czwartek, 26 kwietnia 2018

Wiosna pod Orzechem

Na Fersztel zawitała prawdziwa wiosna. Nie jakieś przedwiośnie, ale sama Królowa,odziana w zieleń z domieszką bieli,  żółci, fioletów. W ciągu kilku dni drzewa pokryły się błyszczącymi liśćmi, a przydomowe modrzewie zasłoniły widok na drogę.

wtorek, 24 kwietnia 2018

I Śremski Maraton Rowerowy

Jeszcze parę miesięcy temu nie bardzo wiadomo było co, kto, gdzie i dlaczego. Z niepokojem patrzyliśmy na kolejne przesunięcia w kalendarzu maratonów, ostatecznie zostało ich kilka, na które postanowiliśmy jechać. Powstałe luki uzupełniamy innymi imprezami rowerowymi...

Niemniej na zdecydowaną większość Supermataronów planujemy zawitać. O wyborze tego cyklu (z dwóch o tej samej nazwie) zdecydowała przede wszystkim wygoda - większość imprez rozgrywana jest na tyle blisko, że nie trzeba planować noclegów i kilkudniowej eskapady na drugi koniec kraju.

Pierwszym tegorocznym maratonem był ten rozegrany w Śremie. To pierwsza impreza w tym miejscu, ale organizator wywodzący się spośród nas, maratończyków, stanął na wysokości zadania. Nie obyło się wprawdzie bez drobnych potknięć, ale nie popełnia błędów ten, który nic nie robi.


Z Krzysiem wstaliśmy skoro świt, zjedliśmy szybkie śniadanie, spakowaliśmy pudełka z ryżem z malinami i ruszyliśmy do Śremu. Ja startowałam o 9, Krzyś niemal pół godziny później. Szykując się do startu na parkingu przywitaliśmy się z dawno niewidzianymi znajomymi, rozmawialiśmy, śmialiśmy się - dla tej atmosfery warto bywać na tych imprezach. 

Pogoda tego dnia dopisała - było ciepło i słonecznie, pola, łąki, sady i zagajniki pachniały wiosną, tylko wiatr wiał. Jak zawsze - mocno i w twarz. 

Od startu udało mi się utrzymać w grupie przed dobre 20 km, ale zaciąg pod jeden z pagórków okazał się za mocny i zostałam za chłopakami. Chwilę jeszcze próbowałam gonić, ale daremnie. 40 km/h to jeszcze nie moje tempo. Zostałam z jednym ze stałych bywalców z KKZK i przez jakiś czas jechaliśmy po zmianach, później wzajemnie się goniliśmy, bym ostatecznie zostawiła go w tyle. Póki było z wiatrem, było ok. Na szczęście pod wiatr wyprzedził mnie znajomy z Gryflandu i pozwolił wieźć się na kole przez jakiś czas. Aż do wzniesienia, na którym...spadł mi łańcuch. Założyłam go szybko, ale utrata paru sekund wystarczyła, bym ostatnie kilometry pierwszego kółka pokonywała samodzielnie. Niedaleko przed metą minął mnie jeszcze pociąg z Krzysiem w składzie. Pół godziny straty na pierwszym kółku - nie było źle. 


Pierwszą część, tę z wiatrem, drugiego kółka przejechałam sama. Gdy zbliżałam się już do zakrętu, za którym miało być centralnie pod wiatr wyprzedziła mnie Gosia z jeszcze jednym kolarzem, który rzucił tylko "Wskakuj na koło, pociągnę". Uznałam, że dyskutować nie będę. Wsiadłam i do końca już nie puściłam. Chłopak szedł pod wiatr jak czołg - równym tempem, które dla mnie byłoby nieosiągalne w pojedynkę. Z czasem nasza grupka wzbogaciła się o kolegę na rowerze innym, na chwilę dołączył do nas Jacek wraz ze swoją grupą, ale na hopkach odjechali. Na kawałek przed metą z naprzeciwka nadjechał Krzyś, który przejął funkcję prowadzącego - narzucił mocniejsze tempo na finisz. 

Według pomiaru czasu udało mi się uzyskać prędkość 28,5 km/h na 156 km, wg moich urządzeń pomiarowych było to 29,5 na 162 km (STRAVA). I jestem z tego wyniku bardzo zadowolona. 


