zaczerwieniło się i rozpaliło świat za górą. Wyszłam przed dom i spojrzałam z zachwytem, ale i lekkim rozczarowaniem- wiało. Nawet mocno wiało, a ja miałam rowerowe plany. Na szczęście, gdy słońce wyszło już poza granicę drzew wiatr ustał i zgodnie z planem mogłam pojechać w góry.

wtorek, 30 października 2018

Straszny sok na Halloween

Gdy wypakowałam swoje nowe cudo w postaci wyciskarki wolnoobrotowej Hurom, nie mogłam się powstrzymać, by od razu nie przygotować soku! Szybko przejrzałam zawartość spiżarni i doszłam o wniosku, że zacznę od buraków i gruszek. Przyznacie, że ciekawe połączenie.

poniedziałek, 29 października 2018

Biało, biało, szaro-buro...


Pierwszy śnieg w Izerach

To będzie zwariowany post, bo w sumie mogłabym napisać kilka, ale wtedy nie byłoby tak zabawnie!
Temat jak w tytule, ale jak się zaraz przekonanie wcale nie będzie smutno. Bo przecież biały i szarobury wcale nie muszą kojarzyć się ze smutkiem, chandrą czy depresją.

sobota, 27 października 2018

Co wydarzyło się w czasie Dziadów?- K.B. Miszczuk "Przesilenie"


Za oknem coraz mroczniej i zimniej, to idealny czas na czytanie książek. Ta, o której dziś napiszę idealnie nadaje się na październikowe wieczory, gdyż kulminacyjne wydarzenia mają miejsce w dniu słowiańskich Dziadów.

czwartek, 25 października 2018

Jesienne ciasto orzechowe bez glutenu


W roku niesamowitego urodzaju orzechów nie może ich zabraknąć na stole. U mnie dodawane są do potraw na słodko i słono. Dziś zapraszam na lekkie rozpływające się w ustach ciasto orzechowe.

wtorek, 23 października 2018

Punkty widokowe na Grzbiecie Kamienickim Gór Izerskich

Odkąd zamieszkałam na stałe w Domku pod Orzechem, przejechałam i przeszłam więcej izerskich ścieżek niż przez całe swoje życie. Poznałam miejsca, o których nie miałam pojęcia. Podsumowując ten rok w Domku, chcę Wam przedstawić subiektywny ranking miejsc, z których mamy widoki pozostające w pamięci. Mam nadzieję, ze z przyjemnością obejrzycie panoramy z moich ulubionych miejsc i wspólnie ze mną jeszcze raz przejdziecie się izerskimi ścieżkami. Zapraszam na wycieczkę!

niedziela, 21 października 2018

sobota, 20 października 2018

Jesienny objazd Kamienickiego Grzbietu

Mapy pogody pokazywały, że to jeden z ostatnich suchych i słonecznych dni października. W odróżnieniu od kilku poprzednich wiatr miał już ustać i jedynym mankamentem mogła być nieco gorsza widoczność. Ale czy to jest ważne, gdy chce się jechać przed siebie?

środa, 17 października 2018

Jak nie przytyć zimą, czyli czy kupić trenażer?

Już od świtu zapowiadała się świetna pogoda. Idealna na rower. Pojechałam więc w góry. Musiałam w góry, bo Ślubny w ramach sprzątania przed zimą wyniósł na strych moją szosówkę, górala też próbował czym samowolnie chciał ogłosić koniec sezonu rowerowego pod orzechem!

wtorek, 16 października 2018

VIA Dolny Śląsk oczyma Blondynki - podsumowanie sezonu

Tegoroczny sezon startów przeciągnęłam do granic możliwości. Bo, jak niektórzy pewnie wiedzą, w tym roku poza supermaratonami i paroma imprezami spoza cyklu startowałam także w cyklu wyścigów szosowych VIA Dolny Śląsk rozgrywanych - jak sama nazwa wskazuje - na Dolnym Śląsku. 