Przed dekoracją zdążyłam się jeszcze ogarnąć, założyć sukienkę i buty na obcasie, zjeść obiad, porozmawiać z kilkorgiem znajomych. Ktoś się zgubił (miejscami strzałki istotnie były małe i słabo widoczne, niestety), kto inny skrócił, większość sponiewierał wiatr. Było ciepło, swojsko i błogo. W kategorii byłam jedyna. W open czwarta. 


Sezon startowy zaczął się na dobre. Najpierw w Sobótce, teraz w Śremie. Cały kwiecień spędziłam ścigając się (przede wszystkim z samą sobą). W maju trochę odpocznę, by w pierwszej połowie czerwca podjąć największe dotychczas wyzwanie rowerowe... 

niedziela, 22 kwietnia 2018

Rowerowo-piesza eskapada na Kamienicę

Pogoda ostatniego tygodnia wcale nie przypomina wiosny, tylko środek lata. Mam dylemat czy kopać grządki, czy iść na rower. Staram się jakoś to pogodzić.Nawet zaczęłam sezon szosowy. Tylko, żepo75 km wycieczki do Lwówka okazało się, że opony niespecjalnie zniosły zimę i trzeba je wymienić. Czekając więc na przesyłkę wróciłam do zieleninki i w niedzielę wybrałam się w góry. Celu nie miałam.

piątek, 20 kwietnia 2018

Wiosenne smootie pokrzywowe


Skoro czas chwastów, to zapraszam na kolejny chwaściany post. Tym razem delektować będziemy się napojami na bazie pokrzywy. Obecnie noszą one chwytliwą nazwę smoothie, ale przecież są niczym innym jak koktajlem na wodzie.
Czy trzeba przypominać o zaletach pokrzywy? Parzące ziele zawiera witaminę C, B i K, prowitaminę A, sole mineralne (zwłaszcza wapnia i żelaza).Działa oczyszczająco na organizm,wzmacniając go,obniża poziom cukru we krwi. Ziele zbieramy wiosną przed kwitnieniem.

środa, 18 kwietnia 2018

Kot i pies,czyli Gang Olsena


Nadeszła wiosna i nasze zwierzaki spędzają całe dnie na dworze. Nareszcie! Przez ostatnie kilka miesięcy Frida i Koki zostali najlepszymi kumplami na świecie, a co za tym idzie, razem śpią, razem jedzą i... razem broją. Nieraz w ostatniej chwili łapaliśmy przedmioty zrzucane w biegu przez któreś z nich. Teraz dzikie harce odbywają się na świeżym powietrzu, a nasze meble i bibeloty stały się bezpieczne. Gdy Fridy zbyt długo nie ma w domu, Koki po prostu jej szuka, po wypuszczeniu na dwór tak długo będzie szczekał,kręcił się koło domu, aż przywoła swoją przyjaciółkę i wracają już razem.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Z cyklu Jemy chwasty- rolada drożdżówa z gwiazdnica i zieloną soczewicą

Wiosna, choć kapryśna panoszy się na świecie. Wszystko zieleniej i kwitnie, a my po zimowym braku słońca i świeżego zielska łakniemy nowalijek. Czy jednak za każdym razem musimy kupować w markecie mix sałat albo mrożony szpinak? Nie! Pewnie zauważyliście, że gdy tylko stopnieje śnieg na naszym blogu pojawiają się potrawy z chwastów. Nie inaczej jest i teraz.

sobota, 14 kwietnia 2018

Drożdżowy pieróg z pieca


Każde spotkanie z bliskimi jest dla mnie ważnym wydarzeniem, dlatego podkreślam je ulubionym daniem lub czymś zaskakuję. Gdy spotykam się z synem, zazwyczaj na kolację podaję pizzę, ale tym razem „zaszalałam” i przygotowałam (pierwszy raz w życiu) drożdżowy pieróg z pieca.

środa, 11 kwietnia 2018

Krokusy w Górzyńcu

Rezerwat Krokusów w Górzyńcu rozpalał moją wyobraźnię odkąd znalazłam to miejsce na mapie Gór Izerskich. Moim marzeniem było zobaczyć to miejsce.Raz już nawet próbowałam,ale po pierwsze byliśmy pod koniec kwietnia i krokusów już nie było, po drugie wcale nie mam pewności, że właśnie tam trafiliśmy, bo było to dosyć dawno!

wtorek, 10 kwietnia 2018

Jak to z łazienką było...

W oddali po prawej stronie widać dom pod nr 92
zdjęcie ze strony: mirsk.pl
Domek pod Orzechem wybudowany został jakieś 150 lat temu. Na wsiach nikt wtedy o takich fanaberiach jak łazienka nie słyszał. Kąpiele uskuteczniano w balii bądź ocynkowanej wannie. Za potrzebą chodzono zaś do stodoły lub za stodołę. Pewnie na początku XX w. dobudowano z tyłu domu maleńką drewnianą budkę z dołem kloacznym.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Poranny spacer na Skałki Miłości

Niedziela budziła się słoneczna i bezchmurna. Siedząc pod orzechem zastanawiałam się, czy może jednak prognozy kłamią i warto wybrać się na rowerową wycieczkę. Kilka silnych podmuchów wiatru sprowadziło mnie na ziemię.

sobota, 7 kwietnia 2018

Panele badawcze. Czy warto uczestniczyć w ankietach?

Przeglądając liczne fora internetowe i grupy na fb, zauważyłam często powtarzające się pytanie dotyczące zarabiania na ankietach. Ponieważ wypełnianiem ankiet zajmuję się od wielu lat postanowiłam się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami, uwagami i linkami do portali oferujących tę formę aktywności.

czwartek, 5 kwietnia 2018

Rower znaczy wolność

Wiem,wiem... tytuł banalny do bólu zębów. Mogłabym napisać: "Kółko wokół Rębiszowa", ale: po pierwsze, kto wie, gdzie leży Rębiszów? (Zaraz się odezwie Inkwi, że znów jej nie odwiedziłam i Paweł, że wie i że był, no i to by było na tyle.) Po drugie,ileż można pisać o tym, że zjechało się z górki w stronę Mlądza, i dalej do Rębiszowa? . No właśnie. Dlatego mamy tytuł,jaki mamy.

środa, 4 kwietnia 2018

Magdalena Witkiewicz "Moralność pani Piontek"


Z twórczością Magdaleny Witkiewicz spotkałam się kilka lat temu i byłam zadowolona zlektury. Gdy więc bibliotekarka poleciła mi powieść „Moralność pani Piontek”, przyjęłam sugestię i po powrocie z biblioteki zagłębiłam się w lekturze.

wtorek, 3 kwietnia 2018

Rozwiązanie urodzinowego konkursu

Święta, święta i po. Było gwarnie, wesoło, choć pogoda płatała nam figle. Zamiast lanego poniedziałku było rzucanie śnieżkami.Na szczęście udało się wyjść na długi spacer z młodzieżą i nie przejeść,choć przysmaków było mnóstwo. Nie o święach będzie jednak ten post.
Właśnie minął miesiąc od ogłoszenia naszego blogowego konkursu. Otrzymałyśmy sporo ciekawych życzeń urodzinowych.Niestetyniemożna nagrodzićwszystkich. Naszymi skarbami obdarujemy dwie osoby: Iwonę Zmysloną z bloga http://iwonazmyslona.blogspot.com/ oraz Frania1 z bloga https://piszetexty.blogspot.com/. Gratulujemy i prosimy oboje laureatów o dane do wysyłki w wiadomości prywatnej.




sobota, 31 marca 2018

Wielkanocnie

Na dworze ptaki dają niesamowity koncert, słońce nieśmiało wygląda zza chmur. W domu pachnie świeżo upieczonym chlebem i ciastem drożdżowym, goście śpią po nocnej jeździe. Robi się coraz weselej i świąteczniej.
Nim pochłoną mnie ostatnie przygotowania: gotowanie żuru,zdobienie mazurka oraz radosne rozmowy z gośćmi chcę podzielić się z naszymi czytelnikami tą wiosennną aurą i świateczną atmosferą wiejskiego domu.