niedziela, 14 października 2018

"Wichrowe Wzgórza"- powieść na jesienną słotę


Na lekturę tej książki wybierałam dni deszczowe lub wietrzne, gdy pogoda za oknem choć trochę nawiązywała do mrocznej atmosfery jedynej powieści Emily Bronte. Wędrowałam po moim maleńkim wrzosowisku, wsłuchując się w świst wiatru w drzewach, próbując wyobrazić sobie tamte wzgórza i aurę, jaka towarzyszyła tragicznej historii miłosnej.

piątek, 12 października 2018

Bezglutenowe śniadanie na trawie


Październikowe noce są nadal bardzo ciepłe i o świcie aż chce się wyjść na trawę, by zjeść śniadanie. Nie ma nic przyjemniejszego niż smaczne śniadanie jedzone na łące z widokiem na Pogórze Izerskie.

czwartek, 11 października 2018

Barwy jesieni- żółty

Mimozami jesień się zaczyna... śpiewał Niemen i choć za twórczością artysty nie przepadam, to ta jedna piosenka jest mi bliska, bo przecież mowa o październiku, który jest moim miesiącem.
Gdy byłam dzieckiem myślałam, ze mimoza to... nawłoć kanadyjska. Dopiero dostęp do różnych źródeł wiedzy pozwolił mi poznać wygląd rośliny z piosenki. Jednak nawłoć jako symbol początku jesieni utrwaliła się w mojej  świadomości. W tym roku wszystko jest jednak nie tak, wrzosy kwitły w lipcu, podobnie było z nawłocią, która już od początku sierpnia zapowiadała jesień.
Podążąjąc nadal za słowami piosenki Niemena mamy żółty październik, więc i z tą barwą Was dziś zostawię.

poniedziałek, 8 października 2018

Nieoczywisty spacer po Jeleniej Górze

Centrum Jeleniej Góry zna chyba każdy odwiedzający tę część Sudetów. Zdjęcie przy tramwaju na rynku czy przy jelonku są obowiązkowym elementem zwiedzania miasta. Nie będę więc Was zadręczać pokazywaniem Jeleniej Góry, którą być może znacie. Zapraszam na nieoczywisty spacer po mieście.

piątek, 5 października 2018

Barwy jesieni- czerwony

Oglądaliście "Osadę"? Nie przepadam za horrorami (a tak był ten film reklamowany), ale pamiętam że zwiastuny tak mnie zauroczyły, że poszłam do kina. Film zrobił na mnie ogromne wrażenie niesamowitym klimatem, muzyką i zaskakującym zakończeniem. Dlaczego wspominam film, gdy w tytule mamy coś zgoła innego? Otóż w jednej z początkowych scen dziewczynki znajdują czerwone kwiaty, a czerwony jest barwą zakazaną w świecie Osady.

środa, 3 października 2018

Remigiusz Mróz "Hasztag"


Jesień to idealna pora na nadrabianie czytelniczych zaległości. Na pierwszy ogień w tym roku poszła nowa powieść Remigiusza Mroza”Hasztag”.
Może zabrzmi to dziwnie, ale „Hasztag” jest pierwszą książką autora, z którą się zetknęłam. Jakoś dotychczas nie ciągnęło mnie do jego twórczości, zatopiona bowiem byłam raczej w prozie kobiecej.

wtorek, 2 października 2018

Murzynek gruszkowo-orzechowy

Cóż byłby to za Domek pod Orzechem, gdyby nie serwowano w nim orzechów? No właśnie. Sezon na „uwaga na głowę, orzechy lecą” trwa w najlepsze, więc i ciasto z orzechami musi być.
A że przy okazji mamy pełnię zbioru gruszek, więc będą i gruszki. I do tego moje ukochane kakao.

poniedziałek, 1 października 2018

Zakończenie sezonu maratonów 2018 po raz...drugi ;)