W ten wiosenno-świąteczny czas 
życzę Wam miłości,
bo to ona w tym wszystkim jest najważniejsza.
Okazujcie sobie zaintesowanie,
doceniajcie drobne gesty,
rozmawiajcie
idźcie na wiosenny spacer.
Bądźcie szczęśliwi! 


piątek, 30 marca 2018

"Okno z widokiem" Magdaleny Kordel

Malownicze poznałam pewnego zimowego wieczoru, gdy po męczącym półroczu zasiadłam wreszcie do czytania. Spotkanie nie było najbardziej udane. Czemu wyraz dałam w recenzji zamieszczonej tu: klik. Od tamtej lektury minęło sporo czasu i postanowiłam dać Malowniczemu jeszcze jedną szansę. Czy słusznie? Zapraszam na recenzję powieści „Okno z widokiem” Magdaleny Kordel.

środa, 28 marca 2018

O jajkach i sosach do jaj

Wielkanoc nie może obejść się bez jajek. Jaja wpisane są w tę naszą tradycję jako symbol odradzającego się życia. Na naszym wielkanocnym stole też nie może ich zabraknąć. W tym roku będą one w różnych postaciach. Kilka zabarwimy, aby zrobić wesołe pisanki.

niedziela, 25 marca 2018

Domowe mięsa na święta


W ramach świątecznych przygotowań dziś opowiem o mięsie. Jako, że dawno już przejadły nam się kupne wędliny (a to za słone, a to wszystkie smakują jednakowo, a to nie wiadomo co jest w środku), w tym roku na świątecznym stole królować będą tylko domowe przysmaki. Oprócz schabu z owocami, który to robię co roku od niepamiętnych czasów, przygotowaliśmy szynkę i karkówkę dojrzewające, a także swojskie wędzonki.

sobota, 24 marca 2018

Piękno zaklęte w srebrze


Lubię biżuterię. Gdy codziennie chodziłam do pracy, dbałam, by w mój strój wkomponowane były kolczyki, korale, bransoletka bądź broszka. Wszystko pod kolor, idealnie dobrane. Pamiętam, że któregoś roku dzieci na Dzień Nauczyciela  malowały portret swojej pani, a potem trzeba było odgadnąć, czyj to portret. Mnie poznano po biżuterii. Mam kolekcję biżuterii codziennej, często robionej przez Chudą oraz odświętnej z jablonexu, będącej pamiątką po mamie. Teraz rzadziej zdarza mi się nosić świecidełka, bo też kozy mogłyby nie zrozumieć idei i próbować zjeść wiszące kolorowe kolczyki czy wisiorki.Jeśli jednak wybieram się do znajomych,to najczęściej zakładam choćby delikatne kolczyki. A już sprzed witryny u jubilera albo stoiska z biżuterią (np. na „Lecie Agatowym” w Lwówku) trudno mnie odciągnąć.

środa, 21 marca 2018

I poszła zima z dymem (oby)

Wstałam, otworzyłam drzwi wejściowe, a tam...świeży, bielusieńki śnieg...całkiem sporo nowego puchu. Górą, znad Blizbora ciągnęła mgła, dekorując drzewa szadzią jak lukrem. Pogórze ukryte było pod warstwą smogu.  Czy to aby na pewno 21 marca?  Przygotowałam pachnącą, aromatyczną  mkcafe  i śniadanie. Zasiadłyśmy z Chudą przy stole. Rozmawiałyśmy sobie wesoło, żartując z pogody za oknem.

wtorek, 20 marca 2018

O moich octach ziołowych

Choć tego na razie nie widać, wiosna zbliża się wielkimi krokami,w mojej niebieskiej kuchni dziś pierwszy raz zabłysły promienie słońca!  Lada moment stopnieje nawiany w ciągu ostatnich dni śnieg i pojawią się pierwsze zioła. Dla mnie będzie to pracowity czas, bo trzeba będzie uzupełnić zapasy nadszarpnięte przez przedłużającą się zimę. Wśród wielu przetworów z ziół, które goszczą w mojej kuchni są i własnoręcznie wykonane octy i o nich dzisiaj opowiem.

sobota, 17 marca 2018

Ksiażka z duszą

Pamiętacie ksiażki swojego dzieciństwa? Tekturowe okładki, płocienne grzbiety, chropowate, grube stronnice, barwne, zachwycające ilustracje... Do dziś mam w swoich zbiorach tak wydane Baśnie Andersena z ilustracjami Szancera, legendy morskie, i kilka reprintów, kupowanych dla moich dzieci z tęsknoty za wzruszeniami sześciolatki.
Gdy po kilknastu minutach szarpania się ze skrzynką na listy wyciągnęłam z niej w końcu wyczekaną przesyłkę, wspomnienie dzieciństwa było pierwszą moja myślą. A przecież nie miałam w ręku typowej książki dla dzieci!
Co zamówiłam?