Podobnie, jak rok temu, tak i w tym roku sezon maratonowy zamykałam w Rewalu i to...drugi raz w 2018. Z powodu rozłamu w cyklu powstały dwa cykle, z których każdy kończył się gdzie indziej i w innym terminie. I wprawdzie w "cyklu nadmorskim" nie jeździłam w tym roku - ie te terminy, odległości i możliwości brania wolnego - ale maraton w Rewalu stał się pretekstem do przyjazdu w rodzinne strony. 

niedziela, 30 września 2018

Rowerowa wizyta w Wielkiej Izerze

Gross Iser czyli Wielka Izera to wieś, która istniała jeszcze po zakończeniu drugiej wojny. Jej historia była jednak bardziej dramatyczna niż innych miejsc w Górach Izerskich. Dziś po tajemniczej wiosce pozostał jeden dom. To kultowa Chatka Górzystów.

piątek, 28 września 2018

Kawa, kawa, kawa!

- Kawa, kawa, kawa!
lub:
-Zrobić Ci kawę?
To chyba najczęstsze teksty padające pod orzechem. Pierwszy towarzyszy naszym rodzinnym spotkaniom, bo moja śląska rodzina to wytrawni kawosze.
Drugim witam codziennie Ślubnego.
Z dzieciństwa pamiętam zapach kawy parzonej w szklance przez mojego ojca i tej parującej w termosie, Bo tato zabierał w góry gorącą kawę i tabliczkę gorzkiej czekolady. Myślę, że to on wpoił nam te miłość do czarnego naparu.

czwartek, 27 września 2018

Żeberka w miodowej zalewie

Oboje ze Ślubnym lubimy żeberka. Najczęściej robimy je w wesji grillowanej lub w kapuście. Tym razem jednak zainspirowana wpisem na którymś blogu zdecydowałam się na zupełnie inną wersję. Z przepisu oryginalnego zapamiętałam trzy słowa: miód, wino, musztarda. Przyznacie, ze zestawienie karkołomne, ale do odważnych świat należy więc przygotowałam takie oto danie (przepraszam za jakość zdjęć, Ślubny poganiał, żeby jeść a nie fotografować!):
żeberka na warzywach 
Składniki: 
1/2 kg żeberek
łyżka miodu ( miód rzepakowy z Pogórza Izerskiego, pasieka w Młyńsku)
250 ml czerwonego wytrawnego wina  (tegorczne domowe z wiśni dopiero co zlane)
2 łyżki osterj musztardy (własnoręcznie ukręcona z gorczycy i octu malinowego)
1 łyżeczka soli
olej do smażenia
Wykonanie: miód,  200 ml wina i musztardę mieszamy, tworząc marynatę. Żeberka dzielimy na mniejsze części, układamy w rondlu i zalewamy marynatą. Odsawiamy do lodówki na dobę. 
Po dobie wyjmujemy żeberka z zalewy, pozwalamy im obciec. Na patelni rozgrzewamy olej i układamy na nim mięso, solimy. Obsmażamy na ostro z obu stron, uważając, by się nie przypaliły. Podlewamy pozostałym winem i dusimy pod przykryciem na małym ogniu ok. godziny.
W tym czasie przygotowujemy duszone warzywa. Użyłam kisoznej kapusty, marchewki i cukini. Najpierw je podsmażyłam, następnie podlałam zalewą, która została z marynowania mięsa i dusiłam 20 minut. Na talerzu układamy warzywa, a na nich kawałki mięsa. 
Danie jest pyszne (nawet Ślubny tak uważa!)
Tu kolory naturalne, ale zdjęcie "ruszone"



środa, 26 września 2018

Targ w Siedlęcinie, dożynki w Grudzy i zakup na lata, czyli co robiłam w sobotę

Wieża mieszkalna i targ
Jeśli śledzicie nasz profil na fb ( do czego zachęcam), to zauważyliście zapewne, że sobotę spędziłam niesamowicie aktywnie.
Przed południem wspólnie ze Ślubnym wybraliśmy się do Siedlęcina, gdzie co tydzień odbywa się niezwykle ciekawy targ rolny. Można tu nabyć produkty od lokalnych wytwórców i hodowców.

poniedziałek, 24 września 2018

Szalona jesienna aura

Miałam w planie zupełnie inny post, ale dzisiejsza pogoda była wymarzoną dla szalonego fotgrafa, więc zamiast jedzenia będą zdjęcia jesieni. Dużo zdjęć jesienej aury!
Łapcie i podziwiajcie!
Burzowa chmura nad Pogórzem Izerskim

niedziela, 23 września 2018

10 rzeczy, które zrobię jesienią...