piątek, 16 marca 2018

Placki marchewkowo-ziemniaczane

Pewnie zauważyliście, że u nas marchew stanowi podstawę wyżywienia.  A wszystko przez kozy. Kupiliśmy hurtowo 4 worki marchwi dla Pawetty i Jenefer,  korzystamy z tego dobrodziejstwa my i one. Dań zrobiło się na tyle dużo, że dodałam nowy tag: marchewka :) Dziś zapraszam na placki.

środa, 14 marca 2018

Zdrowe batoniki dla rowerzystki

Cudne słońce wygoniło mnie na rower. Zajrzałam do mojej przepastnej skrzyni z zapasami a tam... mąka, makaron, kasza, kakao, jakieś budynie, olej... a gdzie moje batoniki! Nie ma :( Jakoś w dziwny sposób zniknęły! Nie ma ani jednego batonika BA, ani GO ON.

wtorek, 13 marca 2018

Przedświateczne planowanie


Niedzielna wiosenna aura uświadomiła mi, że wiosna tuż, tuż, a z nią i Wielkanoc. Wypadałoby zacząć przygotowania do świąt. Najlepiej zrobić listę tego, co chcemy zrobić i kto nam w tym pomoże, bo przecież skoro święta rodzinne, to i przygotowania mogą być rodzinne. No to zaczynamy planowanie...

niedziela, 11 marca 2018

Poszukiwanie wiosny na Pogórzu Izerskim

Weekendowe prognozy wskazywały, że w niedzielę wreszcie przestanie dmuchać. No może nie od świtu, ale w południe już miało nie wiać. A skoro Ślubny i tak wyjechał, więc obiadu nie trzeba gotować, to zaplanowałam wyjazd na wycieczkę rowerową. Trasę zaplanowałam nie najdłuższą, bo na "setki" będzie czas, gdy zdejmę z haka szosówkę, ale dosyć malowniczą i ciekawą.

sobota, 10 marca 2018

Anna Łajkowska "Cienie na wrzosowisku"

Po przeczytaniu dwóch pierwszych powieści toczących się na angielskim wrzosowisku należało sięgnąć i po trzecią, choć robiłam to już bez zbytniego entuzjazmu. Skoro jednak wypożyczyłam ksiżkę, to ją przeczytam. Bohaterami powieści są znani nam z poprzednich części: Basia, Marek oraz ich bliscy i przyjaciele. Poprzednie recenzje znajdziesz tu: "Miłość na wrzosowisku" i "Pensjonat na wrzosowisku"

wtorek, 6 marca 2018

Lodowy potok

Mróz trochę odpuścił, więc korzystając z ładnej pogody wybrałam się nad Przecznicki Potok, a raczej nad jego lewą odnogę. Zima zda się wymarzoną porą na spacer dnem doliny, która płynie wąska struga. Latem teren ten porastają gęste zarośla, a nad samym strumieniem tworzy się grzęzawisko. Teraz po kilu dniach tęgich mrozów wszystko jest jeszcze zamarznięte, można więc bezpiecznie przejść dnem parowu nad samym potokiem.

niedziela, 4 marca 2018

Zróbmy sobie Dzień Kobiet!

Przed nami Dzień Kobiet, święto prawie tak kontrowersyjne jak Walentynki. A bo to "socjalistyczne święto", a to "goździk i rajstopy", a to mężczyźni świętują cały rok... itp.

piątek, 2 marca 2018

Urodzinowy konkurs blogowy

3.03. 2012 roku na naszym blogu pojawił się pierwszy wpis. Pamiętam, jakie byłyśmy podekscytowane, gdy zaczynałyśmy. Gui przygotowała szablon, Chuda planowała, ja pisałam. Miałyśmy swoje pomysły blogowe, które z czasem ewaluowały, nasz blog rozwijał się, zmieniał, dojrzewał do tego, czym jest teraz.