No i nadeszła. Z prawdziwym przytupem! Nagle zrobiło się chłodno, spadła upragniony deszcz, a w nocy termometr skazał poniżej 10 stopni. W oddali było słychac pomruki burzy, a bliżej, znacznie bliżej ryczące na rykowisku jelenie.
Tak! To już jesień.
Jej oznaki pojawiały się już wcześniej kwitnieniem wrzosów i nawłoci, zółknieniem traw.
Pomyślałam, że czas zrobić listę jesiennych marzeń. Takich prostych, czasem prozaicznych czynności, które sprawią, że zwykły zień zamieni się w jesienne święto.

czwartek, 20 września 2018

Lekkie śniadanie pod orzechem i z orzechami


W moim śląskim domu na śniadanie babcia Kasia podawała haberfloki, czyli płatki owsiane gotowane na mleku. Podejrzewam, że niejedno śląskie dziecko latami zmagało się z śniadaniową traumą związaną z gęstym kożuchem, jaki tworzył się w trakcie gotowania. 

poniedziałek, 17 września 2018

Ostatni w tym roku Jarmark Perski Izerski

Do wrześniowego jarmarku szykowałam się od miesiąca, układałam plany, co dodam i co zmienię na swoim mikro stoisku, a niewiele brakowało, bym wcale się w Kopańcu nie pojawiła.

środa, 12 września 2018

Kozi twarożek na dobry początek dnia

Uwielbiam biały ser. Jadam go sporo, często zdarza się, że micha twarogu stanowi całe moje śniadanie (pierwsze bądź drugie) . Korzystam z produktów gotowych lub, jeśli udaje mi się kupić świeże mleko, przygotowuję go samodzielnie.

poniedziałek, 10 września 2018

Przygody Marii w Domku pod Orzechem

Nad Przecznickim Potokiem
Każdy przyjazd gości jest dla nas świętem. Przygotowujemy ognisko i niecierpliwie wypatrujemy bliskich lub znajomych. Nie inaczej było i tym razem.
Na weekend zapowiedział się brat z rodziną. Jak zwykle mogli pozwolić sobie tylko na dwudniowe odwiedziny, więc należało dobrze wykorzystać ten czas. Już w czasie ostatniej wizyty bratowa zauważyła, że chętnie powłóczyłaby się po okolicy, bo choć przyjeżdża do Gierczyna od lat, to zna tylko drogę do sąsiadów i las z grzybami.

sobota, 8 września 2018

Kocie opowieści

Maluchy jeszcze z mamą

Co słuchać u naszych kotów?
Podejrzewam, że część z Was zastanawia się, jak zaaklimatyzowały się nasze kocięta, bo ciągle tylko o Gringo piszę , a o kotach cisza, czasem pojawiają się w tle, ale nie jako głowni bohaterowie.. No to dziś będzie o kotach (choć myli się ten, kto myśli, że bohater drugiego planu nie wystąpi w tej opowieści).

środa, 5 września 2018

Jak przygotować domowy jogurt?

Wiele lat temu, gdy dzieci były małe natknęłam się w kobiecej prasie na poradę dotyczącą przygotowania domowego jogurtu. Były to czasy, gdy popularny obecnie mleczny deser dopiero pojawiał się na sklepowych półkach i był marzeniem każdego malucha.

wtorek, 4 września 2018

XIII Choszczeński Maraton Rowerowy

Tego lata miałam dwa urlopy - 4 dni na przełomie czerwca i lipca, gdy pojechaliśmy do Wisły oraz kolejne 4 dni na przełomie sierpnia i września przeznaczone na maraton w Choszcznie. Już w czwartek po południu zjawiam się więc w Krotoszynie, skąd następnego dnia mamy ruszyć na północ. Wieczorem jeszcze chwila na basenie i spać. W piątek od rana przygotowuję kanapki na drogę i makaron na kolację, robię śniadaniowe zakupy, wychodzę na spacer. Sporo czasu spędzam przy wolierze w krotoszyńskim parku przy Pałacu Gałeckich. Dostrzegam nowego pawia o dziwnym ubarwieniu, robię parę zdjęć. 

niedziela, 2 września 2018

Między sierpniem a wrześniem


Niepostrzeżenie, jakby ukradkiem nadszedł wrzesień. Niby wiedziałam, wszak tu i ówdzie pojawiały się posty i reklamy o przyborach szkolnych, rocznicy wybuchu wojny, a i pogoda jakby zjesienniała. A jednak ten początek września zupełnie odbiega o wszystkich innych.

środa, 29 sierpnia 2018

Siostrzana wędrówka Kamienickim Grzbietem


-Pódź, zy mnom na Tytoniowa Ścieżka.- poprosiła siostra zaraz po przyjeździe. -Pogodomy se po babsku.
No i jak miałam odmówić takiej prośbie? Przecież się nie da, zwłaszcza, że widzimy się na tyle rzadko, że każda spędzona z nią godzina staje się cennym wspomnieniem.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Klik, klik! Kupujemy meble!

-Jak długo jeszcze będziesz tu stała?
-Nad czym się tak zastanawiasz?
-No wybieraj w końcu!
-Przecież te rzeczy są takie same, chodź już!
-Nie grzeb się, bierzesz, czy nie?
-Pospiesz się!
-Ja już wychodzę, a ty rób jak chcesz.
Znacie to? Tak wyglądają zakupy z moim Ślubnym. Nie lubię, gdy mamy coś razem kupować, bo facet w gorącej wodzie kąpany. Łapie pierwszą rzecz z brzegu i ucieka. Jak to się skończyło, gdy kupował meble do łazienki i swoją piłę to już wiemy- zamiast szybko i tanio, było długo i czasochłonnie, bo jechaliśmy do Jeleniej Góry trzy razy w ciągu trzech dni!

sobota, 25 sierpnia 2018

Poranne rytuały

Poranek budził się z wolna. Leżąc, obserwowałam bladą poświatę z okna, czekając aż zacznie się rumienić i spojrzę czerwonemu słońcu w twarz. I choć czas płynął, poświata nie pojawiała się. Zdziwiona wstałam i spojrzałam na północny-wschód, by sprawdzić, czy może pojawiły się utęsknione chmury, z których spadnie wreszcie deszcz.

piątek, 24 sierpnia 2018

Mirabelkowe love

Mirabelki, wszędzie mirabelki! Gdy w połowie lipca odkryłam drzewko z opadającymi właśnie śliwkami byłam zupełnie nieprzygotowana. Zebrałam jednak owoce, bo przecież nic nie może się zmarnować. Nie miałam jednak ani czasu ani pomysłu na przetworzenie żółtych kulek. Zrobiłam więc rzecz najprostszą- wrzuciłam do 5-litrowej butli na wino i wstawiłam na strych.