środa, 28 lutego 2018

Leśna pieczeń z dzika czyli spotkanie blogowe

Niedziela była dla nas dniem wyjątkowym. Oczekiwaliśmy szczególnego gościa. Liczyliśmy na długą pogawędkę o górach, książkach i życiu. A wiadomo, że najlepiej rozmawia się przy dobrym jedzeniu. Zależało mi, żeby było pożywnie, smacznie, pokazywało oryginalność mojej kuchni, a jednocześnie zaznaczało jej śląskie korzenie.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Miłość na wrzosowisku Anny Łajkowskiej

Jak się powiedziało A, czas powiedzieć B, czyli przeczytać drugą część perypetii rodziny Nowickich. Pierwsza część, "Pensjonat na wrzosowisku" kończy się skrótem dalszych losów rodziny, zatem podejrzewałam, że bohaterami kolejnej części będą dzieci dzieci Basi. Nic bardziej mylnego! "Miłość na wrzosowisku" zaczyna się kilka miesięcy po zakończeniu części pierwszej.

sobota, 24 lutego 2018

Zielona zupa krem

Zima nie odpuszcza, a my zaczynamy odczuwać brak słońca i ciepła. A wiadomo nic tak nie rozgrzeje w mroźny dzień jak dobra zupa. Zatem dziś zielony krem.

czwartek, 22 lutego 2018

"Pensjonat na wrzosowisku" Anny Łajkowskiej

Wrzosowiska... Ilekroć pojawiają się w tytule powieści, wyobrażam sobie niekończące się liliowe przestrzenie znane z wizyt na Pojezierzu Drawskim, Bornholmie, Hiddensee, badź zapamietane z ulubinego filmu Agnieszki Holland "Tajemniczy ogród". Oczywiście na myśl przychodzi też atmosfera "Wichrowych wzgórz" E. Bronte. Tego też podświadomie pewnie oczekiwałam, gdy sięgałam po cykl powieści Anny Łajkowskiej. Czy słusznie?

wtorek, 20 lutego 2018

Co to jest cashback i czy warto się w to bawić


Spotkaliście się z pojęciem cash back? Zgodnie z definicją to zwrot części pieniędzy za zakupy. Niektóre sklepy mają tę opcje w ofercie dla stałych klientów. Im więcej kupujesz, tym więcej możesz zyskać. Działa to podobnie jak programy lojalnościowe na stacjach benzynowych. Robisz zakupy, a w zamian dostajesz punkty, które potem wymieniasz np. na nagrody, darmową wysyłkę lub rabat na kolejne zakupy. W ten sposób sklep stara się zatrzymać swojego klienta.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Rozwiązanie konkursu z ksiażką "Turbulencja"

Dwa tygodnie temu ogłosiłam konkurs, w którym do wygrania była książka i zakładka. Odpowiedzi konkursowe pojawiały się w najrózniejszych miejscach, bo i kanały udostepniania notki były różne. Począwszy od komentarzy bezpośrednio na blogu, porzpez fanpage i grupy na faceboou po grupy na google+. Po przeczytaniu wszystkich zdecydowałam, że książka powędruje do ... Mileny Starzyk, której komentarz, zostawiony w grupie "lubimy czytać ksiażki" na google+, mnie przekonał.
Pozostałym osobom, któe razem ze mną się bawiły bardzo dziękuję za zaangażowanie i zapraszam do udziału w zabawie, którą ogłoszę za kilka dni z racji urodzin bloga. Tym razem  nagród będzie sporo i to bardzo różnych :)

sobota, 17 lutego 2018

Koncert w Leśnym Kurorcie

W Domku pod Orzechem życie toczy się powoli i spokojnie. Dbamy o to, by spędzać ze sobą dużo czasu. Wspólne posiłki, rozmowy, czytanie książek, czasem przygotowanie posiłków. Tylko na wędrówki chodzę sama, bo Ślubny nie przepada za zimową aurą. I choć celebrujemy swoją codzienność, to staramy się ją też trochę urozmaicać. I nie chodzi jedynie o cotygodniowe wyjazdy na zakupy.

piątek, 16 lutego 2018

Pomarzyć o lecie...

https://www.itaka.pl/

Mamy środek zimy, zaczynamy tęsknić za słońcem, ciepłem i długimi dniami. Można z tej tęsknoty pojechać nad morze i biegać boso po lodowatym piachu, jak ja ostatnio lub puścić wodze fantazji i … zaplanować wakacje. Czemu o tym piszę? Ano znad morza wracałam pociągiem IC pełnym kuracjuszek. Wypoczęte, zadowolone starsze panie prześcigały się w opowieściach jakie to są zadowolone z obsługi, jedzenia, zabiegów. Ech, jakby to miło było, żeby przez kilka dni ktoś mi ugotował, podał do stołu, pozmywał...