środa, 22 sierpnia 2018

Sierpniowy misz-masz

Te owoce mnie wykończą! Śnią mi się po nocach gałęzie uginające się od mirabelek i gruszek, jeżyny wysyłają po mnie swoje macki, a borówki tęsknie wołają spod Kamienicy!
Kilka ostatnich dni upłynęło mi na gotowaniu, smażeniu, przeciskaniu, przecieraniu i suszeniu tego wszystkiego, com sobie naniosła do domu. A były to borówki i jagody, renklody, mirabelki, jabłka, cukinia, pomidory, gruszki i czarny bez. Renklody zostały przetworzone na prawdziwe gęste i ciemne powidła. Borówki z jabłkami zamieniły się w sos do mięsa. Z cukinii i jabłek powstał keczup. Jagody zniknęły w zupie,  gruszki, część jabłek i pseudo węgierki dosychają na siatkach rozłożonych na łące. Czarny bez po przegotowaniu zamienił się w leczniczy sok. A mirabelki? Mirabelkom poświęcę osobny wpis.
Jedynym dniem ostatniego tygodnia, gdy nie kwitłam przy owocach była niedziela, którą jednak też spędziłam wśród przetworów. Wybrałam się bowiem na jarmark perski izerski do Kopańca.
Było jak zwykle towarzysko i radośnie. Spotkałam starych i nowych znajomych, przegadałam wiele godzin i wysłuchałam kilku życiowych historii.
Sierpniowa edycja jarmarku różniła się od poprzednich niecodziennymi gośćmi- swoje dwudziestolecie pobytu w Izerach świętowali Holendrzy z fundacji Nemo. Były fryzyjskie tańce i pląsy, muzyka ludowa w wykonaniu zespołu Midwoud.
Wydawało mi się, że tacy goście przyciągną rzesze odwiedzających, jednak tak się nie stało.

Ludzi było nawet jakby mniej niż na poprzednich imprezach. Myślę, że powodem był niesamowity upał i duchota, więc spora część potencjalnych odwiedzających wybrała pobyt nad wodą.  O tym, jak było gorąco świadczy choćby to, że hitem mojego małego stoiska okazał się... kompot jabłkowy!
Na jarmarku spotkamy się w tym roku jeszcze raz, we wrześniu, kto zatem nie zdąży jeszcze odwiedzić Kopańca, niech szykuje się 16 września!

sobota, 18 sierpnia 2018

Prezent dla zwierzoluba

Lubicie dostawać prezenty? Ja uwielbiam! I równie mocno lubię dawać, choć czasem brakuje mi pomysłu, co sprezentować najbliższym.
Z okazji 28 rocznicy ślubu, która przypada dzisiaj, sprawiliśmy sobie personalizowaną tacę śniadaniową ze sklepu MyGiftDNA.pl .

czwartek, 16 sierpnia 2018

Chutney- owoce dla dorosłych

Ostatnio było o owocach dla niemowląt, dziś zupełnie inna strona letnich przetworów. Będzie o chutney'ach. Gdy zaczęłam swoją przygodę z owocami do słonych potraw, nie wiedziałam, że mają one swoją nazwę. Teraz już wiem, że moje sosy o dziwnych składach były ni mniej, ni więcej jak chutney'ami. Zgodnie z Wikipedią chutney wywodzi się z kuchni indyjskiej i jest owocowym , ostrym sosem z czosnkiem, cebulą, musztardą.

środa, 15 sierpnia 2018

Jak urządzę mój strych?- pomysł nr 1


"Tu na razie jest ściernisko, ale będzie..." - nucę sobie za każdym razem, gdy wchodzę na mój strych, by powiesić pęczek ziół albo w jednym z tysiąca kartonów poszukać drobiazgu, którego właśnie teraz potrzebuję. Potrafię tam stać kilkanaście minut, gapiąc się jeden punkt, a oczami wyobraźni widzę wnętrze inspirowane dopiero co zamkniętą stroną internetową o tematyce wnętrzarskiej lub sklepem z meblami. I za każdym razem mam inny pomysł na urządzenie tych kilkudziesięciu metrów kwadratowych powierzchni. 

Pomyślałam, że zacznę te pomysły spisywać i Wam pokazywać, może coś doradzicie? 