środa, 14 lutego 2018

Zimowe wejście na Jelenie Skały

Jelenie Skały to jedno z tych miejsc, które powinien odwiedzić każdy gość Domku pod Orzechem. Spacer polecam każdemu, kto pyta, co tu trzeba zobaczyć. O tym, że warto wspiąć się na granitognejsowe wypiętrzenie na zboczach Tłoczyny wiedzieli już Niemcy, prowadząc tam malowniczy szlak turystyczny od Byczej Chaty do Przecznicy i zabezpieczając skały metalowymi poręczami. Obecnie skały sterczą prawie zapomniane, czasem ktoś się na nie wespnie, ale nie zobaczy już widoku, który podziwiali dawni turyści. Młode wszędobylskie brzozy porosły tak bardzo, że zasłoniły szeroką i rozległą panoramę Pogórza Izerskiego, którą jeszcze kilkanaście lat temu można było stąd podziwiać. Nadal jednak można spojrzeć na Przecznicę i Kamienicki Grzbiet z Dłużcem i Blizoborem.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Marchewkowe ciasto z miłością

Wróciłam z Trzebiatowa, zajrzałam do naszej skrzyni z zapasami a tam... zero słodyczy! W czasie mojej nieobecności Ślubny opróżnił domek z ciastek, ciasteczek, czekolady i cukierków. A u nas musi być do kawy coś słodkiego, więc szybko trzeba upiec ciasto.
Tym razem do niedzielnej kawy podane zostanie ciasto marchewkowe z bakaliami.

sobota, 10 lutego 2018

Zestaw kibica skoków narciarskich


Jeśli śledzicie mój profil na fb, wiecie, że jestem zagorzałą fanką skoków narciarskich. Nieraz mam dylemat: rower, wycieczka w góry czy kibicowanie naszym reprezentantom. Ta miłość trwa od wczesnego dzieciństwa, gdy wspólnie z rodziną zasiadaliśmy przed biało-czarnym telewizorem i podziwiali odważnych mężczyzn lecących na nartach w czasie Turnieju Czterech Skoczni. Były to czasy Nykanena, braci Fijasów, Funakiego i wielu innych wielkich skoczków.

czwartek, 8 lutego 2018

Olaboga, co ja robię?!

Osoby, które śledzą mnie na facebooku widziały ostatnio kilka zaskakujących fotek z Wybrzeża. Jakoż faktycznie, spędziłam kilka dni w Trzebiatowie z racji odwożenia Wojtka do domu po feriach (czekajcie cierpliwie, pisze się historyjka z pobytu nastolatka w Domku pod Orzechem).

poniedziałek, 5 lutego 2018

W zimowych Karkonoszach

Tym razem nie o najbliższych okolicach Gierczyna. Nie o lokalnych skałkach, skarbach i tajemnicach. W odkrywaniu i zdobywaniu tych przoduje mama, mnie pozostaje podążać wydeptanymi przez nią szlakami. Ja swoje kroki skierowałam ostatnio dwukrotnie w wciąż nieodległe Karkonosze (bo rowerem pokonywałam Izery z jednej strony na drugą). Po 26 latach w październiku zdobyłam Śnieżkę. W ostatni weekend powtórzyłam to, tym razem w śniegu. U stóp najwyższego szczytu Karkonoszy bywałam już w życiu kilkakrotnie, ale nigdy jakoś się nie złożyło. Z Gierczyna też przecież nie jest daleko, ale mama woli nieuczęszczane szlaki, wiec na wspólne dziecięce jeszcze wycieczki zabierała nas w bardziej dzikie czeskie Izery lub pokazywała okolicę - pogórze izerskie i najbliższe szczyty. Do turystycznej Szklarskiej Poręby i jeszcze gorszego pod tym względem Karpacza zapuściła się z nami ledwie kilkakrotnie.

niedziela, 4 lutego 2018

Walentynkowe pomysły

Do walentynek zostało zaledwie 10 dni, więc ja, jak co roku kombinuję, jakby tu Ślubnego uszczęśliwić. Bo wiadomo, że każdy powód do świętowania jest dobry, a gdy za oknem zimno, to trzeba sobie atmosferę domową podgrzewać. Jakiś zarys pomysłu już mam. W tym roku zamiast ( a może obok?) smacznej kolacji z obowiązkowym tatarem i czerwonym winem (tak, tak u nas na walentynki króluje zazwyczaj tatar) wymyśliłam sobie, że wybierzemy się w odwiedziny do sąsiadów, czyli do Leśnego Kurortu, gdzie podają naprawdę pyszną kawę  i robią dobre drinki.
Zastanawiam się też nad prezentem, przecież nie przygotuję Ślubnemu laurki ;)

piątek, 2 lutego 2018

"Turbulencja" recenzja i konkurs

Zadanie konkursowe zdawało się wyjątkowo proste: „Za pół godziny masz samolot. Dokąd polecisz bez zastanowienia i bagażu?” Co mogłam napisać No oczywiście, ze lecę na Bornholm, wyspę, gdzie góry wpadają do Bałtyku, gdzie zielone niziny łączą się z brzegiem morza, a wszystko można zobaczyć w dwa dni. No i wygrałam książkę.

czwartek, 1 lutego 2018

Skarby na Prochowej

Pamiętacie spacer sprzed kilku tygodni na Prochową(klik)? Pisałam wtedy, że jeszcze do tej wycieczki wrócę. Korzystając z miarę znośnej pogody – nie padało, temperatura oscylowała w granicach 2-3 stopni, tylko wiało strasznie! - wyciągnęłam Gui i Wojtka na skałki. Jako cel podałam wykopanie czegoś, co poprzednio zostawiłam.

wtorek, 30 stycznia 2018

"Ja, potępiona" trzecia część serii o Wiktorii

Byliśmy już w Piekle, byliśmy w Niebie... czas na... Tartar. Tam nas jeszcze nie było. Oczywiście mowa o trzeciej części przygód Wiktorii Biankowskiej, bohaterki zabawnej trylogii Katarzyny Bereniki Miszczuk. Poprzednie części recenzowałam niedawno. Można je znaleźć tu: „Ja, diablica”, „Ja, anielica”.

niedziela, 28 stycznia 2018

"Wyprawa po rogi", czyli spacer z nastolatkiem


-Puk, puk, puk- woła Gui, wykonując ruch stukania do nieistniejących drzwi. Stoi u szczytu omszałych schodków na jednej z wielu fersztlowych ruin. Kończymy wycieczkę po zboczach Stożka. Jest mglisto, zaczyna siąpić, ale nas nie opuszczają dobre humory. Dlaczego? Bo w nogach mamy kilka kilometrów, a głowy pełne wrażeń.

środa, 24 stycznia 2018

Frida.

Tym razem Khalo, nie kot.

Na wystawę „Frida Kahlo i Diego Rivera. Polski kontekst” planowałyśmy wybrać się jak tylko pojawiła się informacja na jej temat. Pierwotnie rozmawiałam z mamą, ostatecznie pojechałam z Marzenką, bo mama nie mogła. Pierwszy z planowanych styczniowych terminów musiałyśmy przesunąć, gdyż bilety internetowe przestały być już dostępne, a nie chciałyśmy jechać w ciemno. I tak na wystawie zjawiłyśmy się na trzy dni przed jej zakończeniem czyli 18 stycznia. Jak się okazało był to chyba najgorszy możliwy termin tej zimy. Bo zima była właśnie wtedy. Pociąg do Poznania miał godzinę opóźnienia i z ulgą odetchnęłyśmy, że wybrałyśmy wcześniejsze połączenie, które dawało nam dwie godziny zapasu, gdyż bilety na wystawę kupowane były na konkretną godzinę wejścia. Historią świata była jednak dopiero podróż powrotna. W pociągu zamiast trzech spędziłyśmy...pięć godzin. I nie można powiedzieć, że pociąg przez te 5 godzin jechał. Z powodu remontu torowiska i opóźnienia złapanego już od początku staliśmy np. 40 minut przed samym Lesznem. Było to o tyle przykre, że w domu byłam przed północą, a o czwartej wstawałam do pracy.