Ostatnio przyszło mi do głowy, by każdy pokój urządzić w innym stylu: alpejskim, prowansalskim, skandynawskim, ludowym, peerelowskim. 



poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Maraton Szosowy Kargula i Pawlaka w Lubomierzu

Kocięta mamy w butach Krzysia. Ach! te sznurówki!
Że na maraton do Lubomierza pojedziemy, wiedzieliśmy od dawna. Że skorzystamy przy tej okazji z gościnności moim rodziców - też. Że jak zawsze będzie za mało czasu - niekoniecznie...

piątek, 10 sierpnia 2018

Owoce w słoikach dla Maluszka

Bycie babcią zobowiązuje. Z niecierpliwością oczekuję dnia, gdy moje wnuczątko pojawi się na świecie, a ja będę mogła przywitać kolejne pokolenie. Nim to jednak nastąpi, trzeba jakoś przygotować się mentalnie i logistycznie. Ślubny już planuje remont na poddaszu, by to nowe pokolenie miało jak najlepsze warunki w czasie pobytu u dziadków. Ja zajęłam się przygotowywaniem tego, co umiem najlepiej, czyli słoiczków z przetworami.
Wyliczyłam, że Maleństwo będzie gotowe do zmiany diety akurat wtedy, gdy nie uświadczysz świeżych warzyw i owoców, bo to co pojawia się wiosną w sklepach albo jest pryskane chemikaliami, albo sztucznie pędzone, albo sprowadzane nie wiadomo skąd.
Powiedzmy sobie szczerze, jedynie owoce i warzywa ze sprawdzonego źródła są dobre. A sprawdzone źródło to własny ogród, sad i dzikie owoce na miedzach i w lesie. Nikt nie wmówi mi, że te piękne, okrągłe jak od linijki jabłka nie zostały niczym opryskane, a marchew w pęczku kupowana w maju też jest naturalna! Pewnie, można kupić gotowe słoiczki z przecierem. Tylko po co, skoro te przygotowane w domu będą pewniejsze, zdrowsze i dużo tańsze?
Co zatem pozostaje? Stanąć przy kuchni i przygotować własne słoiczki.
Od czasu, gdy moje dzieci były niemowlętami minęło sporo czasu, postanowiłam więc sprawdzić, co zmieniło się w filozofii żywienia niemowląt. Przejrzałam sporo różnych stron internetowych, forów, blogów i... złapałam się za głowę! Co artykuł to inne wytyczne!
Postanowiłam więc połączyć tę nową wiedzę ze swoim doświadczeniem i kierując się zdrowym rozsądkiem zabrałam się do pracy.
Najwięcej powstało słoiczków z musem jabłkowym, bo tu wszyscy są zgodni. Pierwszym owocem podawanym niemowlakowi ( niektóre źródła podają, że od piątego, inne że od szóstego miesiąca) są jabłka. Zatem mamy mus jabłkowy z papierówek- nadają się idealnie, bo nie są zbyt wyraziste w smaku i mają dużo miąższu. gotującej się wodzie ok. 30 minut.
Początkowo myślałam, że będę je dusić w garnku, jednak przypomniałam sobie o istnieniu wyciskarki wolnoobrotowej i to ona sprawiła, ze praca idzie mi szybko. Z tego urządzenia wychodzi idealna papka do słoików! Nie doprawiam jej, tylko przelewam do wyparzonych słoiczków po keczupie i pasteryzuję we wrzącej wodzie ok. 30 minut.
Kolejne słoiczki są z przecierem jabłkowo-porzeczkowym, bo czerwona porzeczka też pojawia się jako ten owoc, który maluch może zjeść ok. 6-7 miesiąca.
Dalej są musy jabłkowo-malinowe, jabłkowo- gruszkowe, gruszkowo-malinowe, jabłkowo-cukiniowe. W przyszłym tygodniu pojawią się słoiczki gruszka-jagoda,  jabłko-jagoda. Dzięki takim zapasom Maluszek spokojnie przetrwa do marchewki, pietruszki i pasternaka i innych warzyw z mojego ogrodu oraz owoców sezonowych.
P.S. Zajrzałam do piwnicy... zdaje się, że nakarmię nie tylko Dzidzię Gui ale i dzieci sąsiadów!




RÓBMY PRZETWORY! 5.